Medycyna: dobry górnik to zdrowy górnik

Grzesik AB

fot: Andrzej Bęben

Prof. Grzesik uważa, że każdy przypadek choroby zawodowej powinien być badany jak wypadek

fot: Andrzej Bęben

Wincenty Pstrowski, legendarny przodownik pracy socjalistycznej (dziś powiedziałoby się: lider produkcji), odszedł w zaświaty wskutek zakażenia krwi, do jakiego doszło po usunięciu stachanowcowi trzech zębów. Można założyć z dużą dozą prawdopodobieństwa, że gdyby pobijał rekordy np. w budownictwie, to przeżyłby. Po prostu: praca, którą wykonywał, bardziej eksploatowała organizm od każdej innej. Nie wiadomo, jaki w 1948 r. był w górnictwie węgla kamiennego prawdziwy wskaźnik zapadalności na choroby zawodowe. Dziś wynosi on ok. 6 na 100 tys. zatrudnionych.

Medycyna pracy

W Polsce mamy dwa instytuty z frazą "medycyna pracy" w nazwie i dwa, które w rodowodzie mają tę gałąź medycyny, acz nie mają jej w szyldzie. Dwa pierwsze to łódzki Instytut Medycyny Pracy oraz Instytut Medycyny Pracy i Zdrowia Środowiskowego w Sosnowcu. Owe instytucje założono w pierwszych latach istnienia PRL. Ich zadaniem było dbać (naukowo) o zdrowie mas pracujących.
Ośrodek, który dziś ma siedzibę w Sosnowcu, powstał w 1950 r. jako Centralny Śląski Ośrodek Medycyny Pracy Śląskiej Akademii Medycznej w Zabrzu. W 1954 r. wyodrębniono go z uczelnianej struktury i przemianowano na Instytut Medycyny Pracy w Przemyśle Węglowym i Hutniczym. Do jego statutowych zadań - przypomina dyrektor współczesnego IMPiZŚ dr n. med. Piotr Z. Brewczyński - należało planowanie i prowadzenie prac naukowo-badawczych z zakresu higieny pracy, profilaktyki i leczenia chorób zawodowych, występujących w związku z pracą w górnictwie, hutnictwie i przemysłach im pokrewnych. Pod tym szyldem Instytut występował do 1992 r., kiedy to minister zdrowia i opieki społecznej zmienił mu nazwę na tę używaną do dziś.

Płacisz, masz

Prof. Jan Grzesik z Instytutem związany jest od 1955 r. Choć ma 81 lat, nadal pracuje w IMPiZŚ. Jest jednym z najlepszych specjalistów w Polsce od profilaktyki chorób zawodowych, ze szczególnym uwzględnieniem zawodowego uszkodzenia słuchu. Przez pół wieku jako lekarz medycyny pracy i naukowiec związany jest - a jakżeby inaczej - z górnictwem węgla kamiennego.

- Przed pięciu laty nowa dyrekcja Instytutu postanowiła zakończyć współpracę z Jastrzębską Spółką Węglową. Zdaniem dyrekcji kontrakt był nieopłacalny dla Instytutu. Ani JSW, ani żadna inna spółka węglowa nie była już zainteresowana zleceniami dla Instytutu.

- Dziś budżet Instytutu to około 18 milionów złotych rocznie. Większość pochodzi z kontraktu z NFZ, prowadzimy między innymi oddział ostrych zatruć. Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, któremu podlegamy, daje tylko 1,8 miliona złotych. Inaczej mówiąc: 80 procent budżetu Instytut musi sam wypracować. Dostajemy zlecenia z różnych branż, ale z górnictwa już niewiele - pokazuje Krzysztof Kuźniewski, pełnomocnik dyrektora ds. ekonomiczno-finansowych IMPiZŚ. - Dziś kto płaci, ten ma. To nie te czasy, gdy naszym głównym klientem był przemysł ciężki i wydobywczy.

Szkoda

Nie tylko dlatego, że do kasy Instytutu od górnictwa wpływa dziś niewiele. Prof. Grzesik wciąż nie może pojąć, jak można mówić o rozwoju górnictwa, o przekształceniach, o wzroście efektywności pracy, zysku, nie mówiąc jednocześnie o górniku, jego zdrowiu, które - siłą rzeczy - w mniejszym lub większym stopniu uzależnione jest od profilaktyki.

