Kurp ocalił prezesurę
Zmiana władzy w kraju wyjdzie najwyraźniej na dobre Janowi Kurpowi, wieloletniemu prezesowi Południowego Koncernu Energetycznego (PKE). W połowie września Filip Grzegorczyk, przewodniczący rady nadzorczej z nadania krakowskiego PiS, chciał doprowadzić do odwołania szefa PKE. Wtedy za Kurpem stanęło kilka tysięcy osób z załogi. Do akcji wkroczył Wojciech Jasiński, minister skarbu, który przywołał do porządku szefa rady i nakazał zawieszenie broni do czasu wyborów - 21 października. Związkowcy wstrzymali się od protestów – czytamy w „Pulsie Biznesu\".
- Przez miesiąc cierpliwie czekaliśmy na wyjaśnienie ze strony przewodniczącego rady nadzorczej przyczyn, dla których chce doprowadzić do odwołania prezesa Kurpa i zmian w zarządzie. Nadal liczymy, że dojdzie do spotkania członków rady nadzorczej, zarządu i przedstawicieli związków zawodowych - mówi Zdzisław Przydatek, przewodniczący Solidarności w PKE.
Według informacji \"PB\", Jan Kurp cieszy się poparciem zarówno PO, jak i PSL. To, że PiS chciało go odwołać, też działa na jego korzyść.
Jan Kurp wystartował w wyborach parlamentarnych do Senatu jako kandydat niezależny i w Jaworznie, gdzie przez wiele lat był dyrektorem elektrowni, dostał ponad 30 tys. głosów, czyli 75 proc. wszystkich oddanych w tym okręgu. W sumie głosowało na niego ponad 54 tys. osób. To jednak nie wystarczyło, by wejść do parlamentu.