fot: ARC
We wrześniu rozpoczną się prace przy budowie MOP-ów
fot: ARC
Rozstrzygnięcie tego konkursu to niewątpliwy sukces resortu. Gdy kryzys finansowy zaostrzył w bankach kryteria przyznawania kredytów, niewielu wierzyło, że uda się prywatnym firmom wynegocjować satysfakcjonujące dla nich warunki. – W umowie koncesyjnej mogliśmy zapisać wszystko – mówi Mieczysław Skołożyński, wiceprezes Stalexportu Autostrady. – Sęk w tym, żeby potem to, co zapiszemy, zaakceptowały banki i udzieliły na inwestycję kredytu. A projekt nie jest mały, bo w grę wchodzi grubo ponad miliard euro – dodaje przedstawiciel Stalexportu Autostrady - poinformował \"Dziennik Polska\".
On też jednak nie potwierdza, żeby przetarg był już rozstrzygnięty. – Wiem jedynie, że w negocjacjach z ministerstwem już wszystko zostało powiedziane i teraz oczekujemy jedynie decyzji. Oczywiście na tak albo na nie – mówi Skołożyński.
Nie zdradza szczegółów negocjacji. Jednak jak ustaliliśmy – mimo że brzmi to niewiarygodnie – najważniejsze w targu z ministerstwem nie były ani cena budowy jednego kilometra, ani stawki opłat za późniejszą eksploatację drogi.
To ustalono już znacznie wcześniej. Gra negocjacyjna – co przyznaje Skołożyński – toczyła się przede wszystkim o pozyskanie finansowania na inwestycję.
Jak ważne jest skonstruowanie umowy koncesyjnej satysfakcjonującej banki, przekonała się niedawno Autostrada Wielkopolska. Ta firma, mimo że od prawie dwóch miesięcy ma w ręku umowę koncesyjną na inny odcinek A2 z Nowego Tomyśla do Świecka, to do tej pory nie rozpoczęła nawet negocjacji z bankami o finansowaniu projektu. – Inwestycje autostradowe zawsze były trudne w finansowaniu, ale teraz stają się niemal nie do przyjęcia przez banki – mówi Tadeusz Syryjczyk, były minister transportu.
Nasuwa się pytanie, w jakie argumenty przed rozmowami z bankami uzbroiło teraz Autostradę Mazowsze Ministerstwo Infrastruktury? Obydwie strony milczą jak grób. – Chodziło o zdjęcie z inwestycji wszystkich możliwych ryzyk, w tym przede wszystkim tzw. ryzyka od siły wyższej – mówi nasz informator. Resort infrastruktury zagwarantował więc m.in. skuteczność i sprawność wszystkich organów administracji rządowej i samorządowej. Szybka decyzyjność organów administracji to szybsze oddanie drogi do użytku, a co za tym idzie uruchomienie strumienia gotówki z eksploatacji trasy. To jest dla banków najlepsza gwarancja.
Adrian Furgalski, dyrektor Zespołu Doradców Gospodarczych TOR, przestrzega jednak przed huraoptymizmem. – Skutki kryzysu finansowego odbiją się jeszcze na pewno na programie budowy dróg nie raz. W sytuacjach nadzwyczajnych dopuszcza on nawet możliwość przejmowania przez rząd części finansowania inwestycji w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego. – Po zweryfikowaniu programu budowy dróg na Euro 2012 pieniędzy na pewno wystarczy – mówi Furgalski.
Niedawno Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad, drogowe ramię Ministerstwa Infrastruktury, przyznała, że nie zdąży z budową wszystkich zaplanowanych nowoczesnych dróg przed pierwszym gwizdkiem Euro 2012. Nie powstanie na czas tysiąc z zaplanowanych ponad dwóch tysięcy dróg ekspresowych.