- Teraz jest głośno o prywatyzacji JSW. I jakoś nie słyszałem, by związkowcy domagali się nie tylko akcji i podwyżek, ale i profilaktyki zdrowotnej - rzecze profesor. - Nie zapominajmy, że praca nie tylko uszlachetnia, ale może szkodzić zdrowiu. I naukowcy tacy jak ja, i pracujący w placówkach w rodzaju IMPiZŚ, są po to, by odpowiedzieć na pytania: jaka praca szkodzi zdrowiu, kiedy mu szkodzi i w jakim stopniu? Normy, które w tym zakresie podaje minister pracy, to efekt ciężkiej i żmudnej pracy wielu specjalistów. To kompromis między tym, czego chce medycyna i tym, czego oczekuje ekonomia. Bo każda norma ingeruje w koszty działalności danego przedsiębiorstwa. Z drugiej strony norma, której nie można kontrolować, traci sens. Zostaje tylko norma na papierze, która jest fikcją.


Zło konieczne?

Prof. Grzesik mówi, że w swoich badaniach dochodził czasem do niemedycznych, rzec można, wniosków. W jednym z programów okazało się, że statystykę zawodowego uszkodzenia słuchu podbijali... emeryci starający się, już po odejściu z kopalni, o rentę inwalidzką. 400 przypadków rocznie. Wystarczyło, że Instytut przeszkolił kierownictwo kopalni, by statystyki spadły o 90 proc. Cud? Nie. Po prostu dyrekcja żądała każdego wniosku o tzw. wywiad środowiskowy, składanego do behapowca przez ubiegającego się o rentę inwalidzką. Takich "kwiatków" na tej łące nie brakuje, choć trzeba przyznać, że jest ich znacznie mniej niż w PRL.

- Należałoby zapytać: czy choroby zawodowe górników są złem koniecznym? Każdy przypadek takiej choroby powinien być badany jak wypadek. Jeśli zagrożenie chorobami jest stałym elementem pracy górniczej, to wiedza o tych zagrożeniach i sposobach przeciwdziałania powinna znaleźć się na każdym etapie nauczania zawodu - postuluje nie od dziś prof. Grzesik, dodając, że dobry górnik to zdrowy górnik.

Statystyki, zresztą autorstwa IMPiZŚ, pokazują, że w górnictwie chorobą zawodową numer jeden są nadal pylice płuc (w 2010 r. - 548 stwierdzonych przypadków). Czy to dużo? A może mogłoby być mniej? Profesor chciałby dowiedzieć się, jak na zdrowie górników wpłynęło (jeśli tak było) zlikwidowanie resortowej służby zdrowia. Na razie tylko on i jego zespół zainteresowani są takimi badaniami...

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Kopalnia i pomoc czworonogom? W Wieliczce to możliwe

Przy szybie Daniłowicza kopalni Wieliczka 10 października spotkali się ludzie o wielkich sercach dla zwierząt: wolontariusze Fundacja Skrzydlaty Pies z Bukowna, pracownicy kopalni, wieliczanie, turyści oraz niezawodni harcerze wielickiego hufca ZHP. W ramach akcji „Kopalnia dobrych serc” udało się m.in. zebrać ponad 240 kg karmy dla psów oraz przeszło 30 kg karmy dla kotów. 

El patnow PAK estakada naweglania poltegor pl

Atom zastąpi tam węgiel. Podpisano umowę na budowę małych reaktorów modułowych

ZE PAK poinformował we wtorek o podpisaniu z SGE umowy dot. budowy w Pątnowie małych reaktorów modułowych. To drugie podejście energetycznego koncernu i firmy Michała Sołowowa do takiego przedsięwzięcia w Koninie (woj. wielkopolskie).

Kabel pod ziemią - co naprawdę chroni dostawy prądu w wykopie?

Kabel energetyczny leży pod ziemią niewidoczny dla przechodniów, a jego uszkodzenie wyłącza prąd całym osiedlom. Sposób ułożenia, rodzaj zasypki i oznakowanie trasy decydują o tym, czy przewód przetrwa kolejne prace ziemne. Poniżej opisujemy, co chroni kabel w wykopie i dlaczego piasek do zasypki kabli ma znaczenie większe, niż się zwykle zakłada.

Westinghouse złożył wstępne zlecenia na moduły do pierwszego reaktora elektrowni jądrowej

Westinghouse złożył polskim dostawcom wstępne zlecenia wykonania modułów do pierwszego reaktora elektrowni jądrowej Lubiatowo-Kopalino - podała we wtorek firma. Zlecenia zostały skierowane do przedsiębiorstw: Energomontaż-Północ Gdynia, Famak, Mostostal Kielce i Mostostal Kraków.