Nie będzie łączenia kopalń
Plan łączenia miedziowych kopalń był zadaniem numer jeden strategii zarządu. Konsolidacja miała przynieść oszczędności, zwiększyć bezpieczeństwo w kopalniach oraz poprawić gospodarkę zarządzania złożami. Miało być taniej, solidniej i lepiej. Miało być, jeszcze przed ogłoszeniem przez załogę 24-godzinnego strajku, zaplanowanego na 5 listopada. Jak będzie? - zastanawia się \"Puls Biznesu\".
— W sytuacji kryzysu firmy nie stać na gubienie gotówki przez strajk. Nie chodzi o ambicje ludzi, ale o firmę. Rezygnujemy z integracji, ale nie z optymalizacji kosztów — mówi Mirosław Krutin, prezes KGHM.
Projekt integracji oddziałów górniczych (ZG Rudna, ZG Polkowice-Sieroszowice i ZG Lubin) miał ruszyć w listopadzie. Polegał na optymalizacji kosztów i stopniowym przygotowaniu spółki na okres dekoniunktury, bowiem dziś zróżnicowane warunki działalności kopalń, to problem, z którym coraz trudniej sobie poradzić. Zmiany miały skoordynować inwestycje, poprawić bezpieczeństwo pracy, wprowadzić jednolitą politykę kadrową i — co najważniejsze — obniżyć koszty wydobycia nawet o kilkaset milionów złotych rocznie. Liderzy związkowi przyznają, że w sporze wyszli na prowadzenie. Zrezygnują z protestu? Tego nie wiadomo.
— W moim odczuciu nie ma tu zwycięzców, bo nam zależy na dobru firmy — mówi Ryszard Kurek, wiceprzewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Przemysłu Miedziowego i członek rady nadzorczej KGHM.
Załoga liczy jeszcze na ustępstwa w sprawie podwyżki o 200 zł.
— Podtrzymujemy stanowisko, że podwyżki to nie jest dobry pomysł — uważa Mirosław Krutin.
Załoga ma podjąć decyzje dotyczące strajku w poniedziałek.