Ochrona klimatu czy kontrybucja?
Dlaczego polski rząd skapitulował mając racjonalne kontrargumenty na dogmatyczne i manipulatorskie działania Unii Europejskiej?
W roku 2010 Polska zajęła, według Eurostatu, 5 od tyłu miejsce w rankingu zamożności państw Unii Europejskiej. Za nami są Łotwa, Litwa, Rumunia i Bułgaria. Niestety – jeśli nie obalimy pakietu klimatyczno-energetycznego, który nasz rząd chce podpisać w najbliższych dniach – za chwilę zabraknie dla nas miejsca nawet na końcu ogona tej statystyki… Bo spadniemy do poziomu zamożności w krajach trzeciego świata.
Dlaczego my?
A któż inny ma walczyć z dogmatami i manipulacjami tej kosztownej i niszczycielskiej dla polskiej gospodarki maszynerii, pozornie dążącej do ochrony klimatu Ziemi, a w praktyce do wieloletniego drenażu biedniejszych państw UE przy pomocy handlu emisjami, uprawnieniami i upustami? Kto inny ma obalić pakiet, pięknie nazwany klimatyczno-energetycznym, jeśli nie kraj najbardziej zainteresowany i mogący najwięcej stracić na wprowadzeniu w życie zapisów, bardziej zasługujących na nazwanie ich kontrybucją nałożoną na naszą energetykę, a poprzez nią na całą naszą gospodarkę, skoro po roku 2013 cena energii może w Polsce wzrosnąć nawet o 90 proc.?
Który kraj, poza Polską, swoją energię elektryczną w 94 procentach pozyskuje z węgla? Który kraj w UE ma takie zasoby węgla kamiennego jak Polska i który ma taki udział w jego produkcji (50 procent wydobycia w UE) – jak Polska? Zatem kogo, poza nami najbardziej żywotnie dotknie ów pakiet unijnych regulacji oparty na dogmatycznej teorii – nadal nie udowodnionej – o wpływie emisji CO2 na ocieplenie klimatu?
Naukowcy nadal toczą boje o to, co, kto i jak powoduje ocieplenie klimatu Ziemi, a nawet o to, czy on ociepla się, czy może jednak się schładza…
Jednak losem klimatu świata martwi się tylko Unia Europejska, gotowa w imię tej utopii zrujnować państwa nowej UE i to tuż po fiasku konferencji ONZ w Meksyku, gdzie kraje emitujące największe ilości tego gazu do atmosfery – czyli Chiny (21 proc. światowej emisji) i USA (20 proc. emisji – liczonej w wielkościach bezwzględnych) oświadczyły, że przyjęcie zobowiązań do redukcji emisji gazów cieplarniach byłoby szkodliwe dla rozwoju gospodarczego wielu krajów…
Tak więc w grudniu 2010 roku na Konferencji Klimatycznej ONZ w Cancun świat usłyszał, to co przytoczyłam, a my w cztery miesiące później chcemy podpisać pakiet klimatyczny o zabójczych skutkach dla naszej energetyki i całej gospodarki.
Wśród 10 państw odpowiedzialnych za 61 proc. światowej emisji CO2, oprócz wymienionych „liderów”, czyli Chin i USA, są jeszcze: Rosja, Indie, Japonia, Niemcy, Kanada, Wielka Brytania, Korea Płd. oraz Iran, (a więc także dwa najbardziej rozwinięte kraje Europy – Niemcy i Wielka Brytania), których nowe regulacje pakietu klimatycznego UE stawiają jednak w uprzywilejowanej pozycji.
Dlaczego zatem, pomimo postawy największych „producentów” światowej emisji CO2, Unia Europejska forsuje pakiet klimatyczno-energetyczny i zmusza Polskę do podpisania czegoś w rodzaju cyrografu, którego zobowiązania będą nas kosztować 94 miliardy euro, a jego konsekwencje będą śmiertelne dla naszej gospodarki? I dlaczego nasz rząd, mając wiedzę o tym, że nasza gospodarka nie udźwignie tak radykalnego wzrostu kosztów energii, jaki spowodują opłaty za emisję CO2 – zamierza w kwietniu podpisać ten pakiet?
Manipulacje
Prof. Krzysztof Żmijewski udowodnił w wielu publikacjach, że regulacje pakietu klimatycznego nie mają na celu zmniejszenia emisji CO2. „Przegląd zastosowanych rozwiązań, a w szczególności rozwiązań, z których zrezygnowano prowadzi do jednoznacznego wniosku, że rzeczywiste cele pakietu klimatyczno – energetycznego to:
- maksymalizacja ceny uprawnień do emisji wraz z maksymalizacją obrotu tymi uprawnieniami – szczególnie wtórnego. Realizacja tego celu prowadzi m.in. do znacznego wzrostu kosztu systemu handlu emisjami dla gospodarek a zwłaszcza dla tych, które są silnie nawęglone;
- eliminacja węgla z europejskiego energymix i zastąpienia go innymi, mniej emisyjnymi paliwami. W horyzoncie 2020 r. oznacza to promocję gazu ziemnego, ponieważ żadnego innego rozwiązania w tej perspektywie osiągnąć się nie da (rozwój energetyki jądrowej i odnawialnej wymaga czasu, środków i uwzględnienia wielu złożonych uwarunkowań). W praktyce prowadzi to do zwiększenia wpływu Gazpromu na energetyki europejskie, co Państwa EU-15 uważają za rozwiązanie zwiększające bezpieczeństwo energetyczne ich części Europy. (…)
– promocja, a w efekcie znacznie zwiększona sprzedaż know – how złożonych technologii zero – i nisko – emisyjnych. Sprzedawcami zamierzają być państwa EU – 15, kupcami mają być EU – 12 i reszta świata. ”
Dogmaty
Współczesny rozwój nauki pokazuje, że każde kolejne badania przynoszą więcej pytań niż odpowiedzi. Mamy bowiem wątpliwą teorię, a zbudowany na niej skomplikowany system regulacji, niezwykle kosztownych dla Polski, budzi wątpliwości, co do jego prawdziwych celów i skuteczności. Na dodatek – w kontekście katastrofy w japońskiej elektrowni jądrowej – wszystkie te zastrzeżenia radykalnie zwiększają swój ciężar gatunkowy i skłoniły europosła Adama Gierka do stwierdzenia: „Pakiet do renegocjacji”… Można tylko dodać: Nareszcie!
