Krupiński: ratownicy przeszli już 150 metrów
fot: ARC
- Czy wolno oszczędzać na bezpieczeństwie? - pytają krytycy nowych przepisów prawa górniczego i przestrzegają, że grozi nam „garażowe i emeryckie” ratownictwo górnicze
fot: ARC
Trwa, przerwana w sobotę 7 maja, akcja ratunkowa, której celem jest dotarcie do zaginionego ratownika. Przerwano ją na 12 godzin, bo wzrosło zagrożenie wybuchem metanu.
Stężenie gazu w powietrzu w sobotę wieczorem wynosiło nieco ponad 2 proc. Wcześniej przekraczało 5 proc. i dlatego zdecydowano wycofać z akcji zastępy ratownicze. Dotychczas ratownicy pokonali w trudnych warunkach, w zadymieniu i tropikalnej temperaturze, 150 metrów. Przed nim, jak podał TVN24, jeszcze 600 metrów. Przypomnijmy, że akcja ratunkowa w kopalni Krupiński trwa od wieczora czwartku 5 maja.
W sztabie akcji ratowniczej uważają, że miejsce, w którym powinien się znajdować zaginiony, to chodnik nadścianowy 820 m pod ziemią, tam byli też inni poszkodowani. Rzeczniczka Jastrzębskiej Spółki Węglowej Katarzyna Jabłońska-Bajer poinformowała, że obecnie ratownicy szukają zaginionego nie tylko w tym chodniku, ale też sąsiednich wyrobiskach.
- Mieli też z poziomu 600 wchodzić do pochylni i kontynuować poszukiwania w kolejnym odcinku chodnika nadścianowego - powyżej miejsca, które uznawano za pewne, w którym powinien być ratownik, jednak go tam nie znaleziono - powiedziała rzeczniczka.
- Nie są jeszcze znane dokładne okoliczności, w których ratownik odłączył się od reszty swojego zastępu. W polskim górnictwie zastęp generalnie pracuje razem, ale są sytuacje ekstremalne, które mogą powodować odstępstwo od tej reguły - powiedział w sobotę prezes Wyższego Urzędu Górniczego.
Przyczyny wypadku nie są na razie znane. Jak podaje WUG, w czynnych wyrobiskach, przed wypadkiem, kopalniane urządzenia nie zanotowały przekroczonych stężeń metanu, nie było też objawów tzw. pożaru endogenicznego. Jak mówił prezes Litwa, przed wypadkiem praca kombajnu została wstrzymana. Nowa zmiana przygotowywała się do uruchomienia produkcji. W tym momencie od strony zrobów ściany i obudowy zmechanizowanej pojawiła się ściana ognia. Pracownicy zaczęli go gasić, co trwało kilka minut. Po nieudanych próbach zapadła decyzja o wycofaniu się z tego rejonu.
Czytaj więcej:
Skrótowe kalendarium tragedii...