Krosno - pierwsza ofiara kryzysu

W 50-tysięcznym mieście na Podkarpaciu słynącym z produkcji szkła na bruk trafiło prawie 2 tys. osób. Nie poszli do urzędu pracy po zasiłek, nie założyli własnych firm, nie wyjechali na emigrację. Gdzie się wszyscy podziali?

\"Jeśli chcecie zobaczyć cud gospodarczy, nie musicie jechać do Irlandii. Wystarczy pojechać do Krosna\" - zachęcał rok temu \"Newsweek\".

- Bo w Krośnie - wylicza prezydent Piotr Przytocki - mieliśmy rekordowo niską stopę bezrobocia: 4,9 proc., gdy średnia krajowa przekraczała 11 proc. Bo ludzie tu przedsiębiorczy - co dziesiąty mieszkaniec miał firmę (5 tys. podmiotów gospodarczych w 50-tys. mieście)! Bo do Krosna szerokim strumieniem płynęły dotacje z UE - 76 mln zł w cztery lata. Bo mieszkańcy chwalili miasto - tak świetnie im się tu żyło - napisała \"Gazeta Wyborcza\".

Przytocki odebrał nawet w listopadzie od \"Newsweeka\" tytuł najlepszego prezydenta w Polsce.

Firmy z Krosna eksportowały na cały świat. Amerykańska fabryka Delphi zapowiadała, że najnowszy model luksusowego Audi TT będzie jeździł z układem zawieszenia z Krosna. Kanadyjska fabryka Goodrich produkowała części do samolotów Boeinga.

W wygodnych fotelach Nowego Stylu chętnie siadali dyrektorzy z całej Polski, uczestnicy kurso-konferencji i petenci w urzędowych poczekalniach. Krośnieńskie Huty Szkła zapełniały kuchnie Amerykanów eleganckimi kieliszkami, szklankami i ręcznie formatowanymi karafkami. Wydzielona z hut spółka Krossglas, producent włókna i mat szklanych, szykowała się do wejścia na giełdę.

Rok temu w Krośnie nie było problemów z pracą, ale z wolnymi rękoma do pracy. Brakowało ludzi piekarniom, zakładom fryzjerskim, hurtowniom. Goodrich nie mógł znaleźć nawet sekretarki. Tak się ludziom powodziło.

Tąpnęło nagle, prawie jak w Irlandii.


Już w kwietniu 2008 r. Krośnieńskie Huty Szkła zgłosiły w urzędzie pracy, że muszą zwolnić 1,2 tys. pracowników w Krośnie, Jaśle i Tarnowie. Eksport do USA przestał się opłacać: złotówka była tak silna, że polskie szkło stało się dla Amerykanów zbyt drogie. Chińczycy byli tańsi. Wygaszono jeden piec, drugi. Firma zapowiedziała, że w tym roku może zwolnić kolejne 800 osób.

Potem okazało się, że na świecie przestali kupować samochody. Nie było więc gdzie montować amortyzatorów i układów zawieszenia z krośnieńskiej fabryki Delphi. Zwolniono 180 osób.

W Krossglas, ten, który szykował się na giełdę, uderzył spadek popytu na luksusowe jachty - stocznie przestały zamawiać włókno i maty szklane. Zwolniono 150 osób.

Z pracy np. w Delphi odeszli też ludzie zatrudnieni na czas określony za pośrednictwem różnych agencji. Nie przedłużono im po prostu umów.

I tak w pół roku w 50-tys. mieście na bruk trafiło prawie 2 tys. osób.

Ale wskaźnik bezrobocia w Krośnie nie drgnął: na koniec listopada wciąż wynosił zaledwie 5 proc. Co się więc stało z ludźmi, którzy stracili pracę?

Obserwacje z kolędy
Korytarze Powiatowego Urzędu Pracy przy ul. Bieszczadzkiej świecą pustkami. A oferty są: ludzi szuka np. huta szkła w Sanoku, oddalonym o niecałe 50 km.

- Ogłoszenie wisi od dawna, ale nie ma chętnych - dziwi się dyrektorka Regina Chrzanowska. - Gdy latem pierwsza grupa z Krośnieńskich Hut Szkła straciła pracę, spodziewaliśmy się, że zaleje nas fala bezrobotnych. Bałam się, że nie nadążymy ich rejestrować. Ale tłumów nie było. Sporo osób się zarejestrowało z Delphi, ale z hut niewiele. Dziwne, prawda?

Gdzie się podziali? Dyrektor Chrzanowska snuje przypuszczenia: - Może znaleźli pracę w mniejszych hutach szkła? Sporo ich tu w okolicy. Może pracują na czarno? Może żyją z odpraw? Może firmy założyli?

