Naftowa nerwica – historia choroby (esej)

Oil ARC

fot: ARC

fot: ARC

Wystarczalność surowców mineralnych to ważki problem globalny, w którym szczególnie interesująco przedstawia się casus ropy naftowej. Według wielu, nie ulega wątpliwości, że pierwszym ważnym surowcem, którego brak odczujemy, będzie właśnie ropa. Ale czy to poprawna diagnoza? Czy naprawdę słuszne są powody do obaw?

Przyjrzyjmy się, jakie przesłanki towarzyszą pesymistycznym twierdzeniom. Otóż świat dziennie zużywa 85–86 milionów baryłek ropy. OPEC, czyli organizacja krajów eksportujących ropę naftową, według różnych źródeł, dostarcza na rynek około 40 proc. zapotrzebowania. Kolejni dostawcy to kraje byłego ZSRR (Rosja, Azerbejdżan, Turkmenistan, Kazachstan) – 12 do 13 milionów baryłek, USA – 7 do 8 mln, Kanada, Norwegia, Wielka Brytania – 13 do 14 mln i pozostałe kraje (wśród których główną rolę odgrywają Meksyk i Chiny) – 16 do 17 mln baryłek.

Zadyszka z „peak oil” w tle
Za dwadzieścia lat, według różnych ocen, zużycie ropy naftowej wzrośnie do 110–120 mln baryłek. W krajach rozwijających się ulegnie nawet podwojeniu i według niektórych źródeł wzrośnie z dzisiejszych 29–30 mln do 60 mln baryłek. Jednak stanie się tak głównie przez wzrost zużycia ropy w dwóch krajach – Chinach i Indiach.
Od kilku lat zapotrzebowanie rośnie szybciej niż produkcja, a na dodatek zdaje się ziszczać na naszych oczach słynna przepowiednia amerykańskiego geologa, Mariona Kinga Hubberta, która już sprawdziła się w odniesieniu do USA. Przypomnijmy, że w 1956 roku Marion King Hubbert ogłosił pracę, w której użył określenia „peak oil” czyli szczyt wydobycia. Hubbert podał prognozę, że dla Stanów Zjednoczonych wypadnie on na lata 1965–1970, co się potwierdziło (faktyczny szczyt wydobycia miał miejsce w 1971 roku). Takiego potwierdzenia Hubbert nie uzyskał dla szczytowego wydobycia na świecie, które przewidywał na przełomie tysiącleci. Ale przecież po drodze miały miejsce zdarzenia, które w znaczący sposób zakłóciły procesy produkcyjne. Wielu spiera się, czy „peak oil” nie doświadczamy właśnie teraz?

Pouczający katalog wojen
Brak wystarczających rezerw produkcyjnych i spadek wystarczalności zasobów w wielu krajach działania spekulacyjnie. Liczne konflikty polityczne przyczyniły się bezpośrednio do sytuacji, w której na rynku ropy zaczęło być bardzo nerwowo. Dzisiejsze symptomy kryzysu są pokłosiem wydarzeń, które miały miejsce już u zarania eksploatacji ropy. W 1859 roku powołano w Pensylwanii zespół, mający ocenić, jak długo da się eksploatować działające otwory w ówczesnym tempie. Kto wie, jak potoczyłyby się losy II wojny światowej, gdyby Niemcy zdołali dotrzeć do Baku? A przecież były jeszcze wojny bliskowschodnie (toczące się tak naprawdę o kontrolę nad tankowcami przepływającymi przez Kanał Sueski), wojna Iraku z Iranem, konflikt Iraku z Kuwejtem, wojna w Czeczeni i Afganistanie, interwencja w Iraku, wojna w Sudanie.
Symptomy choroby narastały długo i dzisiaj doprowadziły już do bezpośrednich walk o zasoby ropy, wpisując się w scenariusz tzw. „wojen surowcowych”. Wojny surowcowe doczekały się też książki pt. „Resource Wars” napisanej przez Michaela Klare’a. Na polskim rynku wydawniczym ukazał się inny atrakcyjny tytuł tego samego autora – „Krew i ropa” (nakładem Agencji Wydawniczo-Reklamowej, Warszawa 2006). Michael Klare ostrzegł w niej: Już wkrótce świat zacznie odczuwać skutki ostrych i długotrwałych niedoborów ropy naftowej. Być może nie nastąpi to za dziesięć, piętnaście czy dwadzieścia lat – lecz ten dzień w końcu nadejdzie...
Symptomów potwierdzających wyjątkową nerwowość reakcji na rynku ropy jest wiele. Ot, chociażby stwierdzenie Alana Greenspana, szefa Zarządu Rezerwy Federalnej, czyli w istocie amerykańskiego Banku Centralnego w latach 1987–2006. W książce „Era zawirowań. Krok w nowy wiek” (Muza SA, 2008), będącej w istocie rozliczeniem z przeszłością i świadectwem bogactwa historii i wydarzeń, które autor współtworzył, Greenspan napisał: Stwierdzam ze smutkiem, że politycznie niewygodne jest przyznanie tego, o czym wszyscy wiedzą, że w wojnie w Iraku chodziło w dużej mierze o ropę.

