Nie chcę walczyć z wiatrakami - komentarz
Przyznam szczerze, iż należę do tej grupy, która wątpi, że za zmiany w klimacie odpowiedzialny jest głównie człowiek. Pod koniec ubiegłego roku grupa 100 naukowców z całego świata wystosowała list do sekretarza generalnego ONZ, w którym podważa wyniki badań swoich kolegów, którzy w raporcie IPCC wskazali na człowieka, jako winowajcę klimatycznych zmian. Swój raport nazwali przewrotnie „Natura, nie człowiek, rządzi klimatem – podsumowanie dla polityków”.
Jest niepodważalnym faktem, że klimat się zmienia, jak świat światem. Temperatury wzrastały na Ziemi także bez udziału człowieka. Nasza zindustrializowana cywilizacja odpowiada zaledwie za 3 proc. emisji dwutlenku węgla. Reszta to dzieło przyrody. Nie twierdzę, że te 3 proc. nie jest w stanie namieszać matce naturze, ale też wielu uczonych wskazuje, że temperatury na Ziemi są przede wszystkim zależne od aktywności słońca.
Z globalnym ociepleniem jest jak ze światowym konfliktem. Po dwóch stronach barykady zwolennicy i sceptycy zbroją się w argumenty. Ekolodzy straszą globalnym kataklizmem, sceptycy zaś olbrzymimi wydatkami. Mówi się, że walka z ociepleniem może kosztować 180 mld USD lub nawet 3 proc. produktu globalnego brutto. Ale jak to z wojnami bywa, jedni ponoszą straty, inni zarabiają krocie. Już dziś widać, że producenci hybrydowych aut mogą liczyć na gigantyczne zyski. Jeszcze więcej zarobią finansiści, którzy będą obracać limitami CO2, wartymi miliardy, które są, w moim odczuciu, współczesną wersją odpustów – mają nam wszystkim poprawić morale, ale nie dają żadnej gwarancji, że wygramy z globalnym ociepleniem.
Nie przypadkiem brytyjscy politycy najgłośniej ze wszystkich nawołują do ostrzejszej i bardziej bezkompromisowej walki z globalnym ociepleniem, bowiem Kitta Ussher, brytyjska minister skarbu ogłosiła, iż Londyn powinien stać się centrum handlu emisjami CO2.
Czy nam się to podoba, czy nie, jesteśmy skazani na ten bój. Nie tylko z tej przyczyny, że wymaga od nas tego Unia Europejska, ale także dlatego, że powoli wymusi to na nas opinia publiczna. Podczas mojej niedawnej rozmowy z Magdaleną Zowsik z Greenpeace, złapałem się w pewnym momencie na tym, że trudno dyskutować na argumenty, kiedy w grę wkraczają emocje: zderzasz się z idealizmem. Czy nie zależy mi na przyrodzie? Wszyscy żyjemy na tym samym świecie. Nie możemy pozostawić po sobie kolejnym pokoleniom zdegradowanego środowiska. Czy jestem przeciw temu wszystkiemu? Czy mi to wszystko „wisi”? Oczywiście, że nie.
Tylko jak walczyć z globalnym ociepleniem? Wydając miliardy euro na pilotażowe instalacje CCS, które nie wiadomo, jak się sprawdzą w praktyce? Przestawiając gospodarkę na odnawialne źródła energii? A może jednak postawić na efektywność wytwarzania i użytkowania energii?
Spójrzmy realnie, dziś jedynie oszczędne gospodarowanie surowcami i energią może zahamować wzrost emisji CO2. Wyższa o kilkanaście procent sprawność spalania paliw, to oszczędność rzędu kilkudziesięciu procent emisji dwutlenku węgla, ale tak naprawdę najczystszą energią jest niewykorzystana energia. Czeka nas w tym względzie ciężka praca, ale wyjścia nie ma. Raz, że wymaga tego środowisko, jeśli jest prawdą, że to człowiek stoi za globalnym ociepleniem. Dwa, że musimy nauczyć się oszczędniej gospodarować surowcami. Obym nie był złym prorokiem, ale pewnie wkrótce, jak tylko przyjdzie zima, odczujemy brak węgla. Zatem bateria słoneczna na każdym dachu? Czemu nie? Jestem za! A i wiatrak by się przydał…
Jacek Srokowski