fot: AFP
Branża energetyczna od dawna postuluje zmianę prawa, by zapobiec spekulacjom na uzyskaniu wirtualnych przyłączeń do sieci
fot: AFP
– Nowe wyniki obliczeń kosztów są niepokojące. Dane Fortisu mówią o 70 euro za tonę, prognoza Deutsche Bank to nawet 100 euro za tonę – wskazuje prof. Krzysztof Żmijewski z Politechniki Warszawskiej. Z jego własnych wyliczeń wynika, że cena mogłaby dojść nawet do 118 euro. – To poziom emisji, powyżej którego nie będzie się opłacało licytować, bo przedsiębiorcy będą woleli zapłacić karę 100 euro za dodatkową tonę emisji – tłumaczy Żmijewski.
Jego zdaniem w perspektywie 2020 r. ceny jednej megawatogodziny energii wzrosną o 120 – 240 zł, w zależności od tego, czy sprawdzą się prognozy cen Komisji Europejskiej czy banków.
Polska wnioskowała o przyznanie praw do emisji 284 mln ton CO2 rocznie. Trudno ocenić, jak bardzo zawyżony był nasz wniosek, dostaliśmy tylko 208,5 mln ton.
Jeżeli jednak zapotrzebowanie polskiego przemysłu rzeczywiście wynosi 284 mln ton, do 2013 r. firmy będą musiały wydawać na brakujące uprawnienia 1 – 1,4 mld euro rocznie. Później ich koszty drastycznie skoczą – nawet do 15,4 mld euro rocznie, jeżeli się sprawdzą czarne scenariusze ekspertów. – Wtedy nasz przemysł padnie. Np. cement nie będzie konkurencyjny i kupi się go taniej w Pakistanie – mówi Żmijewski.
Czym uzasadnić tak dużą różnicę między szacunkami Brukseli i banków? Eksperci obawiają się m.in. spekulacji, bo w aukcjach na uprawnienia mogą brać udział nie tylko emitenci CO2, ale np. fundusze inwestycyjne. Część z nich, założona przez państwa, ma ogromne kwoty do wydania. Szacuje się że Rosja ma możliwości wykupienia praw do dwuletnich europejskich emisji CO2, a Zjednoczone Emiraty Arabskie – ośmioletnich.
Polski rząd sprzeciwia się planom Brukseli i chce wprowadzenia dla polskiej gospodarki okresów przejściowych, tak aby firmy nie musiały w 2013 r. kupować wszystkich praw do emisji, ale dochodziły do tego poziomu stopniowo. Nie wiadomo jednak, czy Komisja Europejska uzna naszą argumentację.
Na wprowadzenie okresów przejściowych i wyjątków dla wybranych branż naciskają również inne państwa, m.in. Niemcy.