Kropla w morzu potrzeb
Wymogi Unii Europejskiej w kwestiach ochrony środowiska podobno mogą zdołować polską gospodarkę. Czy podziela Pan tę opinię?
Nie można stawiać takiej alternatywy – rozwój gospodarczy, albo ochrona środowiska. Polska jest państwem europejskim i nie może lekceważyć uwarunkowań zewnętrznych. Akcesja do Unii Europejskiej przyniosła określone zobowiązania. One nie spadły nam z dnia na dzień. Od 2002 roku opracowywano w naszym kraju system handlu emisjami. Gotowe projekty stworzone przez specjalistyczne zespoły wyrzucono jednak do kosza, ponieważ powstały z inicjatywy poprzednich ekip rządowych. Można je było wdrażać w 2004 roku, ale tego nie zrobiono.
Dziś wyzwania stojące przed Polską są ogromne. Musimy o 20 procent zredukować emisję CO2, o 20 procent podwyższyć efektywność naszej energetyki, do 15 procent zwiększyć w niej udział odnawialnych źródeł energii. Biopaliw w sprzedaży paliw transportowych ma być 10 procent. A pamiętamy burzliwą debatę nad 5-procentowym dodatkiem biopaliw do benzyny, od którego rzekomo miały się psuć silniki samochodowe. Kilka lat temu zablokowano wprowadzenie biopaliw, teraz musimy podołać znacznie trudniejszemu zadaniu.
Polska będzie miała problemy z realizacją unijnych dyrektyw na własne życzenie?
Może nie na własne życzenie, ale na skutek wieloletnich zaniedbań i zaniechania rozwiązywania problemów, o których było wiadomo od lat, że będą narastały. Gdyby kwestie rozdziału uprawnień do emisji dwutlenku węgla zaskarżono do Trybunału Sprawiedliwości, to teraz wiedzielibyśmy, na co możemy liczyć. Nie było należytej reakcji naszego rządu, gdy obcinano limity emisji dla Polski o 16 procent, nie było także należytych działań przed obcięciem limitów emisji przy drugim rozdziale o 26,5 procent. W całym kraju dyskutuje się o tym, o ile wzrosną ceny energii, jakie będziemy mieli kłopoty z benzyną, szkopuł w tym, że my o tym wiemy od lat.
Nie było przecież żadną tajemnicą, w jakim stanie technicznym jest polska energetyka. Już na etapie postępowania akcesyjnego oczywiste było, że trzeba będzie dostosować system energetyczny do unijnego. Nie planując systematycznego unowocześniania bloków energetycznych doszliśmy do tego, że trzeba będzie ponosić gigantyczne koszty inwestycyjne. Do 2025 roku sektor energetyczny będzie potrzebował 120 mld zł na różnorodne projekty związane z redukcją emisji zanieczyszczeń i utrzymaniem zdolności produkcyjnych. Możemy liczyć, że dotacja z Unii Europejskiej wyniesie na te zadania około 715 milionów euro. To będzie kropla w morzu potrzeb. Środki unijne mają pobudzić proces przemian i dostosowania infrastruktury do zapisów traktatu akcesyjnego, podpisanego przez Polskę. Nie sfinansują koniecznych inwestycji.
Czy w takim razie są szanse na odbudowanie polskiej energetyki, w 90 procentach opartej na węglu?
Nie mamy innego wyjścia, my to po prostu musimy zrobić. W Programie Operacyjnym Innowacyjna Gospodarka są środki finansowe, po które może sięgać polski przemysł. Nowe technologie węglowe stwarzają perspektywy wykorzystania tego surowca przez długie dziesięciolecia. W Polsce zapomina się o energii i cieple odpadowym. Do 2015 roku w każdej miejscowości powyżej dwóch tysięcy mieszkańców musimy mieć oczyszczalnię ścieków i kanalizację. Obecnie ogromne ilością ciepłej wody zrzucamy do rzek, a tę energię można wykorzystać z korzyścią dla klimatu. Ocieplenie jest wszak efektem nie tylko emisji dwutlenku węgla, ale także parowania wód. Należy efektywnie wykorzystać środki unijne i widzieć w wyzwaniach nie zagrożenia, lecz szanse rozwojowe Polski. Żeby doprowadzić do stabilizacji i równomiernego rozwoju kraju potrzebne jest współdziałanie różnych sektorów. Nasz resort chce współpracować w tym zakresie z ministerstwami branżowymi, zwłaszcza gospodarki, środowiska i finansów.