Motoryzacja: Wybrać nowego miejskiego malucha, czy może limuzynę z rynku wtórnego?

Bmw BAR

fot: Bartłomiej Szopa

fot: Bartłomiej Szopa

Lato to czas sprzyjający kupnu samochodu. Salony kuszą nas atrakcyjnymi kredytami i promocjami, a długie ciepłe dni zachęcają do poszukiwań samochodów używanych, których zakup staje się nieraz pretekstem do pasjonujących wycieczek, także poza granice naszego kraju.

 

Przyjrzyjmy się zatem wadom i zaletom obu tych metod wchodzenia w posiadanie nowego środka transportu.

 

Młodość

 

Aby porównanie było łatwo przyswajalne dla przeciętnego zjadacza chleba, skupimy się na niższej półce cenowej. Samochody nowe reprezentować będzie więc znany i popularny na naszych drogach Fiat Panda. Wersję Fresh z 54-konnym silnikiem 1,1 litra dealer oferuje w promocyjnej cenie 23 990 zł. Za tę kwotę otrzymujemy miejskiego Fiata, którego wyposażenie w opisie katalogowym obejmuje: wycieraczkę tylnej szyby, koło zapasowe, zderzaki w kolorze nadwozia, piankowe tylne zagłówki, oraz gaśnicę i trójkąt ostrzegawczy. Dopłaty wymagają już niestety akcesoria, takie jak: gniazdo 12V (popularne gniazdo zapalniczki), elektryczne szyby czy centralny zamek. Słabe wyposażenie rekompensuje natomiast gwarancja, czyli brak obaw o koszty naprawy samochodu przez pierwsze trzy lata lub 150 tys. km od zakupu.

 

Doświadczenie

 

Jeżeli jednak oczekujemy po naszym samochodzie czegoś więcej niż wycieraczka tylnej szyby i koło zapasowe, a finanse pozwalają nam na rozpatrywanie jedynie takich ofert, na ratunek przychodzi rynek wtórny. Tam, mając 23 990 zł w kieszeni, możemy poszukać naprawdę bogato wyposażonego pojazdu. Aby jednak nie dać się nabić w butelkę giełdowo-komisowym naciągaczom, warto część z posiadanej kwoty zainwestować w działania prewencyjne, takie jak rzeczoznawca, który pomoże nam ocenić znaleziony pojazd lub chociażby popularny miernik grubości lakieru.

 

Takie urządzenie pomoże wykryć wypadkową przeszłość auta. Koszt takiego urządzenia waha się od kilkunastu do kilkuset złotych. Najtańsze są mierniki magnetyczne, które mimo prostej konstrukcji całkiem skutecznie demaskują szpachlę na karoserii. Oczywiście mierniki elektroniczne są znacznie dokładniejsze, ale w przypadku zamiaru wydania ponad 20 tys. zł na zakup auta warto zainwestować nawet 300 – 400 zł w zamian za pewność, że to, co kupujemy, jest tym, na co wygląda.

 

Odliczając jakiś 1000 zł na zakup miernika, koszt dojazdu do miejsca zakupu i ewentualne badanie warsztatowe, zostaje nam w kieszeni 22 990 zł. Co więc w tej kwocie oferuje nam samochodowy „second hand”?

 

W jednym z internetowych serwisów ogłoszeniowych za cenę 21 900 zł kupić można np. BMW 530d (generacja E39). Czarne kombi, wyprodukowane w 2001 roku, napędzane 3-litrowym silnikiem diesla o mocy 184 koni mechanicznych. W jego wyposażeniu znajdziemy m.in. klimatyzację, elektryczne szyby, szyberdach, skórzaną tapicerkę, reflektory ksenonowe, komputer pokładowy czy system kontroli trakcji. Co ważniejsze, wnioskując z opinii użytkowników, których nietrudno znaleźć na internetowych forach, możemy wierzyć, że cały ten sprzęt będzie działał bez zarzutu.

