Jastrzębska Spółka Węglowa S.A.

34.15 PLN (-3.26%)

KGHM Polska Miedź S.A.

257.20 PLN (-2.02%)

ORLEN S.A.

133.80 PLN (+0.45%)

PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.

9.59 PLN (-8.63%)

TAURON Polska Energia S.A.

8.92 PLN (-8.53%)

Enea S.A.

21.62 PLN (-7.13%)

Lubelski Węgiel Bogdanka S.A.

28.35 PLN (+3.28%)

Złoto

4 574.90 USD (-1.70%)

Srebro

69.66 USD (-4.35%)

Ropa naftowa

112.19 USD (+4.68%)

Gaz ziemny

3.10 USD (-0.80%)

Miedź

5.37 USD (-2.72%)

Węgiel kamienny

135.00 USD (-1.46%)

Jastrzębska Spółka Węglowa S.A.

34.15 PLN (-3.26%)

KGHM Polska Miedź S.A.

257.20 PLN (-2.02%)

ORLEN S.A.

133.80 PLN (+0.45%)

PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.

9.59 PLN (-8.63%)

TAURON Polska Energia S.A.

8.92 PLN (-8.53%)

Enea S.A.

21.62 PLN (-7.13%)

Lubelski Węgiel Bogdanka S.A.

28.35 PLN (+3.28%)

Złoto

4 574.90 USD (-1.70%)

Srebro

69.66 USD (-4.35%)

Ropa naftowa

112.19 USD (+4.68%)

Gaz ziemny

3.10 USD (-0.80%)

Miedź

5.37 USD (-2.72%)

Węgiel kamienny

135.00 USD (-1.46%)

Nie! Niemożliwe! Niemożliwe...

Bochenek jubileusz GAL

fot: Jarosław Galusek

Senator Krystyna Bochenek była gościem podczas jubileuszu 15-lecia „Trybuny Górniczej”. Na ręce prezesa Witolda Pustułki przekazała wówczas Medal Senatu.

fot: Jarosław Galusek

Minęło 5 dni... 5 cholernie długich dni... A wciąż nie można się oswoić… Wciąż gdzieś po głowie kołacze się – to niemożliwe! Ciągle w telefonie komórkowym mam zapis „Krysia B.” i numer, pod którym już nigdy nikt się nie odezwie...


Słyszałem w tę straszną sobotę, jak Kazimierz Kutz powiedział, że jest coś niestosownego w takim mówieniu o Nich tuż „po”. Bo to tak, jakbyśmy w gruncie rzeczy chcieli mówić o sobie. Ale tak naprawdę, to teraz Oni są nadal tylko przez nas – przez obrazy w naszej pamięci. Zatem wspominajmy, bo przez to będą nadal...


Czysta energia

Niespełna rok temu, gdy „Trybuna Górnicza” obchodziła swój jubileusz, na uroczystość z tej okazji przybyła także Krystyna Bochenek, wicemarszałek Senatu RP, ale przecież także, a może przede wszystkim, dziennikarka. „Dlaczego jesteście tacy strasznie poważni?” – spytała, zabierając głos. „Rozluźnijcie się. Przecież to Wasze święto...”


To była cała Krysia. Spontaniczna, pełna humoru i energii. Tymi jej przymiotami można by obdzielić sporą liczbę ludzi, bo posiadała je w rozmiarze niezwykłym. Nieraz mówiłem: „Krystyna, jakby Twoją energię dało się zamienić na elektryczność, to zasiliłoby się całe Katowice!”
Poznaliśmy się w katowickiej rozgłośni PR latem 1978 roku. Ona była tam od niedawna, ja dopiero co przyszedłem. Zaczepiła mnie na korytarzu. „Jesteś nowy?” – zapytała z uśmiechem. – „To przyjdź na takie spotkanie młodych dziennikarzy”.
Już wtedy odczułem, że należy do osób, których prośbom się nie odmawia. I to nie ze względu na jakiś niewygodny przymus, lecz ze względu na racje, które się za nimi kryją. Oczywiście poszedłem na to spotkanie – dziś nie pamiętam, czego dotyczyło. Potem spotykaliśmy się jak to w takiej pracy, od czasu do czasu. Nie mieliśmy wspólnych prac. Krystyna była ważną postacią na antenie w „Trójce” w Warszawie. Tworzyła też znakomite reportaże radiowe – do dziś niedoceniona jest ta część jej twórczości.


