Laboratorium KOMAGu poszerza ofertę badawczą
fot: Kajetan Berezowski
Michał Bobrowski bada prędkość policyjnego radiowozu
fot: Kajetan Berezowski
Jedno z kilku laboratoriów odwiedziliśmy w piątkowe przedpołudnie. W centrum uwagi specjalistów był właśnie niewielki... pluszowy miś. Zamontowany w maszynie wytrzymałościowej poddawany był różnym próbom. Rozciągano go we wszystkich kierunkach, sprawdzając jakość szwów i materiału, z którego jest wykonany, a na koniec rozkrojono skalpelem, niczym na sali operacyjnej, w celu pobrania próbek do badań chemicznych.
Testy na sprawność przeszedł tego dnia także „policyjny radiowóz”. Próby wypadły pozytywnie. Producent tego zabawkowego cacka nie będzie musiał nic w nim poprawiać. Radiowóz z odpowiednim certyfikatem niebawem trafi na sklepowe półki. Szkopuł jednak w tym, że nie każde badanie bezpieczeństwa na zgodność z wymaganiami norm zharmonizowanych „Dyrektywa zabawkowa” tak się właśnie kończy. Bywają uwagi i to – ze względu na bezpieczeństwo i zdrowie dzieci – szczególnie istotne.
Dla przykładu, tuż przed Nowym Rokiem jeden z producentów zgłosił do przebadania maskę karnawałową. Poddana próbie na łatwopalność, zwyczajnie się roztopiła. I choć wydawałoby się, że wyjście w niej na bal karnawałowy niczym nie grozi, to jednak dobrze wykonanej maski ogień imać się nie może. Kostium księżniczki łatwopalny – co prawda – nie był, ale za to jego elementy poddane próbie wytrzymałościowej rozleciały się jak domek z kart. Wyjście w takim stroju na zabawę mogłoby przynieść księżniczce niemało stresu.
Z pluszakami też różnie bywa. Jakość szwów pozostawia niekiedy wiele do życzenia. Gdy misio się rozleci, ze środka czasem wypadnie coś, co następnie należy czym prędzej zbadać, czy przypadkiem nie zagraża życiu lub zdrowiu najmłodszych.
– Mieliśmy tu już lalki, które rozpadały się jeszcze przed rozpoczęciem właściwych badań, kredki z papierowymi otoczkami zawierającymi ponadnormatywną zawartość ołowiu i grzechotki na wózek dziecięcy łatwo kruszące się po ściśnięciu w dłoni – stwierdza dr inż. Beata Grynkiewicz-Bylina, kierownik Laboratorium Inżynierii Materiałowej i Środowiska w Instytucie Techniki Górniczej KOMAG.
Badaniem zabawek gliwickie laboratorium zajmuje się od trzech lat. Klientami są producenci, importerzy i dystrybutorzy zabawek, wprowadzający je do obrotu na naszym rynku. Wyniki przeprowadzonych badań są jednym z podstawowych elementów oceny zgodności z wymaganiami zasadniczymi. Jeśli wypadną pozytywnie, zabawce można nadać znak CE. Wówczas kupujący ma pewność, że będzie bezpieczna w użytkowaniu. Zanim jednak się to stanie, dla każdej zabawki trzeba przygotować indywidualny program badań, zgodnie z wymaganiami norm i procedur badawczych. W ich zakres wchodzą badania własności mechaniczno-fizycznych, palności, migracji pierwiastków oraz analizy zawartości związków szkodliwych dla zdrowia dzieci, takich jak aminy aromatyczne czy ftalany. Po opracowaniu programu badań, zabawka trafia w ręce ekspertów z dziedziny chemii, biomechaniki i inżynierii materiałowej zatrudnionych w KOMAG-u.
Swoje stanowiska badawcze – co warto podkreślić – w większości zaprojektowali sami, podobnie jak procedury badań. Określenie składu chemicznego części maszyny górniczej bądź zabawki przeznaczonej dla sześciolatka, wymaga przeprowadzenia podobnych działań. Choć procedury są inne i stosowane normy też, to samo badanie w obydwu przypadkach niewiele się od siebie różni. Obecnie Laboratorium Inżynierii Materiałowej i Środowiska podjęło kolejne wyzwanie. Będą to badania placów zabaw w przedszkolach, szkołach oraz na osiedlowych podwórkach. I znów sprawa dotyczy bezpieczeństwo dzieciaków.
– Ciągle śledzimy rynek. Ostatnie jego analizy jednoznacznie wykazały, że pod tym względem jest tu istotna luka do wypełnienia – informuje Beata Grynkiewicz-Bylina. Tworzenie i rozwój nowoczesnego zaplecza badawczego stanowi jedno ze strategicznych zadań Instytutu Techniki Górniczej KOMAG, zaś badania wykonywane w laboratorium służą z roku na rok coraz szerszej grupie społeczeństwa.