KWK Kazimierz-Juliusz dzięki porozumieniu, które miasto Sosnowiec zawarło ze SRK, otrzymała szansę na drugie życie

fot: Maciej Dorosiński

Likwidacja kopalni Kazimierz-Juliusz trwała cztery lata i obejmowała infrastrukturę powierzchniową oraz podziemną

fot: Maciej Dorosiński

Stolica Zagłębia Dąbrowskiego pod koniec listopada na mocy darowizny otrzymała blisko 3 ha terenów wraz z pokopalnianymi budynkami. Jak mówią samorządowcy, teraz nadszedł czas wytężonych prac nad ich zagospodarowaniem. Jak zastrzegają, projekt związany z Kazimierzem-Juliuszem może potrwać nawet kilkanaście lat.

Nieruchomości oraz ruchome składniki mienia zostały przekazane gminie zgodnie z postanowieniami art. 23 ust. 1 ustawy z dnia 7 września 2007 r. o funkcjonowaniu górnictwa węgla kamiennego. Sosnowiec otrzymał obiekty po dawnej kopalni oraz działki, na których się one znajdują, tak, by przekazana część stanowiła całość, umożliwiającą wykorzystanie tych obiektów i otaczających je terenów zielonych. W sumie jest to sześć działek o łącznej powierzchni 28 524 m kw. Największa z nich ma 17 518 m kw. i to na niej znajdują się: budynek warsztatu MD, budynek maszyny wyciągowej szybu K-I, budynek nadszybia szybu K-I, budynek stacji ratowniczej, budynek kompleksu BHP I wraz z budynkiem portierni, budynek transformatorów wraz z rozdzielnią elektryczną 500 V, drogi i place w rejonie szybu K-I oraz wieża wyciągowa szybu K-I. Jak oszacowała SRK, łączna obecna wartość rynkowa prawa użytkowania wieczystego gruntu, własności budynków, budowli, a także maszyn, urządzeń i pozostałych składników majątku, to ponad 3,7 mln zł.

– To zwieńczenie długich i trudnych negocjacji z SRK, a jednocześnie dopiero początek drogi. Teraz, gdy jesteśmy właścicielem obiektów, możemy rozpocząć żmudne przygotowania związane ze staraniami o środki zewnętrzne na rewitalizację budynków, a to nie jest łatwa sprawa. Z rozmów z innymi miastami wiemy, jak wiele pracy trzeba włożyć w takie projekty i ile lat są później realizowane – skomentował prezydent Sosnowca Arkadiusz Chęciński.

O ocalenie pogórniczego dziedzictwa w Kazimierzu-Juliuszu zabiegał od lat, pochodzący z tej dzielnicy Sosnowca, radny Łukasz Krawiec. Już w 2015 r. – w czasie, gdy zapadła decyzja o likwidacji kopalni – apelował o stworzenie w tym miejscu czegoś na kształt skansenu, który byłby świadectwem górniczych tradycji w Zagłębiu Dąbrowskim.

– Podpisanie aktu notarialnego przez miasto Sosnowiec oraz SRK to zwieńczenie pięciu lat naszych starań. Nie wszystko wyszło tak, jak chcieliśmy, ale zaczęliśmy nasze starania i negocjacje z wysokiego progu. Jakie to uczucie? Na pewno ulga, ale jednocześnie wielka odpowiedzialność. Musimy jednak zachować pamięć po górnictwie w Sosnowcu, ale z drugiej strony dostosować przejęte obiekty do nowych celów – wyjaśnił radny.

W pierwszej kolejności miasto zapozna się ze stanem technicznym przejętych nieruchomości i ruchomości. Potem zostaną określone ramy, co dokładnie w tym miejscu ma powstać.

– Na pewno nie będzie to klasyczne muzeum. Zależy nam na tym, aby te obiekty pełniły także rolę społeczną. Dlatego myślimy m.in. o przedszkolu i żłobku. Jest to jednak projekt wieloletni i wiele będzie zależeć od możliwości pozyskania funduszy – wyjaśnił Rafał Łysy, rzecznik prasowy sosnowieckiego magistratu.

W zamyśle w miejscu dawnej kopalni może powstać kwartał społeczno-kulturalny. Być może w rejonie tym także powstaną nowe osiedla. Tym bardziej że miasto podjęło rozmowy z SRK o nabyciu na preferencyjnych warunkach innych działek po kopalni. Obecnie Sosnowiec czeka na ich wycenę.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Amfetamina w kiełbasie, wódka w pomarańczy. Kiedy wyszło na jaw, że w kopalniach zdarzają się przypadki pracy na haju?

Wiecie, kiedy po raz pierwszy wyszło na jaw, że w kopalniach zdarzają się przypadki pracy na tzw. haju? Pewnie nie, ale ja Wam podpowiem. To był 2011 rok. Wówczas w ręce policjantów wpadło pięciu mężczyzn, którzy na terenie katowickiej kopalni Wieczorek handlowali marihuaną. Skoro handlowali, no to pewnie byli tacy, którzy ją kupowali, a następnie używali przed pracą albo w czasie szychty. No i pojawił się nowy problem. 

O co chodziło w tym proteście? Ufam, że nie o czyjeś partykularne interesy

Wakacje się skończyły, a na zakończenie byłem pod czeską Pragą na Dniu Czołgowym i w świetnym Muzeum Lotnictwa. Kiedy czytacie te słowa, jestem na Słowacji na Dniach Salamandry w Bańskiej Szczawnicy, czyli miejscowym święcie górników, geologów, nafciarzy, geodetów i paru jeszcze pokrewnych branż. Zresztą w mediach pojawiły się już poważniejsze tematy.

Jerzy Markowski: „Nie obawiam się o perspektywy dla węgla”

Kredyt z Banku Światowego na restrukturyzację górnictwa, zadłużenie spółki węglowej wobec gminy Bytom, przyszłość węgla i uczniów szkół górniczych. O tym pisaliśmy dokładnie 30 lat temu w „Trybunie Górniczej” z 5 września 1996 roku.

Żyjemy na śladach górnictwa i to się w naszym regionie nie zmieni

Rozmowa z MARTĄ TOMCZOK, prof. dr hab. Uniwersytetu Śląskiego