Męska muzyka zatrzęsła szybem Wilson

Meskie granie koncert MD

fot: Maciej Dorosiński

Czołowi polscy muzycy, ciekawe miejsca i fani dobrej muzyki tak prezentuje się trasa "Męskie Granie"

fot: Maciej Dorosiński

+10 Zobacz galerię

Galeria
(13 zdjęć)

Katowice, a konkretnie Galeria Szyb Wilson znajdująca się na Nikiszowcu, była drugim przystankiem na trasie „Męskie Granie” organizowanej przez znany browar, w którego przypadku „prawie robi różnice”. Śląscy fani dobrej muzyki w sobotę (24 lipca) mieli okazje posłuchać koncertów artystów, którzy zaliczają się muzycznej czołówki w naszym kraju. Muzycy nie oszczędzali się na scenie oraz nie oszczędzali budynków po byłej kopalni „Wieczorek”, które raz po raz trzęsły się gdy uderzała w nie mocna linia basu.

 

Początek imprezy zaplanowano na godzinę 17.30. Jednak Pierwsi fani męskiego grania zaczęli się pojawiać już dużo wcześniej bo około godziny 16.00. Z minuty na minutę gęstniał tłum na obiektach katowickiej galerii. Wszyscy byli roześmiani i rozradowani i taka pozytywna atmosfera trwała przez całą imprezę czyli przez ponad sześć godzin wypełnionych męską muzyką.

 

Już od momentu wejścia na teren galerii było widać, że sponsorem imprezy jest znany browar. Większość gości poruszała się z plastikowym kubkiem w dłoni wypełnionym złotym napojem. Co niektórzy mieli szczęście zająć miejsce na ławkach rozstawionych przed budynkiem lub na poduchach i sofach, które znajdowały się w jednej z sal galerii.


Jako pierwszy na scenie pojawił się DJ Eprom, który ma na swoim koncie tytuł Mistrza Świata DJ-ów. Były pracownik jastrzębskiej kopalni „Borynia” wykazał się niezwykłym kunsztem w operowaniu gramofonami. Do połamanych, mocno nasyconych basem, dźwięków, co chwile wplatał popularne motywy czym wzbudzał aplauz zgromadzonej pod sceną publiczności. Tak było w przypadku gdy pojawiły się fragment hiphopowego klasyka „Rapper’s Delight”. Eprom zakończył swój występ fragmentem utworu „Intergalactic” nowojorskiego zespołu Beastie Boys. DJ z Jastrzębia doskonale rozgrzał śląską publiczność, na którą czekało tego wieczoru jeszcze wiele atrakcji i niespodzianek.

 

Po Epromie na scenie pojawił się artysta o pseudonimie Bajzel, którego można nazwać człowiekiem - orkiestrą bowiem w czasie swoich występów robi wszystko sam. Jest to możliwe dzięki zapętleniu sampli. W ten sposób artysta, którego charyzmatyczne występy są znane w całej Polsce, brzmi jak wieloosobowa formacja. Bajzel można powiedzieć, że dosłownie zrobił „bajzel” na scenie w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Jego występ był dynamiczny i okraszony sporą ilością mocnego gitarowego grania. Pojawiły się nim także akcenty humorystyczne, które przypadły do gustu śląskiej publiczności. Jako następni na scenie pojawili się muzycy z zespołu Oxy.Gen. Kapela pochodząca z Trójmiasta utrzymała rockowy klimat.

 

Głośno było jednak nie tylko pod sceną. Na wspomnianych ławkach i poduchach toczyły się wesołe dyskusje. Jednym z tematów były niedociągnięcia organizatorów w kwestiach sanitarnych. Kolejki do popularnych Toi Toi oraz brak możliwości skorzystania z wody były częstym tematem dowcipów. - Rozumiem, że swoje trzeba wystać ale czasami nie da się wygrać z naturą. Ale dam rade cóż innego mi pozostało – skwitował toaletowe zamieszanie 23-letni Kamil z Chorzowa, który na koncert przyjechał ze swoją dziewczyną.