Cenowa gorączka
Jednak głównym objawem naftowej nerwicy są skoki cenowe na rynku ropy naftowej i rekordowe ceny, które notujemy w ostatnich latach. Najświeższy rekord to ponad 147 USD za baryłkę. Ale ropa naftowa w dalszym ciągu jest tania w kraju największego pożeracza paliw – USA, gdzie za litr płaci się (w przeliczeniu) niewiele ponad 2 złote i gdzie daleko do naszych cen powyżej 4 zł (a kto wie, czy wkrótce nie napiszemy „prawie 5 zł”) za litr. Amerykanie jednak obudzili się i szukają oszczędności. W stylu iście amerykańskim: w niektórych stanach policja zapowiedziała, że zacznie obciążać niepokornych kierowców kosztami... pościgu.

Doszło do stanu, w którym praktycznie każde zawirowanie polityczne na naszej planecie oznaczać może jedno – wzrost ceny ropy naftowej. Nie widać przy tym powrotu do cen niższych, sprzed zamieszania.

Koszmar biednych

Jeszcze innym potwierdzeniem „naftowej choroby nerwów” jest zaangażowanie inwestycyjne Chin w Kazachstanie, Iranie i Sudanie, czyli krajach o znaczących zasobach ropy naftowej .W ropę inwestują te same Chiny, które w 2007 roku zużyły 40 proc. światowej produkcji węgla, 40 proc. światowej produkcji cementu, 30 proc. produkcji stali i 12 proc. wytworzonej na planecie energii. Powinniśmy napisać „zużyły tylko 12 procent”, bo konsumpcja energii w Chinach będzie rosła coraz szybciej.

Warto zauważyć, iż szok cenowy, a może lepiej byłoby napisać „paliwowy”, bo w ślad za perturbacjami z ropą obserwujemy wzrost cen węgla i gazu, to prawdziwy koszmar dla tych krajów biednych, które nie produkują ropy. Wzrost cen surowców stanowi jedną z poważnych przeszkód w dostarczeniu energii niezbędnej do życia dla około 1,6 mld ludzi, którzy nie mają dostępu do elektryczności. Warto uświadomić sobie, że 2,4 mld Ziemian do gotowania posiłków używa wyłącznie węgla, drewna lub obornika. Ostatni raport Banku Światowego wskazuje, że wzrost ceny ropy o 10 dolarów za baryłkę przekłada się na półtoraprocentowe obniżenie produktu krajowego brutto w najbiedniejszych państwach świata. Ludziom z tych krajów coraz trudniej żyć. To o nich upomina się Jeffrey Sachs w swej głośnej książce „Koniec z nędzą. Zadanie dla naszego pokolenia”, z przedmową spod pióra zaangażowanej społecznie gwiazdy U2 – Bono. Warto o tym pamiętać obserwując zawirowania na rynku ropy naftowej.

Zapasów pod dostatkiem
Paul Roberts, autor książki „The End of Oil. On the Edge of Perilous New World” (Koniec ropy czyli na skraju niebezpiecznego świata; wyd. Houghton Miffin Mariner Books, Boston and New York, 2005) widząc koniec światowej gospodarki energetycznej opartej na ropie, ale także na innych nośnikach kopalnych, widzi przyszłość przede wszystkim w odnawialnych źródłach energii.
Tej skrajnej nerwowości nie potwierdzają dane statystyczne, informujące o praktycznie niezmiennej w dalszym ciągu sytuacji w zakresie wystarczalności zasobów ropy naftowej.

Wystarczalność zasobów ropy od połowy ubiegłego wieku utrzymuje się na poziomie około 30–47 lat. Każdorazowy wzrost cen powoduje wzrost wielkości zasobów, zalegających w trudniejszych warunkach górniczo-geologicznych, i podnosi atrakcyjność ropy naftowej, pozyskiwanej z piasków roponośnych i łupków bitumicznych, których zasoby według różnych źródeł szacuje się jako znaczące. Trzeba jednak zastrzec, że z uwagi na wysokie koszty pozyskania, sceptycy nazywają te źródła surowca „papierowymi baryłkami”.

Dodatkowym argumentem, który utwierdza tezę o wystarczalności ropy naftowej, może być fakt powrotu do starych, wybranych w kilkudziesięciu procentach złóż, z których ponownie możemy czerpać surowiec dzięki nowym technikom i technologiom.


Jeśli nie teraz, to kiedy?

