Ministrowie radzą nad rewizją ważnej dyrektywy
Ryszard Pawlik: Istotne jest by w tym swoistym wyścigu z czasem oraz próbach łączenia trochę przysłowiowego ognia z wodą – godzenia odmiennych interesów i punktów widzenia – nie stracić z pola widzenia tego, co jest w reformie ETS kluczowe czyli ograniczenie wpływu tego systemu na ceny energii elektrycznej w UE.
- Kwestia wpływu ETS na ceny energii będzie ważnym elementem prac nad obecną rewizją dyrektywy – podkreśla Ryszard Pawlik.
Ryszard Pawlik: Istotne jest by w tym swoistym wyścigu z czasem oraz próbach łączenia trochę przysłowiowego ognia z wodą – godzenia odmiennych interesów i punktów widzenia – nie stracić z pola widzenia tego, co jest w reformie ETS kluczowe czyli ograniczenie wpływu tego systemu na ceny energii elektrycznej w UE.
Prace nad rewizją dyrektywy o systemie handlu uprawnieniami do emisji (EU ETS) w Unii Europejskiej weszły na kolejny poziom. W trakcie poniedziałkowej Rady ds. Środowiska byliśmy świadkami pierwszej politycznej dyskusji na ten temat – odbywającej się z udziałem ministrów z krajów członkowskich.
ETS to dziś jedna z najbardziej pilnych i ważnych kwestii w Unii
- Zarówno przebieg obrad w Luksemburgu, jak i fakt zgłoszenia kilka dni wcześniej przez europosłów w wiodącej komisji Ochrony Środowiska Naturalnego, Zdrowia Publicznego i Bezpieczeństwa Żywności (ENVI) Parlamentu Europejskiego rekordowej ilości ponad 3 000 poprawek do propozycji legislacyjnej Komisji Europejskiej, pokazują jednoznacznie: reforma systemu ETS to dziś jedna z najbardziej pilnych i ważnych kwestii w Unii, budząca skrajnie inne oczekiwania, pytania czy obawy w różnych jej częściach. W tym kontekście dodatkowym wyzwaniem pozostaje niewątpliwie bardzo ambitny kalendarz prac obydwu instytucji: zarówno Rada, jak i PE planują bowiem przyjąć swoje stanowiska w sprawie rewizji do połowy grudnia – tak, aby na początku przyszłego roku rozpocząć negocjacje (tzw. trialogi) i zakończyć je już w I kwartale 2027 r. – komentuje Ryszard Pawlik, doradca europosła Jerzego Buzka w latach 2009-2024. Od 2024 r. kieruje biurem Polskiego Komitetu Energii Elektrycznej (PKEE) w Brukseli.
Istotne jest – jak dodaje - by w tym swoistym wyścigu z czasem oraz próbach łączenia trochę przysłowiowego ognia z wodą – godzenia odmiennych interesów i punktów widzenia – nie stracić z pola widzenia tego, co jest w reformie ETS kluczowe czyli ograniczenie wpływu tego systemu na ceny energii elektrycznej w UE.
- Mówią o tym wprost m.in. konkluzje z marcowego szczytu Rady Europejskiej. Wydaje się jednak, że to jasno sformułowane oczekiwanie unijnych szefów państw i rządów nie znajduje odzwierciedlenia w przedstawionej przez KE w lipcu propozycji rewizji EU ETS. To niepokoi, bo chociażby w Polsce koszt uprawnień do emisji stanowi obecnie 40-50% całkowitych rachunków za energię elektryczną dla przemysłu. Trudno w takich warunkach mówić o zwiększaniu konkurencyjności gospodarki czy o przyśpieszaniu jej elektryfikacji – a przypomnijmy, że opublikowany także w lipcu Plan Działania na rzecz Elektryfikacji (Electrification Action Plan) zakłada podwojenie udziału elektryczności w zużyciu końcowym energii w UE (z 23% dzisiaj do 46 proc. w 2040 r.). To się nie powiedzie, jeśli energia elektryczna będzie nadal produktem „premium” – drogim i nie dla każdego dostępnym – wskazuje dalej Ryszard Pawlik..
Jak można temu zaradzić w ramach trwającej reformy dyrektywy ETS?
- Po pierwsze – poprawić, przewidziany w art. 29a, mechanizm mający przeciwdziałać nadmiernemu wzrostowi i wahaniom cen uprawnień. Obecnie, ze względu na swoją konstrukcję i sposób aktywowania, kompletnie nie spełnia on bowiem – niestety – swojej roli: nawet w trakcie kryzysu cen energii w Unii w latach 2021-2023 nie został on uruchomiony. Potrzebny jest więc instrument działający efektywnie – „zawór bezpieczeństwa” realnie chroniący przez zmiennością cen uprawnień EU ETS. Po drugie – wyraźnie zwiększyć budżet Funduszu Modernizacyjnego, do co najmniej 4,5 proc. całkowitego pułapu EU ETS. Jego wielkość musi być proporcjonalna do rzeczywistych potrzeb inwestycyjnych krajów takich, jak Polska.
Pozwoli to ograniczyć przenoszenie kosztów koniecznej transformacji energetycznej na rachunki odbiorców końcowych – zarówno przemysłowych, jak i gospodarstw domowych. I po trzecie w końcu – dla dyspozycyjnych jednostek szczytowych, pracujących do 1 500 godzin w roku, należy wprowadzić dedykowany mechanizm zwalniający ich z obowiązku zakupu i umarzania uprawnień do emisji. To rozwiązanie bazujące na istniejących już zapisach dyrektywy ETS czy IED. Fakt, że postulaty te znajdują pewne odzwierciedlenie w niektórych poprawkach zgłaszanych w Parlamencie Europejskim czy wybrzmiewały w wystąpieniach wybranych ministrów na poniedziałkowym posiedzeniu Rady, niczego jeszcze nie przesądza. Daje jednak nadzieję, że kwestia wpływu ETS na ceny energii będzie ważnym elementem prac nad obecną rewizją dyrektywy – podsumowuje Ryszard Pawlik.