Nauka o biedaszybach
fot: grzegorzwalowski.pl
Dokumentacyjna i badawcza pasja Grzegorza Wałowskiego spowodowała można powiedzieć otwarcie nowego rozdziału w historii wałbrzyskich biedaszybów
fot: grzegorzwalowski.pl
Na początku tego wieku likwidacja wałbrzyskich kopalń węgla kamiennego spowodowała powszechne w tym rejonie bezrobocie i biedę. Pozostawieni sami sobie młodzi górnicy postanowili zadbać o jakiekolwiek środki do życia dla siebie i swoich rodzin. Ponieważ byli to ludzie ambitni i znający swój zawód postanowili nadal robić to, co umieli. Znali się na eksploatacji złóż węgla kamiennego. Zatrudnieni w dawnych kopalniach inżynierowie doskonale orientowali się w budowie geologicznej tego rejonu.
Wałbrzyskie Zagłębie Węglowe położone na Przedgórzu Sudeckim wśród licznych wzniesień i dolin powoduje, że stromo nachylone pokłady węgla kamiennego dochodzą do samej powierzchni ziemi. Reszty nie trzeba już opisywać. Wszystko, co było na mapach natychmiast odnaleziono w terenie. Mało tego, wiadomości te uzupełniono licznymi szurfami, wykopami, szybikami i innymi przypowierzchniowymi robotami górniczymi. W szczytowym momencie zatrudnionych tu było około dwa tysiące ludzi. Kilku z nich zginęło na skutek obsunięcia się mas ziemnych i zawalenia się prymitywnej obudowy wyrobisk górniczych. Prace w biedaszybach były opłacalne. Węgiel był dobrej jakości, a jego cena była konkurencyjna.
Po węgiel z biedaszybów przyjeżdżali kontrahenci z całej Polski. Wszystko to było jednak nielegalne i sprzeczne z prawem. Górników ścigała policja, straż miejska i wszelkie inne służby do tego powołane. Wiedząc o tym wystawiali oni odpowiednie „czujki”, które ostrzegały ich o wizytach „nieproszonych" gości. Na ogół kiedy zjawiała się policja to nikogo już w wyrobiskach nie było. Z daleka górnicy obrzucali kamieniami strażników prawa i soczystymi powiedzeniami, które nie nadają się do powtarzania w tym miejscu. Jednym z górników pracujących w tych biedaszybach był Grzegorz Wałowski. Mając na swoim koncie kilka wyroków sądowych za pracę w biedaszybach postanowił on dokumentować i zbierać materiały dotyczące tych robót, aby przeciwstawić się degradacji swojego zawodu. Szukając sojuszników znalazł ich na Politechnice Opolskiej, gdzie obronił pracę inżynierską dotyczącą m.in. podziemnego zgazowania węgla kamiennego. W dwudziestą rocznicę likwidacji Zagłębia Wałbrzyskiego napisał on książkę pt. „Wałbrzych: od biedaszybów do…”. Została ona wydana przez Wydawnictwo Akcji Katolickiej Archidiecezji Lubelskiej. Świadczy to o szeroko pojętej solidarności polskiego społeczeństwa z losem górników pozbawionych środków do życia. Na tym można by skończyć rozważania o wałbrzyskich biedaszybach, gdyby nie jej ciąg dalszy kontynuowany przez badania naukowe.
Dokumentacyjna i badawcza pasja Grzegorza Wałowskiego spowodowała można powiedzieć otwarcie nowego rozdziału w historii wałbrzyskich biedaszybów. Jego prace zostały również zauważone za granicą. Był zapraszany, z odczytami na ten temat, na specjalistyczne konferencje górnicze w Pradze i w Londynie. Ostatnio otworzył przewód doktorski na Politechnice Opolskiej, gdzie prowadzi również zajęcia ze studentami. Dzięki jego pracom temat ten spotkał się z zainteresowaniem wielu środowisk w kraju i poza jego granicami. Przykładem tego jest zapowiedziany krakowski wernisaż dyplomowy studenta Krakowskiej Szkoły Artystycznej – Karola T. Sękowskiego pt. „Czarne złoto z biedaszybów”. Będzie on prezentowany w salonie semper felix w Krakowie przy ul. Bożego Ciała 9 w dniach od 17 do 26 czerwca.
Prace naukowe nad historią i dokumentacją biedaszybów znalazły również uznanie w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego, które przyznało specjalną dotację na prowadzenie tych badań. O tym, że stale wzrasta zainteresowanie tymi unikalnymi badaniami świadczą ostatnie ćwiczenia studentów Wydziału Nauk o Ziemi Uniwersytetu Śląskiego, które dwa tygodnie temu odbyły się na terenie wałbrzyskich biedaszybów.