W Urzędzie Miasta jednak twierdzą, że miastu przybyło blisko 200 podmiotów gospodarczych, ale tyle samo wykreślono. To chyba zły trop.

Idę do związku zawodowego w hutach. Może oni wiedzą?

- Słyszałem, że trochę osób, zwłaszcza młodszych, wyjechało do Niemiec i Norwegii - mówi przewodniczący Jan Fiejdasz, ale zastrzega:- Nie było ich zbyt wielu.

Kto może mieć najświeższe dane o tym, jak sobie radzą mieszkańcy? Może księża? Przecież niedawno chodzili po kolędzie. Ks. Karola Brysia, proboszcza Bazyliki Mniejszej, spotykam przez plebanią. Jego parafia obejmuje centrum miasta. Ksiądz przyznaje: - Obserwacje z kolędy mam raczej smutne. W wielu domach ktoś niedawno stracił pracę. Są takie rodziny, gdzie mąż czy żona są już na rencie, a teraz stracili jeszcze dochód małżonka.

I co teraz? Jadą za chlebem na Zachód? - Chyba nie. Z naszej parafii wyjechało już wcześniej 600 osób i już za bardzo nie ma kto jechać.

Więc co zrobią? - Nie wiedzą, boją się. Są przygnębieni, zrezygnowani, niektórzy - zrozpaczeni.

Gdzie mogą szukać pomocy? Może coś wiedzą w opiece społecznej?

Zły trop. Dyrektorka Jolanta Matys: - Do nas się nie zgłaszają. Przed świętami zgłosił się jeden pan, który nie miał za co urządzić Wigilii dzieciom. Pomogliśmy mu, i to na razie tyle.

Dużo osób teraz choruje
W poszukiwaniu zwolnionych krążę po hutniczym osiedlu w dzielnicy Polanka. Skoro nie mają nic do roboty, to może spotkam ich w sklepach?

Ale tam też pustawo. Aneta, ekspedientka w spożywczym, tłumaczy:- Teraz to ludzie w pracy, na zakupy chodzą rano, albo późnym popołudniem.

A co z tymi, którzy nie mają pracy? - Są tacy, ludzie o tym w kolejce rozmawiają. Najłatwiej ich rozpoznać po tym, co kupują. Chleb, mleko - to najtańsze, w worku. Mięso też najtańsze: jak kiedyś kupowali kaszankę, to mówili, że dla kota albo psa. Teraz biorą kaszankę na obiad. Kosztuje tylko 5 zł za kilogram. Kaszanka, ziemniaki, kapusta i jest drugie danie. Ostatnio w modzie jest też galareta z nóżek.

Aneta też się martwi o pracę: - Obroty nam tak spadły, że szefowa chyba zamknie sklep.

W aptece obok spożywczego panie mówią, że kiedyś to tylko emeryci rezygnowali z części leków przepisanych przez lekarza. Teraz to prawie każdy wykupuje z recepty tylko antybiotyk. Na syropy, witaminy ich nie stać.

Zaczepiam przechodniów. Pani Ania pracuje w hucie, obniżyli jej pensję do 800 zł, ale to zawsze coś. Może wie, co się stało z tymi zwolnionymi? - Chorują - podpowiada. - Dużo osób teraz choruje. Może będą starać się o renty?

Biegnę do przychodni przy hutach.

Kierowniczka, dr Urszula Kryla, potwierdza: - Tak, to prawda, mamy o wiele więcej pacjentów. Przychodzą ludzie, którzy mają już wypowiedzenia. Z podwyższonym ciśnieniem, ze stanami przedzawałowymi, z chorymi kręgosłupami. Jak pracowali, to nie mieli czasu się leczyć. Prosili o leki i wracali do pracy. Nie zdziwię się, jeśli wielu z nich wystąpi o renty.

Dzwonię później do ZUS, by to sprawdzić - ale od rzeczniczki Agnieszki Prajsnar słyszę, że na razie nie wpływa więcej wniosków o renty.

Jeszcze w czasie rozmowy z dr Krylą, opowiedziałam jej o obserwacjach księdza Brysia, o zrozpaczonych ludziach siedzących w domach. - W ogóle mnie to nie dziwi - mówiła kierowniczka przychodni. - Ludzie boją się o przyszłość, nie radzą sobie ze stresem, nerwice, depresje. Sama widzę, że coraz więcej osób w Krośnie korzysta z porad psychiatry.

Ile razy można ścierać kurze?
Pod przychodnią zdrowia spotykam się z Janiną Kiełtyką. Umówili mnie z nią związkowcy z hut.

