List otwarty Kadry: Za tworzenie bezpiecznych miejsc pracy nie odpowiada jedynie dozór
Porozumienie Związków Zawodowych Kadra przesłało portalowi nettg. pl list otwarty, adresowany do wiceminister gospodarki Joanny Strzelec-Łobodzińskiej, wyrażający zaniepokojenie stanem bezpieczeństwa w górnictwie. W liście związkowcy zwracają także uwagę na braki kadrowe, które dają o sobie znać na wszystkich stanowiskach pracy, a zwłaszcza w dozorze. List otwarty został przesłany wszystkim prezesom zarządów spółek węglowych.
Przytaczamy jego pełne brzmienie:
Szanowna Pani
Joanna Strzelec-Łobodzińska
Wiceminister Gospodarki
Członkowie Sekcji Węgla Kamiennego Porozumienia Związków Zawodowych KADRA wyrażają swoje zaniepokojenie pogarszającym się stanem bezpieczeństwa pracy w polskim górnictwie węgla kamiennego. Niepokój nasz budzi fakt, że do dnia dzisiejszego w kopalniach zginęło już siedmiu górników wobec 15 w całym ubiegłym roku.
Początek roku to czas zatwierdzania Planów Techniczno-Ekonomicznych w spółkach węglowych. Z przyjętych tam założeń wynika, że bierze się w nich pod uwagę wyłącznie aspekt ekonomiczny. Planowanie wydobycia na poziomie roku 2010, przy równoczesnym zmniejszaniu zatrudnienia, jest, naszym zdaniem, „robieniem” wyniku ekonomicznego kosztem bezpieczeństwa pracy.
Jako organizacja związkowa, sprawująca zgodnie z ustawą kontrolę nad przestrzeganiem zasad bezpieczeństwa i higieny pracy, wielokrotnie zwracaliśmy uwagę na pogłębiające się braki kadrowe w kopalniach. Wymuszane przez pracodawców zwolnienia doświadczonych pracowników, wyłącznie z tytułu nabycia uprawnień emerytalnych, w tym osób dozoru, i nieprzystosowanie do warunków pracy w kopalniach górników nowo przyjmowanych, obniżyło w ostatnich latach poziom bezpieczeństwa, który objawia się wzrostem liczby wypadków. Obecnie w górnictwie węgla kamiennego mamy do czynienia z ogromną luką pokoleniową, spowodowaną nie tylko nieprzyjmowaniem od ponad dziesięciu lat nowych pracowników do pracy, ale także spóźnionym odtwarzaniem szkolnictwa na poziomie techników i szkół zawodowych. Luki tej nie były w stanie załatać przyjęcia z lat 2007 – 2009.
Od kilku lat w kopalniach obserwuje się braki kadrowe na wszystkich szczeblach – od pracowników fizycznych po kadrę inżynieryjno-techniczną. Powoduje to, że prace dołowe wykonywane są przez zespoły pracownicze o liczebności niższej niż przewidują to normatywy obłożeń wynikające z dokumentacji technicznej robót. To z kolei prowadzi do pogorszenia kondycji psychofizycznej pracowników, pośpiechu, złej organizacji robót, rozprzężenia dyscypliny, a stąd już blisko do świadomego podejmowania nadmiernego ryzyka i łamania powszechnie znanych, obowiązujących przepisów i procedur.
