Mamy świadomość konsekwencji
fot: Maciej Dorosiński
- Trudna sytuacja firmy budzi nasze zastanowienie. Natomiast to, że jesteśmy statutowo powołani do obrony praw i przywilejów pracowniczych nie podlega dyskusji i będziemy rozmawiali z naszym pracodawcą tak długo jak będzie trzeba - stwierdza Mariusz Wakuła, przewodniczący ZZ Kadra w Kompanii Węglowej
fot: Maciej Dorosiński
- Nasza propozycja, przedstawiona w czasie negocjacji, była bardzo prosta i sprawiedliwa. Jeżeli w dowolnej firmie mamy sytuację kryzysową i dalsze funkcjonowanie przedsiębiorstwa stoi pod znakiem zapytania, to czy powinniśmy wskazywać ludzi, którzy jako jedyni mają ponieść konsekwencję tego stanu rzeczy? - mówi w rozmowie z portalem górniczym nettg.pl Mariusz Wakuła, przewodniczący ZZ Kadra w Kompanii Węglowej.
Nie szkoda Wam całej tej pracy, która została włożona w proces konsultacji? Było to kilkanaście spotkań i w momencie, gdy miał nastąpić finał, stwierdziliście, że nie podpiszecie porozumienia.
29 listopada związki zawodowe oraz rada pracowników otrzymały dokument, który nosi nazwę Projekt Programu Restrukturyzacji Kompanii Węglowej na lata 2014-2020. Jako że jest on objęty tajemnicą przedsiębiorstwa, nie jestem upoważniony, aby przedstawić jakikolwiek element tego dokumentu. Czas konsultacji, który jest przewidziany, wynosi 30 dni. Podczas tych 30 dni spotykaliśmy się kilkunastokrotnie, po kilkanaście godzin dziennie, i rozmawialiśmy na temat zapisów tego programu. Proces konsultacji nie zakończył się zbliżeniem stanowisk, ponieważ propozycje alternatywne, ujęte w treści porozumienia zaproponowanego przez zarząd Kompanii Węglowej, były tylko i wyłącznie propozycjami, tak jak ten program. To, że 16 stycznia oświadczyłem, że zarząd mojej organizacji podjął uchwałę, która nie upoważnia mnie do podpisania dokumentu w tej treści, jest faktem i na tym fakcie powinniśmy się skupić.
Pytanie zatem, dlaczego nie podpisaliście tego dokumentu?
Wszystko to przedstawiliśmy w oświadczeniu.
W tym oświadczeniu znalazł się zapis, że zrobiliście to w obronie praw pracowniczych. Jak zatem chcecie bronić praw pracowniczych, skoro blisko 900 osób ma zostać zwolnionych? W proponowanym porozumieniu, które odrzuciliście, był zapis odejścia od zwolnień w grupie pracowników zatrudnionych w administracji.
Porozumienie to prawo stanowione wynikające z uzgodnień dwóch stron. Jeżeli strona, która konsultuje jakiś program, daje opinię pozytywną lub negatywną, to nie ma to wpływu na to, czy strona proponująca dany program, będzie to realizować lub nie. W tym programie są sprawy wrażliwe, jak choćby zapis o odebraniu 160 tys. emerytów węgla. Moja wątpliwość w tym momencie jest znacząca, bo nie ja byłem stroną porozumienia, które upoważniało te 160 tys. osób do tego, że ten węgiel po przejściu na emeryturę otrzymują. Dlatego nie czuję się właściwą instancją, bym swoją decyzją ten węgiel im odebrał. Kolejna propozycja zarządu dotyczy sprzedaży kopalni Knurów-Szczygłowice. Wszystkie związki zawodowe odniosły się do tego negatywnie. Zarząd natomiast zaproponował, aby w wyniku porozumienia, a więc zgody związków zawodowych, transakcja ta doszła do skutku. Kolejny temat to wstrzymanie wypłat czternastki wszystkim pracownikom Kompanii Węglowej na okres trzech lat. Przyznam, że nie mam upoważnienia od 7 tys. członków Kadry, których reprezentuję, do tego, żebym im cokolwiek odebrał, wstrzymał lub przesunął.
