Gaszenie metanu to nowy scenariusz realizowany przez Laboratorium VR działające w Polskiej Grupie Górniczej

fot: Maciej Dorosiński

Efekt finalny widoczny w goglach to blisko rok pracy specjalistów z Laboratorium VR działającego w Zakładzie Informatyki i Telekomunikacji

fot: Maciej Dorosiński

Wirtualna rzeczywistość (VR) jest coraz bardziej istotnym elementem szkolenia pracowników. Technologię tę z powodzeniem wykorzystuje się i rozwija w Polskiej Grupie Górniczej. Przy zastosowaniu specjalnych gogli i kontrolerów realizowane są szkolenia z zakresu bhp dla pracowników dołowych oraz tych zatrudnionych na powierzchni.

Pracownicy Laboratorium VR działającego w Zakładzie Informatyki i Telekomunikacji opracowali trzy całkowicie autorskie scenariusze przeznaczone do szkolenia pracowników. Obecnie trwają prace nad kolejnym, który ma być tym najbardziej zaawansowanym. 

Gigabajty danych
– Pierwszy z naszych scenariuszy skupiał się na wymianie dyszy zraszacza na przesypie przenośnika taśmowego. Potem zrealizowaliśmy wymianę bezpiecznika topikowego w komorze transformatora i gaszenie pożaru w pomieszczeniach biurowych. Obecnie na tapecie mamy sytuację dotyczącą gaszenia pożaru metanu w przodku – tłumaczy Grzegorz Pyka, szef projektów w Laboratorium VR. Przyznaje, że efekt finalny widoczny w goglach to blisko rok pracy.

W tym czasie załoga laboratorium musi zebrać ogrom materiałów, które są punktem wyjścia do prac nad scenariuszem i grafiką. To gigabajty danych i tysiące plików: audio, video oraz zdjęć. Materiał ten został zebrany w kopalniach PGG. Ponadto Laboratorium VR skorzystało z uprzejmości producenta maszyny i mogło wykonać dokumentację audiowizualną kombajnu chodnikowego.

– Najwięcej pracy będzie związane z grafiką, czyli z jak najwierniejszym ukazaniem środowiska akcji, a także z realnym odwzorowaniem fizyki oraz tzw. efektami cząsteczkowymi, dzięki którym tworzymy efekty takie jak zapylenie, woda i dym. Zależy nam, by wszystko, co się dzieje w naszym scenariuszu, wyglądało jak w realnym świecie. Kluczowym elementem będzie kombajn chodnikowy. Wiadomo, że jego budowa jest skomplikowana. Naszym zadaniem jest odwzorowanie go jak najlepiej. Ma pracować w pełni autonomicznie, urabiać węgiel, wywoływać zapylenie, wydawać dźwięki. To jest duże wyzwanie pod względem optymalizacyjnym. Szczególnie pod względem destrukcji otoczenia – setki tysięcy brył węgla muszą być poprawnie oświetlone, rzucać cień, podlegać prawom grawitacji, oddziaływać ze sobą i środowiskiem. Dla każdego obiektu trzeba zdefiniować masę, siłę tarcia statycznego i szereg innych fizycznych parametrów. Obiekt musi zostać również pokryty odpowiednim materiałem, który definiuje jego strukturę, jak zachowanie światła na powierzchni, wypukłości itd. Wszystko to będzie liczone w czasie rzeczywistym. Naszym założeniem jest, aby cały scenariusz działał na minimalnym poziomie 90 klatek na sekundę – mówi Grzegorz Pyka.

Lider projektu wskazuje, że praca nad takim przedsięwzięciem wymaga od zespołu ciągłego doskonalenia w wielu dziedzinach nauki, nie tylko matematyki czy fizyki, ale również psychologii, architektury, fotografii czy montażu filmowego.

– Im lepiej zrozumiemy otaczający nas świat, tym łatwiej będzie nam go przenieść do wirtualnej rzeczywistości. Istotą jest to, aby górnik zakładając te gogle, poczuł się tak, jakby był właśnie na dole, w tym przodku z kombajnem – mówi Grzegorz Pyka.     

Dodaje, że w opracowywanym scenariuszu od pracownika przede wszystkim będzie się wymagać właściwej oceny sytuacji.

– Istotne będzie, jak szybko zostanie wykryte i zlokalizowane zagrożenie. W zależności od czasu, który mu pozostanie, będzie musiał zadecydować, czy ewakuuje się, czy też podejmuje walkę z pożarem. Gdy wybierze ten drugi wariant, stanie przed kolejną decyzją. Będzie ona dotyczyć wyboru odpowiedniej gaśnicy. Będzie musiał się wykazać, jaki środek gaśniczy będzie najodpowiedniejszy w tej sytuacji. Przede wszystkim jednak będzie musiał go odnaleźć w wyrobisku. W ten sposób chcemy u szkolonych pracowników wypracować pewne automatyzmy, które w rzeczywistej sytuacji zagrożenia po prostu instynktownie zadziałają – tłumaczy lider projektu. 