Jako organizacja związkowa zrzeszająca w swoich szeregach większość pracowników dozoru górniczego z niepokojem wsłuchujemy się w wypowiedzi niektórych przedstawicieli establishmentu górniczego, którzy winą za obniżenie się poziomu bezpieczeństwa w kopalniach obarczają osoby dozoru. Wypowiedzi takie nie pomogą w budowaniu autorytetu dozoru, a wręcz przeciwnie - zaszkodzą mu. Dozór postrzegany będzie przez podległych pracowników jako ten zły, nieudolny, nieznający swojego fachu, przepisów, a potrafiący jedynie produkować wypadki. Uważamy, że takie jednoznaczne opinie, wypowiadane w mediach, są krzywdzące dla większości osób dozoru, które z pełnym oddaniem starają się rzetelnie wypełniać swoje obowiązki. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że bycie osobą dozoru to bardzo odpowiedzialna, a zarazem niewdzięczna i stresująca praca, w której nigdy nie wie się, z której strony będzie się „walniętym”. Z jednej strony pracodawca oraz jego presja na wydobycie i wynik finansowy, niejednokrotnie za wszelką cenę, z drugiej strony pracownicy, dla których osoba dozoru jest „poganiaczem” i wrogiem publicznym numer jeden, a jednocześnie osobą bez autorytetu, której poleceń nie trzeba wykonywać. Krzywdzące są również stwierdzenia, że za stworzenie bezpiecznych miejsc pracy odpowiada tylko dozór. Czas najwyższy skończyć z mitem głoszonym przez niektóre związki zawodowe i nie tylko, że pracownicy na kopalni to osoby ubezwłasnowolnione, zmuszane do pracy ponad siły i do łamania przepisów bhp. Dzisiejszy górnik to z reguły osoba wykształcona, znająca obowiązujące prawo i procedury, i dlatego powinien w pełni odpowiadać za swoje czyny, a nie zasłaniać się osobami dozoru. W ostatnich swoich wypowiedziach prezes WUG proponuje wprowadzenie w polskim górnictwie programów poprawiających bezpieczeństwo, powołując się na przykład górnictwa niemieckiego, gdzie przestrzegana jest zasada „zero tolerancji” dla łamania przepisów. W pełni zgadzamy się z tą tezą. Chcielibyśmy jednak, by dotyczyła ona wszystkich pracowników, a nie tylko dozoru. Pisząc te słowa, nie chcemy, by zostały one odebrane jako bezkrytyczna obrona osób dozoru. Uważamy, że grupa ta, na co niejednokrotnie zwracaliśmy uwagę, została najbardziej dotknięta zjawiskiem luki pokoleniowej. To nieodpowiedzialna polityka zatrudnieniowa za czasów ministra Poncyljusza za zgodą niektórych organizacji związków zawodowych (KADRA była przeciwna) doprowadziła do zwolnienia najbardziej doświadczonych osób dozoru, które swoją wiedzę i doświadczenie powinny przekazać młodej kadrze inżynieryjno-technicznej. Doprowadziła również do wystąpienia braków kadrowych, co sprawia, że osoby dozoru często zatrudniane są na różnych stanowiskach, w różnych rejonach kopalni, w zależności od doraźnych potrzeb, bez zapoznania się z warunkami górniczo-geologicznymi danego rejonu. Sytuacja taka nie sprzyja budowaniu właściwych relacji na linii przełożony–podwładny, a na takich relacjach powinno pracodawcy przecież zależeć. Tylko wtedy da się uniknąć konfliktów. Dzisiejszemu dozorowi nie brakuje raczej wiedzy teoretycznej, brakuje mu umiejętności praktycznego jej wykorzystania, doświadczenia zawodowego (szybkie ścieżki awansu z powodu braku kadry rezerwowej, co dotyczy głównie absolwentów wyższych uczelni), umiejętności właściwego planowania i rozwiązywania problemów i konfliktów, właściwego planowania i organizowania pracy. Tego trzeba go nauczyć i to szybko, bo wzorców do naśladowania jest coraz mniej. Według nas, powinny temu służyć szkolenia organizowane przez pracodawcę, a takich jest mało.
Na poziom bezpieczeństwa w polskim górnictwie węglowym, poza czynnikiem ludzkim, wpływ mają także:
- długi okres prowadzenia działalności górniczej przez poszczególne kopalnie (często ponad 100-letni), co w wielu rejonach doprowadziło do znacznego wyeksploatowania złoża i naruszenia struktury górotworu,
- występowanie złoża wielopokładowego (problemy resztek filarów, krawędzi i ich wzajemnego oddziaływania),
- duża i stale powiększająca się głębokość eksploatacji (średnio 5-8 m/rok),
- wzrastająca koncentracja produkcji,
- wieloletnie niedoinwestowanie kopalń, opóźnienia w sferze doskonalenia technik i technologii górniczych oraz utrzymania należytego poziomu wyposażenia kopalń w maszyny i urządzenia górnicze.
W świetle przytoczonych tu faktów uważamy, że nadszedł już czas, by na problem zatrudnienia w polskim górnictwie spojrzeć nie przez aspekt ekonomiczny, ale przez pryzmat bezpieczeństwa pracy. Obawiamy się, że w obecnej sytuacji kadrowej dalsza redukcja zatrudnienia jeszcze bardziej obniży poziom bezpieczeństwa pracy, który już teraz jest niezadowalający.