Użył Pan słowa "reprezentuję", czyli członkowie Kadry dali Wam mandat do podejmowania decyzji. A te w obecnej sytuacji trzeba podejmować sprawnie, aby działania mające wyprowadzić Kompanię na prostą przyniosły skutek.
Firma o nazwie Kompania Węglowa ma ciało o nazwie zarząd, które jest powołane do zarządzania. Nad nim jest rada nadzorcza, a jeszcze wyżej jest właściciel. Firma, o czym wiem z mediów, ma problemy wynikające z kryzysu, spowolnienia gospodarczego i jeszcze innych czynników niezależnych od zarządu. Firma ta składa się z 15 kopalń, pracujących zgodnie z planami techniczno-ekonomicznymi wyznaczonymi przez zarząd Kompanii. Za realizację tych planów odpowiedzialni są dyrektorzy kopalń. W większości znanych mi przypadków załogi tych zakładów wykonały plany. Z nieznanych mi powodów nie udało się jednak sprzedać 5 mln t węgla. Jeżeli za to odpowiada załoga, administracja czy związki zawodowe, to mogę rozmawiać na ten temat w nieskończoność. Natomiast ustawowo powołany do zarządzania firmą jest zarząd. Być może na tę sytuację znaczący wpływ ma wspomniany już kryzys czy spowolnienie gospodarcze. Nie jesteśmy jedyną spółką węglową w Polsce. Na komisji specjalnej w Warszawie byli wszyscy prezesi spółek węglowych. Parlamentarzyści skierowali pytanie do prezesa Marka Uszko: "Czego Pan potrzebuje w tej trudnej sytuacji?" Prezes odpowiedział, że potrzebuje jedynie zgody właściciela na sprzedaż pewnej części przedsiębiorstwa. Bo z pozostałymi problemami poradzi sobie sam. Widzimy zatem, jak zarząd sobie radzi, skoro na zwałach naszej firmy zalega 5 mln t węgla, pomimo tego, że zadania poszczególnych kopalń są znacząco zmniejszane. Proszę wskazać mi logikę takiego działania.
Skoro mowa o logice, to chcę wrócić do tematu porozumienia. W negocjacjach uczestniczyło 13 organizacji związkowych. Z tego, co wiem, 12 z nich chciało podpisać dokument, jedynie Kadra była na nie. Oznacza to, że Pana koledzy z innych związków mylili się.
Proszę zadać to pytanie wszystkim organizacjom związkowym. Pan zna ich stanowisko, ja nie.
Inne organizacje deklarowały, że chciały podpisać porozumienie.
Stanowisko Kadry Pan zna. Jest tylko mała różnica pomiędzy tym, że się chce, a tym, że się robi. Dowodem na to niech będzie stanowisko rady pracowników, która negatywnie zaopiniowała projekt programu restrukturyzacji. Muszę zaznaczyć, że stanowiska rady i Kadry są tożsame.
Opinia ta dotyczy programu pierwotnego. Porozumienie natomiast miało dotyczyć projektu programu już po konsultacjach, a więc z uwzględnieniem nowych rozwiązań.
Alternatywne propozycje tego programu były równie nieakceptowalne jak to pierwotne, bo jeżeli alternatywą dla sprzedaży zorganizowanej części przedsiębiorstwa jest wstrzymanie wypłaty 14. pensji dla całej załogi nie w drodze zarządzenia, bo w ten sposób tego zrobić nie można, tylko w drodze porozumienia ze związkami zawodowymi, no to proszę mi wybaczyć. W pierwszym zdaniu statutu mojego związku mam zapisane - obrona praw i przywilejów pracowniczych. Najczęściej interes pracodawcy jest rozbieżny z interesami pracowników. Pracodawca występuje w imieniu właściciela, a związek, i to jest jego największa wada, w imieniu pracownika. Jeżeli ich stanowiska są rozbieżne, to zadaniem związku zawodowego jest próbować te stanowiska zbliżyć, ale też w każdym momencie stać murem za pracownikiem. My w Kadrze podejmujemy decyzje kolektywnie i tak też było w tym przypadku. Moim obowiązkiem było tę decyzję przekazać.