Najważniejsi recenzenci
Kolejne kroki w realizacji projektu są oceniane na bieżąco przez górników. Laboratorium działa przy kopalni Staszic-Wujek w Katowicach i co pewien czas pracownicy tego zakładu są zapraszani na testowanie tworzonej aplikacji.

– To są dla nas najważniejsi recenzenci, eksperci w swoich dziedzinach. To dla nich powstaje ten scenariusz i to oni będą za jego pomocą przechodzić szkolenia. Każda ich uwaga na temat funkcjonowania tego środowiska jest przez nas odnotowywana i analizowana. Chcemy, by w takim scenariuszu i wirtualnej rzeczywistości każdy sprawnie się odnalazł. My w ten sposób także się uczymy, między innymi spojrzenia z innej perspektywy na projekt, który realizujemy, ich doświadczenie, a co za tym idzie, wkład w naszą pracę, jest nieoceniony – mówi Grzegorz Pyka.

Pomysł dotyczący wykorzystania technologii VR w szkoleniu pracowników narodził się w Biurze Bezpieczeństwa i Higieny Pracy w PGG. To ono także czuwa nad doborem scenariuszy i ich stroną merytoryczną. To ono także realizuje program szkoleń z zakresu VR.

– W jednej z naszych kopalń miało miejsce zdarzenie związane ze stacją transformatorową. Doszło tam do wypadku, którego efektem była czasowa niezdolność do pracy. W związku z tym udostępniliśmy kopalni zestaw VR i za pomocą jednego z tych scenariuszy przeszkolono 200 elektromonterów. Przy wykorzystaniu tej technologii możemy bardzo dobrze zasymulować niebezpieczne zdarzenie. Moim zdaniem to lepiej dociera do ludzi niż wykład z dokładnym omówieniem okoliczności, w których doszło do wypadku – przyznaje dyrektor Biura BHP Grzegorz Ochman. Dodaje, że sam na sobie także sprawdził przygotowane do tej pory scenariusze.

– Pamiętam, że spore wrażenie zrobił na mnie łuk elektryczny, który pojawił się, gdy został popełniony błąd. Gdy sobie to przypominam, to do dziś odczuwam dyskomfort, a to był tylko VR. To przykład, że takie szkolenie zostaje w głowie, i to zarazem najlepszy komplement dla twórców – wyjaśnia dyrektor. Zwraca uwagę, że technologia stwarza możliwość szybkiego i efektywnego szkolenia.

– Oczywiście moglibyśmy postawić taki transformator i każdego szkolić z jego obsługi, ale w żaden sposób nie moglibyśmy tak dobrze odtworzyć tej sytuacji z porażeniem prądem. Dlatego to jest zupełnie nowa jakość. Poza tym człowiek w tych goglach i z kontrolerami jest bardziej skupiony na tym, co robi. Liczę, że tę technologię będziemy jeszcze rozwijać, tym bardziej że jest to rozwiązanie opracowane przez naszych pracowników. Jesteśmy także otwarci na współpracę w tym zakresie – podsumowuje dyrektor Ochman.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Od kopalni Max do Parku Tradycji

Historia kopalni Michał w Michałkowicach, dziś dzielnicy Siemianowic Śląskich, to opowieść o narodzinach przemysłowego miasta, dramatycznych wojennych losach i powojennej transformacji przestrzeni poprzemysłowej w miejsce pamięci i kultury.

Wojciech Balczun: Orlen nie prowadzi rozmów ws. zakupu rafinerii Schwedt

Orlen nie prowadzi obecnie negocjacji dotyczących zakupu rafinerii Schwedt ani objęcia udziałów w niemieckiej spółce PCK Schwedt - poinformował minister aktywów państwowych Wojciech Balczun w odpowiedzi na poselską interpelację.

Koniec rosyjskiego gazu szansą dla Polski. Rośnie znaczenie tranzytu

Znaczenie Polski jako kraju tranzytowego w handlu gazem ziemnym może wzrosnąć w najbliższych latach dzięki całkowitemu wycofaniu się UE z importu gazu z Rosji, przy utrzymującym się popycie na to paliwo – wskazali analitycy Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Górnicy jeździli tam elektryczną kolejką już ponad 50 lat temu. Niezwykła historia kopalni Jan

Już dwukrotnie wspominałem o doświadczalnej, zautomatyzowanej kopalni Jan, która powstała w 1968 r. na części kopalni Wieczorek. W odróżnieniu od otwieranej dekadę temu kopalni Bzie-Dębina miała ona dwa szyby i wypełniała definicję kopalni. Stanowiła w istocie koncentrację osiągnięć naukowo-technicznych polskiego górnictwa węgla kamiennego z całym intensywnie rozwijanym zapleczem.