- Zwolnili mnie w listopadzie - opowiada - ale jeszcze się nie zarejestrowałam w urzędzie pracy. Jestem na wypowiedzeniu, tyle że do pracy nie chodzę.

Szuka pani nowej?

- Jeszcze przed zwolnieniem popołudniami szłam w miasto, od sklepu do sklepu, od hurtowni do hurtowni i mówiłam, że wezmę każdą pracę. Ale dla takich jak ja pracy nie ma - mam 49 lat, wykształcenie zawodowe, 25 lat w hucie. Wolą młodszych, silniejszych.

To co pani robi od listopada?

- Wstaję rano, śniadanie, sprzątanie, gotowanie obiadu. Ciągle mi się wydaję, że muszę zdążyć ze wszystkim, zanim wyjdę do huty. Dopiero po chwili łapię się na tym, że nie muszę nigdzie pędzić. Podupadłam na zdrowiu: odezwały się różne choroby, boli kręgosłup. Bolał już kiedyś, ale wtedy brałam tylko leki. Jak lekarz chciał dać zwolnienie - błagałam: \"tylko nie L-4, bo trafię na czarną listę\". Chorzy zawsze byli pierwsi do zwolnienia. Teraz to już nieważne.

To co teraz będzie?

- Będę dalej szukać pracy. Muszę, bo inaczej nie będzie pieniędzy na studia córki. Ona w Krakowie uczy się stosunków międzynarodowych.

Pani Janina daje mi telefon do koleżanki. Barbara Wielusz (20 lat w hucie) też siedzi w domu. Wyprawia rano męża do pracy, dzieci do szkoły i sprząta: - Ale ile razy można ścierać kurze? Czasem wyskoczę do szwagierki, ona też jest bez roboty. Gadamy, że mogłybyśmy założyć biznes, robić pierogi, ale trzeba mieć pieniądze na start, lokal, przejść kontrolę sanepidu... Więc chyba pójdę na jakiś kurs w urzędzie pracy. Jakbym umiała obsługiwać kasę fiskalną, to może mnie zechcą w jakimś sklepie?

Przez łańcuszek pośredników docieram też do Piotra Kozubala (25 lat w hucie): - Od szóstej rano szukam ofert pracy w internecie. Potem idę na zabiegi rehabilitacyjne, mam kłopoty z kręgosłupem. Potem siedzę w domu. Kiedyś oglądałem telewizję, miałem Cyfrę. Ale musiałem zrezygnować i teraz mam tylko Jedynkę, Dwójkę i Polsat. A tam nie ma co oglądać. Nie wiem, co będzie dalej. Może wystąpię o rentę?

Czy cud się skończył?
Nie wierzę w to, co słyszę. Gdzie się podziało to przedsiębiorcze Krosno znane z rankingów? Czy cud się skończył?

- Naprawdę nie wiem - mówi prezydent Przytocki. - Ale muszę się z tym liczyć. Będzie mniej pieniędzy z podatków, będziemy musieli wyhamować.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Polska gospodarka rośnie, mimo pogorszenia sytuacji zewnętrznej

Piątkowe dane o produkcji przemysłowej wpisują się w obraz "kuloodpornej gospodarki", która rośnie, mimo pogorszenia sytuacji zewnętrznej - uważają analitycy PKO Banku Polskiego. Ich zdaniem dane sugerują, że konflikt na Bliskim Wschodzie nie wywołał istotnego spadku aktywności w sektorze.

Leszek Miętek powołany do rady nadzorczej spółki pracującej dla kopalń

Leszek Miętek został powołany do rady nadzorczej PKP Cargo, jako przedstawiciel pracowników - poinformowała spółka w piątek w komunikacie giełdowym. Miętek jest prezydentem Związku Zawodowego Maszynistów Kolejowych w Polsce.

Walcownia Blach Batory inwestuje 70 mln złotych

Nakładem 70 mln złotych Walcownia Blach Batory planuje wejść w segment produkcji blach o podwyższonej twardości. Będą produkowane w nowej technologii pomijającej obróbkę cieplną, co znacznie zmniejszy energochłonność procesu, a w konsekwencji zwiększy marże zakładu.  Inwestycja potrwa do końca 2027 r. 

Na Wall Street przewaga spadków, Dow tuż przy poziomie 52 tys. pkt

Wtorkowa sesja na Wall Street zakończyła się przewagą spadków głównych indeksów, a inwestorzy przenosili się z sektora producentów układów scalonych do spółek cyklicznych w efekcie spadku cen ropy naftowej. Dow Jones w ciągu sesji po raz pierwszy w historii przekroczył na krótko poziom 52.000 punktów.