Sądzę, że trzęsienie ziemi i tsunami w Japonii uświadomi nawet eurotechnokratom ułomność ludzkich regulacji wobec faktu, że od milionów lat przyroda rządzi klimatem i żadne urzędnicze czary-mary nie mają wpływu na rozwój wydarzeń rozgrywających się na przestrzeni tysięcy, czy setek tysięcy lat.
Niestety – opinia publiczna od lat bombardowana informacjami o fatalnych skutkach klimatycznych emisji CO2 jest tak mocno zmanipulowana, że nie kojarzy katastrofy w japońskie elektrowni jądrowej ze szkodliwą dla globalnego klimatu jonizacją atmosfery, spowodowaną emisją radioaktywnych gazów, tak jak cicho było w ubiegłym roku o globalnych skutkach dla ziemskiej atmosfery emisji pyłów i gazów wulkanicznych – po wybuchu islandzkich wulkanów.
Kto straci, kto zyska?
Wyliczenie strat Polski w wyniku wprowadzenia regulacji pakietu klimatycznego są miażdżące i wielokrotnie publikowane, a istotą zagrożenia jest radykalne zmniejszenie konkurencyjności naszej gospodarki na skutek skokowego wzrostu cen energii uzyskiwanej ze spalania węgla, obciążonej opłatami za emisję CO2 i akcyzą za węgiel, co przeniesie się na koszty produkcji przemysłowej, działalności usługowej, funkcjonowania instytucji publicznych, kulturalnych i transportu, w tym dychawicznej polskiej kolei, a także zablokuje modernizację polskiej energetyki. (Tak na marginesie: właśnie w tych dniach UE wszczęła postępowanie o naruszenie zasad konkurencyjności wobec kolei niemieckiej, która uzyskała od państwa niższą taryfę na zakup energii elektrycznej.)
Dodając do tego zapowiadaną na rok 2012 podwyżkę akcyzy (do ok. 36 zł na tonę) oraz możliwość obciążenia górnictwa węglowego podatkiem od podziemnych wyrobisk górniczych w nowej ustawie Prawo geologiczno-górniczego oraz ogłoszony w tych dniach przez KE pomysł „podatku węglowego”, mamy przed sobą scenariusz pięknej katastrofy gospodarki narodowej. Wprawdzie i akcyza, i opłaty za emisje przewidują cały katalog zwolnień i upustów, ale dla znawców tematu i zwykłych śmiertelników trenujących „ścieżki zdrowia” w naszych rozmnażających się urzędach, a także dla znawców eurobiurokracji – cała ta urzędnicza dłubanina to jedynie okazja zatrudnienia armii bezproduktywnych pracowników, przeliczających wszystkie wskaźniki, uprawnienia, upusty oraz kwoty i „produkujących” tylko kolejne koszty. No i otwarcie drzwi do nadużyć. Dobitnie podsumował to Jacek Szymczak, prezes Izby Gospodarczej Ciepłownictwo Polskie, stwierdzając w artykule „CO2, akcyza i niepotrzebne komplikacje”:
„Kiedy zacznie się coś ograniczać i stosować wyłączenia w tych ograniczeniach –zaczynają się pojawiać – hmmm… – komplikacje, by nie powiedzieć – możliwość nadużyć. Proszę sobie wyobrazić, o ile prostsza i bardziej przejrzysta byłaby sytuacja wytwórców energii elektrycznej i ciepła, gdyby Unia Europejska przestała wierzyć w złowrogi wpływ siłowni na klimat kuli ziemskiej… ”
A kto zyska? Odpowiedź jest w cytowanym fragmencie artykułu prof. K. Żmijewskiego. I w opiniach wielu innych wybitnych specjalistów.
Dlaczego nasz rząd skapitulował mając tak racjonalne kontrargumenty na dogmatyczne i manipulatorskie działania UE? Kiedyś zapewne dowiemy się tego, oby jednak przed szkodą, a nie po niej…
Niestety – nie jest to ostatnia zagadka, gdyż równie szokująca jest treść komunikatu, ogłoszonego kilka dni temu przez ministra ochrony środowiska, w sprawie tegorocznej Konferencji Klimatycznej ONZ w Durbanie (RPA), na którą zjedzie kilkanaście tysięcy delegatów (!) i gdzie „Polska jako Prezydencja Rady UE, będzie dokonywać wszelkich starań, by doprowadzić do konsensusu. ” Czytaj: narzucenia kolejnych zobowiązań krajom słabszym.
Trudno pojąć arogancki pomysł człowieka, że może sterować globalnym zjawiskiem, jakim jest klimat, ale jeszcze trudniej zrozumieć jak Polska, jeden z pięciu najbiedniejszych krajów UE, będzie namawiała resztę biednych krajów świata, aby przyjęły na siebie ciężar ratowania klimatu, choć uchylają się od tego kraje najbogatsze, a odpowiedzialne za 61 proc. globalnej emisji CO2.