- Bez odpowiedniej ilości gazu ciśnienie w rurach spadnie i system automatycznie się wyłączy - ostrzegł w sobotę Bohdan Sokołowski, doradca ds. bezpieczeństwa energetycznego prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenki. Od początku roku Gazprom całkowicie zakręcił kurek Ukrainie, spierając się o ceny surowca i opłat uiszczane za jego tranzyt przez Ukrainę - napisała \"Gazeta Wyborcza\".
Od tego czasu Kijów i Moskwa nie wznowiły negocjacji i wymieniają się oskarżeniami. - Ukraina kradnie gaz - zarzuca Gazprom. Ukraiński Naftohaz zaprzecza i twierdzi, że z własnych zapasów dokłada do dostaw dla europejskich klientów Gazpromu. - Według stanu na 2 stycznia o godz. 12 Naftohaz otrzymywał na granicy ukraińsko-rosyjskiej 305,5 mln m sześc. gazu na dobę. W tym samym czasie zachodnim partnerom przesłano 319,3 mln m sześc. na dobę, czyli o 13,8 mln m sześc. więcej niż uzyskano od Gazpromu - ogłosił w sobotę ukraiński koncern.
Wczoraj Rosjanie zaczęli przykręcać śrubę. Naftohaz ogłosił, że dostał od Gazpromu zapowiedź zmniejszenia dostaw do tranzytowego gazociągu Sojuz z 72 do 20 mln m sześc. dziennie. - To doprowadzi do wyłączenia tej rury ze szlaków do Europy - alarmuje ukraiński koncern. - Jestem przekonany, że Rosja nie przesyła dostatecznych ilości gazu, aby móc twierdzić, że kradną go Ukraińcy - zarzucił szef Naftohazu Ołeh Dubyna.
Jednocześnie szef Gazpromu Aleksiej Miller zapowiedział, że koncern chce od Ukraińców 450 dol. za 1 tys. m sześc. gazu. Rosjanie domagali się najpierw 250 dol., a potem 418 dol. - Jeśli gaz będzie kosztować 450 dol., wtedy odpowiednio trzeba podnieść opłaty za tranzyt - odparł rzecznik Naftohazu Walentin Ziemlanski.
Za tranzyt Ukraina liczy dwa razy taniej niż firmy Europy Zachodniej, a opłaty za magazynowanie rosyjskiego gazu na Ukrainie są nawet 12 razy niższe niż na Zachodzie. Do końca marca Gazprom będzie dostawać do 500 dol. za 1 tys. m sześc., ale potem ceny gwałtownie spadną - nawet poniżej 200 dol. Przedstawiciele Gazpromu sami zapowiadali, że w 2009 r. średnia cena ich gazu wyniesie 260-280 dol., wliczając koszty transportu przez Ukrainę.
Zaostrzenie konfliktu może wywołać obawy w Europie Zachodniej, która tranzytem przez Ukrainę dostaje 80 proc. gazu importowanego z Rosji. Na razie skutki konfliktu są niewielkie.
Pierwsza poinformowała o nich Polska w piątek wieczorem. Potem ograniczenia dostaw z Ukrainy ogłosiły Węgry (do 5 mln m sześc. dziennie), Rumunia (do 3 mln m sześc.) i Bułgaria (ok. 1 mln), a wczoraj - Czechy.
- Z punktu widzenia bilansu dostaw nie ma w tej chwili problemu - uspokajał w sobotę na konferencji prasowej wicepremier Waldemar Pawlak. - Spadek dostaw przez Ukrainę wynosi 5 mln m sześc. dziennie i o tyle samo zwiększyły się dostawy przez Białoruś - tłumaczył dyr. Tadeusz Abramowski z Gaz-Systemu. Dodał, że Polacy zużywają teraz 45 mln m sześc. gazu dziennie. Z tego 34,5 mln m sześc. zapewnia bieżący import, 7 mln m sześc. pochodzi z krajowych złóż, a reszta to zapasy. - Z magazynów czerpiemy 5,5 mln m sześc. gazu dziennie, a można nawet 25 mln m sześc. Są duże rezerwy - mówił Abramowski.
Dziś na nadzwyczajnym posiedzeniu w Brukseli zbiorą się wiceambasadorowie państw UE, aby wypracować wspólne stanowisko Europy w sprawie konfliktu. Według rządu Słowacji władze Ukrainy proszą UE o mediację. Nie wykluczał jej w rozmowie z \"Gazetą\" Jacek Saryusz-Wolski, przewodniczący komisji spraw zagranicznych europarlamentu.
Jednak wicepremier Pawlak pytany przez \"Gazetę\" nie odpowiedział jasno, jakie jest stanowisko Polski w sprawie konfliktu, i nie popierał mediacji. - W jakiej roli przedstawiciele UE mieliby uczestniczyć w negocjacjach gazowego kontraktu Rosji z Ukrainą? - pytał retorycznie Pawlak.
W najbliższy piątek konfliktem na Wschodzie zajmą się szefowie dyplomacji państw UE, a także eksperci UE z tzw. grupy koordynacyjnej ds. gazu. W posiedzeniu ekspertów chcą uczestniczyć Gazprom i Naftohaz - powiedział rzecznik UE Ferran Tarradellas Espuny.
Delegacja rządu Ukrainy od piątku przedstawia swoje racje w stolicach Europy. W sobotę z taką samą misją ruszył wiceprezes Gazpromu Aleksandr Miedwiediew. - Rosja nie jest [tak jak Ukraina] członkiem Światowej Organizacji Handlu (WTO) i nie ratyfikowała Karty Energetycznej, ale apelujemy do rządów Europy, aby wykorzystały te instrumenty do wywarcia wpływu na Ukrainę - powiedział Miedwiediew w Czechach. Obie strony grożą sobie skierowaniem sprawy do międzynarodowego arbitrażu.
Polska gospodarka rośnie, mimo pogorszenia sytuacji zewnętrznej
Piątkowe dane o produkcji przemysłowej wpisują się w obraz "kuloodpornej gospodarki", która rośnie, mimo pogorszenia sytuacji zewnętrznej - uważają analitycy PKO Banku Polskiego. Ich zdaniem dane sugerują, że konflikt na Bliskim Wschodzie nie wywołał istotnego spadku aktywności w sektorze.