Przebój z... dyktanda

Wreszcie postanowiła przeprowadzić Dyktando. Wydawało się, że to jest pomysł z piekła rodem. Wszak dyktanda były szkolną zmorą. Czymś bardziej zniechęcającym w polskich realiach mogłaby być tylko kartkówka z algebry. Tymczasem Krystyna potrafiła z dyktanda zrobić nieprawdopodobny przebój! Sama! Od początku do końca samodzielnie, bez niczyjej pomocy przekonała do współpracy redakcje, polonistów i znalazła sponsorów nagród. I miała rację! Mam pełne przekonanie, że nie będąc naukowcem, zrobiła dla języka polskiego coś, za co powinna znaleźć się w panteonie polonistów, wśród najwybitniejszych profesorów filologii. A też i niejeden profesor powinien jej podziękować za swoją medialną popularność.


Patrzyłem na poczynania Krystyny z boczku i szczerze Ją podziwiałem. Mimo że nieraz „miała pod górkę”, wszystko jej się udawało. Nie przez przypadek. Nie przez jakieś szczególne szczęście czy tzw. „układy”. Nie. Potrafiła przeprowadzać swoje zamiary wyłącznie dzięki tej swojej nieustępliwej konsekwencji i pracowitości. Potrafiła ludzi mobilizować, uruchamiać w nich pokłady nieraz nieodkrytych wcześniej możliwości, wyzwalać emocje.


Nie do zatrzymania

Pewnie, że wielu jej tego zazdrościło, bo sami tak nie potrafili. To ludzkie. Ale też trzeba być albo ślepym, albo pełnym złej woli, żeby nie podziwiać i umiejętności, i skuteczności, i wreszcie efektów. A dobrodziejstw płynących z poczynań Krystyny doświadczył niejeden. Bo gdy trzeba było pomóc, Ona zawsze była. Żadna biurokratyczna bariera nie była w stanie Jej powstrzymać. Gdybym miał znaleźć jakiekolwiek odniesienie, to nasuwa mi się tylko jedno porównanie – Jurek Owsiak. Zresztą znali się i chyba lubili.


W 1989 roku Krystyna zaszczyciła mnie propozycją wspólnej pracy przy jednej z codziennych audycji, tzw. „kontaktowych”. M.in. dobierałem muzykę. Sporo ludzi chciało piosenek z dedykacją. A dostęp do przebojów nie był wówczas jeszcze tak łatwy, jak dziś. Ja go miałem. Któregoś dnia Krystyna wymyśliła, żeby za piosenki z dedykacją zbierać pieniądze na cele charytatywne. Licytowaliśmy te piosenki w każdej wspólnej audycji, zbierając spore kwoty. Ludzie gotowi byli płacić za usłyszenie życzeń z ust Krystyny. A potem te pieniądze trafiały do sierot, chorych, biednych. Kiedy okazało się, że oddział onkologii dziecięcej, chyba w Zabrzu, nie ma pieniędzy i trzeba go będzie zamknąć, Krystyna zrobiła z dnia na dzień taką akcję, że w kilkanaście godzin udało się zebrać tyle, ile było trzeba i jeszcze więcej. Do dziś dźwięczą mi w uszach słowa małej pacjentki tego oddziału, które stały się mottem tamtej zbiórki: „Nie płacz mamo...”
Tak... Nie płaczcie po Krysi... Uśmiechajcie się do niej, bo ona kochała uśmiechniętych ludzi...


Dbała o nasze zdrowie

I sama się do nich uśmiechała. Organizowała przecież obok tych poważnych i takie – rzec można – „uśmiechnięte akcje”. Dyktando takie było i zloty Krystyn (co one teraz bez niej poczną?), i pierwszy wielki zlot rowerowy na Muchowcu. Ten ostatni miał oczywiście związek z popularyzowaniem przez Krystynę dbałości o zdrowie. Wiem, że niejednokrotnie ludzie dzięki „Magazynowi medycznemu Krystyny Bochenek” w porę trafiali do lekarza, że niejedno zdrowie i życie za Jej pośrednictwem zostało uratowane.


Wybaczcie mi Państwo, ale nie potrafię uniknąć tego, może nazbyt osobistego, tonu, bo przez wiele lat była mi bardziej jak siostra niż koleżanka z pracy; i w sprawach zawodowych, i prywatnych. W ramach akcji „Rzuć palenie” postanowiła mnie wyrwać z tego głupiego nałogu publicznie, a ja się wtedy zaparłem. Trwało to wiele miesięcy, aż stało się obiektem sporego zainteresowania; część słuchaczy wspierała Krystynę w jej usiłowaniach, część mnie w tym trwaniu w nałogu. Wtedy jeden jedyny raz Krystyna dała za wygraną. A ja nieomal następnego dnia przestałem palić. I to też po części Jej zawdzięczam.