 

Po gitarowym graniu, które zaprezentował Oxy.Gen, nastał czas na łagodniejsze dźwięki. Na scenie pojawił się Andrzej Smolik, który oczarował publiczność muzyką elektroniczną. W momencie gdy muzyk pojawił się na scenie zaczął gęstnieć tłum. W czasie koncertu Smolika gościnnie wystąpił Artur Rojek. Obaj muzycy znają się bardzo dobrze ponieważ często ze sobą współpracują. Razem skomponowali między innymi muzykę do dramatu pt. „Dowód” wystawianego w warszawskim teatrze Ateneum. Pojawienie się wokalisty zespołu Myslovitz wywołało burzę oklasków. – Zawsze gdy gdzieś na Śląsku pojawia się Artur Rojek spodziewam się właśnie takiej reakcji – powiedział ze sceny Piotr Stelmach z radiowej ”Trójki”, który pełnił rolę konferansjera.

 

Około godziny 20.00 rozpoczął się jeden z najbardziej wyczekiwanych koncertów tego wieczoru. Na scenie pojawił się bowiem reprezentant katowickich Bogucic czyli Abradab. Raper związany z legendarna już formacją Kaliber 44 został entuzjastycznie przywitany przez swoją, śląską, publiczność. Utwory takie jak „Rapowe ziarno” czy „Baku-Baku to jest skład” rozbujały tłum zebrany pod sceną. Dla fanów rodzimego rapu z pewnością zaskoczeniem był fakt, że Abradab zagrał z "żywymi instrumentami", co jest rzadkością w czasie hiphopowych koncertów. Szczególnie wyróżniał się tutaj saksofonista Mateusz Pospieszalski związany z formacją Voo Voo, której występ był zaplanowany na godzinę 22.20. Katowicki raper swój koncert zakończył utworem „Miasto jest nasze”. – Ten kawałek jest od nas dla was – nawoływał do rozbujanej publiczności Abradab. Występ reprezentanta Bogucic został nagrodzony głośnymi oklaskami i okrzykami, co w konsekwencji zaowocowało występem bisowym.

 

Po kilkudziesięciu minutach hiphopowych brzmień na scenie pojawił się zespół Kim Nowak, w skład którego wchodzą m.in. synowie, znanego z Voo Voo, Wojciecha Waglewskiego – Piotr i Bartek czyli Emade i Fisz. Ich występ był nietypowy bowiem odbył się w konwencji performance. Muzykom towarzyszył Mariusz Wilczyński wybitny artysta – plastyk, który specjalizuje się w animacji. W czasie gdy zespół grał, tworzył on na sztaludze swego rodzaju komiks. Proces twórczy publiczność mogła oglądać na ekranie znajdującym się na scenie. To połączenie było dużym zaskoczeniem dla widzów, którzy w skupieniu obserwowali to sceniczne misterium obfitujące w sporo psychodelicznych dźwięków.

 

Po pokazie zespół Kim Nowak zaprezentował materiał ze swojej debiutanckiej płyty, który nieco odbiegał od twórczości, do której przyzwyczaili fanów bracia Waglewscy.- Nie znałem Fisza od tej strony. Jego poprzednie płyty były w robione w innej stylistyce. Jest on jednak przykładem artysty, który ciągle się rozwija i szuka nowych inspiracji i za to bardzo go doceniam. Duże wrażenie wywarł na mnie performance. Było to niezwykłe połączenie i bardzo spodobała mi się twórczość Mariusza Wilczyńskiego – powiedział w rozmowie z portalem nettg.pl Piotr Kowalski, który na koncert przyszedł ze swoją żoną Moniką.