Czy mamy już szczyt wydobycia, czy może jednak „peak oil” jest ciągle przed nami, a jeśli tak, to za ile lat? Doświadczenie uczy, iż wszelkie przepowiednie i prognozy należy traktować z dużą ostrożnością. Należałoby więc sądzić, że brak ropy to kwestia przyszłości, a szczegóły pokaże czas. Możliwości działań jest jeszcze wiele. Obok już wymienionych, pozostaje chociażby rezygnacja z subsydiowania ropy w Chinach, perspektywicznie jednym z największych pożeraczy ropy, gdzie ciągle cena litra oleju napędowego kształtuje się na poziomie nieco ponad dwa złote. Wzrost ceny wymusi oszczędności.

Niedostatek surowców – w tym także ropy – w dającej się przewidzieć przyszłości nam nie grozi, a sczerpanie zasobów złóż nie stanie się problemem nadmiernie pilnym do rozwiązania. Ludzkość ma wiele innych problemów, z którymi musi się uporać.
W skali globalnej wzrostowi wystarczalności zasobów sprzyjają prognozy demograficzne, wskaźnik liczby ludności w ostatnich latach wyraźnie spadł. Jeszcze w 1989 roku agenda ONZ (Population Found) przewidywała wzrost liczby ludności świata do 14,2 miliarda w terminie do 2100 roku. Jednak ostatnie prognozy przewidują, że liczba ludności na świecie do 2050 roku wzrośnie do 9 miliardów, a potem zacznie spadać, co dzieje się już w wielu krajach, także w Polsce.

Przesłanie dla pesymistów

Marian Radetzki, jeden z powszechnie szanowanych ekspertów w zakresie gospodarki surowcowej, a może, przede wszystkim, energetycznej, w jednej ze swoich publikacji przytoczył wypowiedź byłego szefa OPEC, długoletniego ministra ds. ropy Arabii Saudyjskiej, szejka Zaki Yamaniego, który odchodząc z funkcji szefa OPEC powiedział, że: era kamienia łupanego nie skończyła się z powodu wyczerpania zasobów kamienia i tak samo era ropy naftowej nie skończy się z powodu wyczerpania jej zasobów.

Czy doczekamy się spektakularnej serii nowych wynalazków, które rozpoczną być może nową erę w rozwoju cywilizacji, tak jak to miało miejsce na początku ery przemysłowej (albo pod koniec XX wieku, kiedy pojawił się Internet)? Jaka będzie przyszłość? Czy, i czym, nas zaskoczy?

W kwestii, od której rozpoczęliśmy rozważania – wystarczalności ropy naftowej – pozostaję niepoprawnym optymistą. Wątpiącym chciałbym zadedykować aforyzm mojego ulubionego autora Georga Lichtenberga. Cytat pochodzi z jego dzieła „Bruliony” (które Elias Canetti nazwał najbogatszą w treść księgą literatury światowej): Nie potrafię co prawda powiedzieć, czy będzie lepiej, gdy będzie inaczej, wiem jednak, że musi być inaczej, jeśli ma być lepiej.

Dr Jerzy Kicki
Autor jest pracownikiem naukowym katedry górnictwa podziemnego w Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie oraz Instytutu Gospodarki Surowcami Mineralnymi i Energią Polskiej Akademii Nauk.


MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Orlen podniósł hurtowe ceny paliw

Orlen podniósł w piątek hurtowe ceny benzyny Eurosuper 95 o 66 zł, benzyny Super Plus 98 o 42 zł, a oleju napędowego Ekodiesel o 44 zł na metr sześc. - wynika z danych opublikowanych przez koncern. Poprzednio, w czwartek, w hurcie Orlenu benzyna staniała, a olej napędowy zdrożał.

Kąpielisko Fala w Tauron Parku Śląskim rozpoczyna sezon

Zapowiada się bardzo gorący weekend, a uczniowie rozpoczynają wakacje – to najwyższy czas, by rozpocząć sezon na Fali w Tauron Parku Śląskim. Kąpielisko czynne jest od dziś (26 czerwca 2026 r.), w godzinach 9.00 – 19.00.

Jastrzębskie Carbonarium się rozwija. Wkrótce otwarcie nowej części wystawy

Wystawa Carbonarium w Instytucie Dziedzictwa i Dialogu Łaźnia Moszczenica w Jastrzębiu-Zdroju rozrasta się. Na 5 lipca 2026 r. zaplanowano otwarcie nowej części ekspozycji, która skupia się przede wszystkim na ukazaniu zmian przestrzennych i demograficznych, które zaszły w mieście w okresie powojennym.

Na tegoroczne wakacje wydamy średnio niemal 300 zł więcej na osobę niż rok temu

Średnio 2042 zł wyda statystyczny Polak na tegoroczne wakacje; to o niemal 300 zł więcej niż rok wcześniej - wynika z badania "Wakacyjny Portfel Polaków 2026". Przeciętne gospodarstwo domowe na letni wypoczynek przeznaczy ok. 5,1 tys. zł, czyli ponad 700 zł więcej niż w 2025 r.