Ortograficzne herezje

W tym mniej więcej czasie, w 1994 r., byliśmy nominowani oboje do najbardziej prestiżowej wówczas nagrody – tytułu „Osobowości radiowej”. „Tak bym chciała, żebyśmy oboje ją dostali, tak bym chciała...” – przypominają mi się jej słowa. I choć wydawało się to absolutnie niemożliwe, dostaliśmy. Obok ośmiu znakomitych, znanych dziennikarzy i prezenterów radiowych.


Każde z nas miało podczas uroczystości wręczenia wypełnić jakieś zadanie-niespodziankę. „Czuję, że mi zrobią dyktando” – martwiła się Krysia. – „A ja znowu taka dobra z tej ortografii nie jestem...”
„To rób błędy, czym się przejmujesz” – podpowiedziałem. Krystyna potraktowała to dosłownie i zaczęła na tablicy pisać takie ortograficzne herezje, ozdabiając je rysunkami i szlaczkami, że publiczność pokładała się ze śmiechu...


To już komplet...

Kurczę, tak to wszystko po kolei mi się przypomina i... i wiem, że już nic więcej do tych wspomnień nie przybędzie, że to już komplet... A jeszcze niedawno tak sobie myślałem, że Krystyna zakończy tę swoją przygodę z polityką i jeszcze coś wspólnie zrobimy w sprawach Śląska, który tak kochała, choć była Ślązaczką w pierwszym pokoleniu. Tak jej zależało na dobrym wizerunku naszej małej ojczyzny. Na tym, by kojarzono Śląsk z pięknem sztuki, wybitnymi osiągnięciami nauki, świetną gospodarką i nieprzeciętnymi ludźmi. Ileż i w tym kierunku od lat czyniła...


W tych dniach mówi się tak wiele o ludziach niezastąpionych, o ludziach do zastąpienia. Są do zastąpienia na urzędach albo w statystykach. Nigdy w tym, co czynili, jeśli robili tyle i tak, jak Krystyna. I nigdy dla bliskich. A ubył ktoś bardzo bliski. Dla wielu z nas...
Lubiliśmy oboje muzykę naszej młodości, lat 60. Jest taka piękna piosenka zespołu Procol Harum: „A Whiter Shade of Pale”. Są w niej słowa, mówiące o dziewczynie, która stawała się coraz bledsza i bledsza, aż stała się bledsza od najbielszego odcienia bladości... Nasza pamięć niech będzie jak najbarwniejsza. Tylko dzięki niej ludzie nie ze wszystkim odchodzą...

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Ludzie PGG. Tajemnice kopalni Marcel: Górnik znajduje „drzewa łuskowate” sprzed 300 milionów lat

W podziemnych czeluściach inż. Aleksander Tomiczek, kierownik robót górniczych radlińskiej kopalni, wyszukuje odciski i skamieliny karbońskich roślin.

Korski: W górnictwie optymizmu nie widać. To mnie akurat nie dziwi

Historia górnictwa to nie tylko dzieje technologii i techniki, choć to one wydają się najatrakcyjniejsze. Dla mnie równie interesujące jest to, co z angielska bywa nazywane orgware, czyli organizacyjna i zarządcza strona mojego fachu. Staram się zrozumieć mechanizmy, które towarzyszą mi od zawsze. Nie zawsze jednak rozumiem ich sens, a czasem dostrzegam ich niekorzystne oddziaływanie. Jednym z takich elementów jest czas pracy pod ziemią w polskim górnictwie węglowym. Już przed II wojną światową postanowiono, że w normalnych warunkach będzie on wynosił siedem i pół godziny – liczonych od zjazdu pod ziemię do wyjazdu na powierzchnię. Wtedy kopalnie były niewielkie, a dojście do miejsca pracy nie zajmowało wiele czasu. Czas poświęcony na faktyczną pracę był więc stosunkowo długi.

Ludzie PGG. Z kopalni na podium mistrzostw świata. Niezwykła pasja Marcina Szebery z ruchu Marcel

W wolnym czasie tworzy precyzyjne modele okrętów z kartonu. Za swoją pasję zdobył tytuł w 2016 r. tytuł wicemistrza świata! Marcin Szebera, dyspozytor ruchu w kopalni Marcel chętnie opowiada o swojej pasji. - Z cierpliwością do tego hobby trzeba się urodzić – przyznaje.

Centrum Serwisowe Kolei Śląskich powstanie na terenie dawnego szybu Bojków