 

Po kolejne porcji ciężkiego grania, którą zafundował publiczności zespół Kim Nowak, nadszedł czas na chwilę wyciszenia przy jazzowych dźwiękach. Na scenie pojawił się fortepian i wszyscy już wiedzieli kto za chwile wystąpi.- Z wielką przyjemnością zapowiadam koncert reprezentanta polskiej kultury na świecie. Panie i panowie przed Wami Leszek Możdżer – zapowiedział Piotr Stelmach występ słynnego na całym świecie pianisty.Występ Możdżera przykuł wielką uwagę publiczności. Artysta wykreował swoją grą pewnego rodzaju magiczną atmosferę. Wszyscy w skupieniu chłonęli każdy dźwięk jaki wydobywał się z czarnego fortepianu. W swoim występie Możdżer eksperymentował zmieniając brzmienie instrumentu, co spotykało się z aplauzem ze strony widowni. Gościnnie z jazzmanem zagrał Wojciech Waglewski, którego formacja miała za chwile występować.Ich wspólna gra podobała się śląskiej publiczności, która pokazała, że potrafi docenić muzyczny kunszt obu gentelmanów.

 

Zgodnie z planem, po występie Leszka Możdżera, na scenie zameldowali sie muzycy Voo Voo. W czasie ich koncertu pojawiły się między innymi utwory z płyty „Męska muzyka”, którą senior Waglewski nagrał z synami. Stąd na scenie ponowna obecność Fisza, który na początek zaśpiewał utwór „Władca kół”. Po Voo Voo swoje talenty zaprezentował Jacaszek , który swoją twórczość określa mianem muzykotroniki. Jego utwory w niezwykły sposób łączą muzykę elektroniczną z dźwiękami najróżniejszych, żywych instrumentów. Był to już ostatni artysta w rozkładzie jazdy katowickiego koncertu „Męskie Granie”, który łagodnym brzmieniem zakończył ponad sześciogodzinną muzyczną ucztę, która z pewnością zadowoliła nawet najbardziej wybrednych fanów.

 

W galerii: Koncert "Męskie Granie", Katowice, 24 lipca 2010 r. (zdjęcia: Maciej Dorosiński - nettg.pl)

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Według prognoz KE, polska gospodarka będzie jedną z najszybciej rozwijających się w UE

Komisja Europejska prognozuje, że polska gospodarka będzie jedną z najszybciej rozwijających się w UE - podkreśliło Ministerstwo Finansów w komentarzu do prognoz KE. Bruksela spodziewa się wzrostu PKB Polski w 2026 r. na poziomie 3,5 proc.

Miliardy z ETS w worku bez dna. Jak rząd Morawieckiego przejadł pieniądze na transformację

Temat unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji (EU ETS) od lat budzi w Polsce ogromne emocje. Przez jednych nazywany „unijnym podatkiem od CO2”, przez innych „klimatyczną kroplówką dla budżetu” – system ten stał się centralnym punktem debaty o polskiej energetyce i kosztach życia. Stał się też tematem protestu związkowego (20 maja w Warszawie) wielu branż, dla których jest kamieniem u szyi. Prezydent Karol Nawrocki proponuje m.in. w jego sprawie przeprowadzić ogólnokrajowe referendum. Problem w tym, że udział w proteście brali też politycy prawicy, którzy za przyjęcie tego systemu odpowiadają, ale próbują to wymazać z publicznej świadomości. Ponad 85-90 proc. z ponad 130 mld zł „rozpłynęło się” w ogólnym worku budżetowym, służąc do finansowania bieżących obietnic politycznych i osłon socjalnych. Na energetykę poszło – 1,3 proc. tej kwoty.

Niższy wzrost PKB i wyższa inflacja wpływają na rynek pracy

Niższy wzrost PKB i wyższa inflacja negatywnie wpływają na rynek pracy - napisali ekonomiści Banku Pekao w komentarzu do danych GUS. Ich zdaniem, ten wpływ będzie także widoczny w roku przyszłym.

Osoby między 18 a 20 rokiem życia zadłużone na niemal 100 mln zł

Niemal 100 mln zł to łączna kwota długów ponad 31 tys. osób między 18 a 20 rokiem życia - wynika z danych BIG InfoMonitor. Niemal połowa tej kwoty to zobowiązania pozakredytowe, np. mandaty za jazdę na gapę, czy nieopłacone rachunki za telefon lub internet.