Nie było katastrof, ale ...
Piotr Liwa, prezes Wyższego Urzędu Górniczego mówił dzisiaj (13 bm.), że choć nie było w tym roku katastrof, to ryzyko pracy górników jest duże. Można i trzeba je zmniejszać poprzez efektywniejsze niż dotąd szkolenia z zakresu BHP i poprawę dyscypliny.
Podczas posiedzenia Komisji Bezpieczeństwa Pracy w Górnictwie (w której są naukowcy, przedstawiciele pracodawców, nadzoru górniczego i związków zawodowych) analizowano aktualną sytuację w zakresie bezpieczeństwa w zakładach wydobywczych. Ogólne wskaźniki wypadkowości za dziewięć miesięcy br. są na nieco niższym poziomie niż w analogicznym okresie roku ubiegłego (2454 w br. wobec 2481 w ub.r.). Niestety, przybyło wypadków śmiertelnych i ciężkich. Od początku tego roku do 13 listopada w górnictwie kopalin podstawowych zginęło 28 osób, z tego 22 w kopalniach węgla kamiennego. W tym samym czasie ciężkich obrażeń podczas pracy doznało 24 górników, z tego 20 w zakładach wydobywających węgiel kamienny.
- To karygodne, ale zdarzyło się, że z powodu pijaństwa pracowników doszło do śmiertelnego wypadku. Dyrekcja tej kopalni zastosowała sankcje dyscyplinarne i miejmy nadzieję, że takie sytuacje już się tam nie powtórzą - mówił dziennikarzom prof. Józef Dubiński, przewodniczący Komisji Bezpieczeństwa Pracy, która jest jedną z sześciu o charakterze opiniodawczym działających przy WUG.
Specjaliści WUG wyliczyli, że śmierć jednego górnika przypadała do końca września br. na każde trzy miliony ton wydobytego węgla. Wskaźnik częstotliwości wypadków śmiertelnych na jeden mln ton węgla w pierwszych dziewięciu miesiącach br. wyniósł 0,32, w analogicznym okresie ub.r. był na poziomie 0,18.