Porozumienie miało zagwarantować ochronę 1000 miejsc pracy. Na konferencji zarząd Kompanii zapowiedział, że w grupie administracji konieczne będzie zwolnienie 884 osób.
Niczego nie miało zagwarantować. Dodam, że sztab protestacyjno-strajkowy nie zawiesił swojej działalności i wczoraj (23 stycznia) obradowaliśmy w jego ramach.
Przeciwko komu i czemu chcecie protestować w tej sytuacji?
Trudna sytuacja firmy budzi nasze zastanowienie. Natomiast to, że jesteśmy statutowo powołani do obrony praw i przywilejów pracowniczych, nie podlega dyskusji i będziemy rozmawiali z naszym pracodawcą tak długo, jak będzie trzeba. Podkreślam, że konsultowaliśmy projekt programu restrukturyzacji, tymczasem zarząd wczoraj (23 stycznia) na konferencji prezentował niektóre założenia tego projektu. Natomiast ostateczny dokument będzie przedstawiony radzie nadzorczej. Jesteśmy już zaproszeni na spotkanie z radą na 31 stycznia. Już raz spotykaliśmy się z radą i wówczas zadeklarowała ona chęć poznania naszej opinii na temat tego programu, zanim podejmie ostateczną decyzję. Nasze stanowisko także zaprezentujemy na nadchodzącym spotkaniu. Rada może je wziąć pod uwagę, ale nie musi. Na obradach sztabu protestacyjno-strajkowego zaproponowano, by związki zawodowe przedstawiły wspólne stanowisko. Jest to novum, bo dotychczas tylko jeden związek zawodowy jasno określił swój pogląd i jest nim właśnie Kadra.
Czy gwarancje zatrudnienia to cenna rzecz dla związków zawodowych?
Bezcenna.
Porozumienie miało zawierać taką gwarancję.
Pan zna treść tego porozumienia?
Opieram się na informacjach, które wychodziły od zarządu Kompanii i przedstawicieli strony społecznej. O takim zapisie informowano szeroko. Miały być gwarancje zatrudnienia dla pracowników dołowych do 2020 r. i dla pracowników administracji na trzy lata.
Pracownicy dołowi mają gwarancję zatrudnienia do roku 2015. Wynika to z porozumienia z roku 2010. Zapisy, o których Pan mówi, nie budzą naszych wątpliwości. Są bardzo dobre. Nasze wątpliwości budzi natomiast fakt, że w drodze porozumienia ze związkami zawodowymi mają być odbierane, likwidowane czy zawieszane elementy płacy pracownika. Propozycja wygląda tak, że zarząd proponuje obcięcie jednej z "nóg", a my jako związki możemy sobie wybrać której. Proszę wybaczyć ale nie jest to propozycja, nad którą warto się pochylić.
Spytam zatem inaczej. Lepsza jest okrojona płaca czy zasiłek dla bezrobotnych?
Jeszcze raz powtórzę, że w ramach sztabu protestacyjno-strajkowego dyskutujemy na ten temat. Jeżeli analiza zatrudnienia w naszej firmie była przeprowadzona z dnia na dzień, to pytam: czy dzień wcześniej ten tysiąc osób był niepotrzebny, skoro pewnego dnia stał się potrzebny? Bo jeśli tak, to dlaczego takie analizy nie były prowadzone wcześniej? Pytam też, dlaczego pół roku wcześniej zarząd przyjął uchwałę, na mocy której wprowadził w grupę pracowników administracji wszystkich zatrudnionych na powierzchni i w innych komórkach organizacyjnych poza przeróbką mechaniczną węgla i jedną decyzją zwiększył grupę pracowników administracyjnych o 3,5 tys. W świetle tego pracownikiem administracji jest np. próbobiorca, który chodzi w ubraniach roboczych po zwałach węgla. Co dziwne pracownik administracji ma nawet Kartę Górnika, co dla mnie jest co najmniej dziwne. Taka sytuacja budzi nasz sprzeciw.