 

Łyżka dziegciu

 

Oczywiście decyzja o kupnie blisko 10 letniego niemieckiego samochodu wiąże się z ryzykiem wysokich kosztów utrzymania. Nie mamy tu bowiem gwarancji, którą oferuje nam opisana wcześniej Panda. A części zamienne do BMW nie należą do najtańszych. Przykładowo: kompletne sprzęgło to wydatek rzędu 700 – 800 zł. Przedni amortyzator renomowanej firmy – 360 zł. Ceny te mogą odstraszyć, ale warto zauważyć, że gwarancja na nowy pojazd obowiązuje tylko wtedy, kiedy wykonujemy terminowo zalecane przez producenta przeglądy. One niestety darmowe nie są. Ceny oscylują w granicach kilkuset złotych za jednorazowy przegląd.

 

Ostatnim ważnym kosztem wynikającym z posiadania samochodu, który warto przeanalizować jest spalanie. Ceny paliw raczej prędko nie spadną, więc każdy litr na sto kilometrów ma dla przeciętnego kierowcy niemałe znaczenie. W przypadku BMW 530d średnie spalanie, które podają użytkownicy, to ok. 9 litrów oleju napędowego na 100 km. W przypadku Pandy wynik jest znacznie łatwiejszy do przełknięcia i wynosi ok 6,1 litra benzyny na setkę.

 

Jak widać, kupować auto można na różne sposoby i pewnie każdy z nich zawsze będzie miał swoich zwolenników. Bez wątpienia wielkim komfortem jest zakup nowego auta w salonie, jednak jeśli gotowi jesteśmy wziąć na siebie pewne ryzyko, w nasze ręce wpaść może naprawdę łakomy kąsek z rynku wtórnego. Takie poszukiwanie może jednak trwać i trwać, gdyż czeka na nim sporo przysłowiowych kotów w workach, które zamiast spełnionego marzenia, mogą stać się dla użytkownika prawdziwą puszką pandory.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Według prognoz KE, polska gospodarka będzie jedną z najszybciej rozwijających się w UE

Komisja Europejska prognozuje, że polska gospodarka będzie jedną z najszybciej rozwijających się w UE - podkreśliło Ministerstwo Finansów w komentarzu do prognoz KE. Bruksela spodziewa się wzrostu PKB Polski w 2026 r. na poziomie 3,5 proc.

Miliardy z ETS w worku bez dna. Jak rząd Morawieckiego przejadł pieniądze na transformację

Temat unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji (EU ETS) od lat budzi w Polsce ogromne emocje. Przez jednych nazywany „unijnym podatkiem od CO2”, przez innych „klimatyczną kroplówką dla budżetu” – system ten stał się centralnym punktem debaty o polskiej energetyce i kosztach życia. Stał się też tematem protestu związkowego (20 maja w Warszawie) wielu branż, dla których jest kamieniem u szyi. Prezydent Karol Nawrocki proponuje m.in. w jego sprawie przeprowadzić ogólnokrajowe referendum. Problem w tym, że udział w proteście brali też politycy prawicy, którzy za przyjęcie tego systemu odpowiadają, ale próbują to wymazać z publicznej świadomości. Ponad 85-90 proc. z ponad 130 mld zł „rozpłynęło się” w ogólnym worku budżetowym, służąc do finansowania bieżących obietnic politycznych i osłon socjalnych. Na energetykę poszło – 1,3 proc. tej kwoty.

Niższy wzrost PKB i wyższa inflacja wpływają na rynek pracy

Niższy wzrost PKB i wyższa inflacja negatywnie wpływają na rynek pracy - napisali ekonomiści Banku Pekao w komentarzu do danych GUS. Ich zdaniem, ten wpływ będzie także widoczny w roku przyszłym.

Osoby między 18 a 20 rokiem życia zadłużone na niemal 100 mln zł

Niemal 100 mln zł to łączna kwota długów ponad 31 tys. osób między 18 a 20 rokiem życia - wynika z danych BIG InfoMonitor. Niemal połowa tej kwoty to zobowiązania pozakredytowe, np. mandaty za jazdę na gapę, czy nieopłacone rachunki za telefon lub internet.