Czy Kadra ma jakieś alternatywne rozwiązania, które mogłyby wyprowadzić Kompanię na prostą?
Nasza propozycja, przedstawiona w czasie negocjacji, była bardzo prosta i sprawiedliwa. Jeżeli w dowolnej firmie mamy sytuację kryzysową i dalsze funkcjonowanie przedsiębiorstwa stoi pod znakiem zapytania, to czy powinniśmy wskazywać ludzi, którzy jako jedyni mają ponieść konsekwencję tego stanu rzeczy? Moja propozycja była inna. Jeżeli 1000 osób z administracji jest dla firmy kosztem ok. 70 mln zł. I ci ludzie muszą być zwolnieni, bo istotne jest ograniczanie wydatków. Organizacja pracy firmy po tych zwolnieniach ma się nie zmienić. Oznacza to, że te 1000 osób było zatrudnionych niepotrzebnie, a pracowało biorąc pieniądze za nic. Tak można to zrozumieć, skoro z dnia na dzień stają się niepotrzebni.
W porozumieniu był zapis, który mógł uratować te miejsca pracy. Nie chcecie bronić tych ludzi?
Wręcz przeciwnie, chcemy. Mamy tę sytuację dotyczącą 70 mln zł, które uda się zaoszczędzić poprzez zwolnienie tych pracowników. Propozycja Kadry mówiła, aby rozłożyć te 70 mln na wszystkich pracowników spółki, bo wszyscy powinni solidarnie ponieść konsekwencje tej trudnej sytuacji. Mówiąc wszyscy, mam na myśli także zarząd i Centralę naszej firmy. Wyliczenia wykazały, że przy takim rozwiązaniu należałoby każdego pracownika obciążyć kwotą ok. 100 zł. Niestety, nie było na to zgody ani ze strony zarządu, ani ze strony związków zawodowych.
Obstajecie też przy czternastce. Przy założeniu, że cała załoga weźmie na siebie konsekwencje wynikające z trudnej sytuacji, środki pochodzące z czternastki mogłyby także przynieść efekt.
Odebranie 14. pensji daje ok. 27 mln zł oszczędności w skali roku, czyli do wspomnianych 70 brakuje nam jeszcze 40 mln.
Jak Pan odniesie się do słów przewodniczącego górniczej Solidarności Jarosława Grzesika, który powiedział po tym, jak zakwestionowaliście porozumienie, że "w tej sytuacji należy spodziewać się, że to przedstawiciele związku Kadra będą wskazywać pracowników do zwolnienia".
Bardzo szanuję przewodniczącego Grzesika, ale nie mam zwyczaju komentować wypowiedzi innych osób.
W czasie negocjacji mieliście szanse na to, aby wpłynąć na kształt projektu programu restrukturyzacji. Po zerwaniu przez ZZ Kadra negocjacji zarząd ma wolną rękę...
Obawiamy się, że elementy programu wymkną się spod kontroli. Mamy świadomość konsekwencji. Nie jesteśmy ludźmi, którzy podejmują decyzję na zasadzie "nie, bo nie". Broniąc tych elementów, mamy świadomość, że nie możemy zachowywać się irracjonalnie. Jest oczywiste, że będziemy starali się w każdej chwili rozmawiać i szukać wyjścia. Mamy też świadomość tego, że zarząd pozostawia nam teraz bardzo małe pole manewru do jakichkolwiek działań.