Korski: Kto zjadł nasz węgiel? Kiedyś w każdej kopalni skończy się dostępne złoże

Dawno temu dostałem od kogoś książkę o tajemniczym tytule „Kto zjadł mój ser?”. Rzecz o ludziach i… myszach, którzy znaleźli tunele wypełnione nieprzebranymi zapasami sera. Wszystkim było dobrze, aż do momentu, kiedy okazało się, że jednak ser się kończy. W obliczu problemu i myszy, i ludzie zachowali się różnie. 

fot: Katarzyna Zaremba-Majcher

Jacek Korski

fot: Katarzyna Zaremba-Majcher

Dawno temu dostałem od kogoś książkę o tajemniczym tytule „Kto zjadł mój ser?”. Rzecz o ludziach i… myszach, którzy znaleźli tunele wypełnione nieprzebranymi zapasami sera. Wszystkim było dobrze, aż do momentu, kiedy okazało się, że jednak ser się kończy. W obliczu problemu i myszy, i ludzie zachowali się różnie. 

Książka przypomniała mi się, gdy zaczął się spektakl w Teatrze Naumionym w Ornontowicach. Choć aktorzy są amatorami, a dekoracje oszczędne, to razem oglądamy świetne widowiska, którymi szczyciłby się niejeden profesjonalny teatr. A tematyka spektaklu o pozornie relaksowym scenariuszu dotyczy Górnego Śląska, górnictwa i losów znanych w wielu górniczych rodzinach. 

Otóż najmłodszy górnik w wielopokoleniowej górniczej rodzinie wybiera się na wczasy na Teneryfę, wykupione tanio w ramach last minute. Jest dumny ze swojej pracy i uważa, że dla prawdziwego mężczyzny to jedyny godny zawód, choćby dlatego, że górnikami byli i ojciec, i dziad, i inni członkowie rodziny. Ich praca dawała godne życie i szacunek. Tuż przed wyjazdem nasz bohater dowiaduje się, że kopalnia, w której fedruje, ma zostać zamknięta. Wzbudza to jego sprzeciw i zapowiedź walki o utrzymanie jego gruby. Jednak kolega górnik, z którym wybierają się na swoją wyprawę, podchodzi do sprawy spokojnie – to znaczy, że trzeba będzie znaleźć nową pracę. 

Rozmowy z członkami rodziny i narzeczoną pokazują jednak różne aspekty górniczej pracy. Pokazują także, że nawet najbliżsi potrafili poradzić sobie w życiu, nie pracując, wbrew rodzinnej tradycji, nigdy w kopalni. Potem tłumaczą, dlaczego, wbrew innym marzeniom, jednak podjęli pracę w kopalni. A na koniec mówią kobiety – o lęku o swoich mężczyzn. Ojciec głównego bohatera zginął w kopalni... 

Mój odbiór tego świetnego przedstawienia wynika z faktu, że w górnictwie pracuję od ponad pół wieku, a w kopalniach łącznie ponad 28 lat. Moja praca przypadła także na czas wielkich przemian w Polsce i w górnictwie węglowym. Znalazłem więc w tym spektaklu reminiscencje tego wszystkiego, co przeżyłem i o czym rozmawialiśmy w rodzinie czy z kolegami. 

A wracając do wspomnianej wyżej książki, mam świadomość, że kiedyś w każdej kopalni skończy się dostępne złoże. Kiedyś było łatwiej, bo budowano nowe kopalnie, ale przysłowiowa „miłość do haka” w swojej pierwszej kopalnianej łaźni jakoś w nas zostaje. Możecie się śmiać, ale do dziś pamiętam wielu ludzi i zapachy łaźni nr 2 w kopalni Makoszowy, choć minęło ponad pół wieku. Po latach spotykałem też emerytowanych górników, którzy korzystali z tej łaźni. Kiedyś w wielu górniczych domach nie było łazienek i emeryci korzystali z przywileju kąpieli w sobotnie przedpołudnie po wyjeździe nocnej zmiany. Czasem wyjeżdżało się później i wtedy znajomi emeryci urządzali takiemu spóźnionemu regularne przesłuchania, bo tak bardzo żyli swoją kopalnią. Choć chcieliśmy umyć się i wrócić do domu, to trudno było odmówić starszym kolegom.

Ktoś po moim poprzednim felietonie wytknął mi, że sterowanie elektrohydrauliczne obudową zmechanizowaną w ścianie, o której pisałem, to tylko fragment większej całości, bo w istocie ma to być ściana zdalnie sterowana i co najmniej częściowo zautomatyzowana. Skoro wspomniałem o tym, że sterowanie elektrohydrauliczne pierwszy raz zastosowano w polskim górnictwie węglowym ponad 60 lat temu, to warto przypomnieć, że wtedy uruchomiono dwa typy ścian automatycznych (według ówczesnych kryteriów). 

W dwóch sąsiednich kopalniach (Zabrze i Bielszowice) uruchomiono ściany automatyczne typów ASI (Automatyczna Ściana Izotopowa) i BESTA (BEz STAłej obsługi). Pierwsza była sterowana komputerem centralnym, a w drugiej przesuwanie sekcji obudowy zmechanizowanej w ślad za urabiającym kombajnem było wyzwalane lokalnie w każdej sekcji. Wtedy jako czujniki położenia kombajnu stosowano czujniki izotopowe, co dziś byłoby niemożliwe. Technologicznie ściany miały szereg rozwiązań technicznych i technologicznych, które odeszły do przeszłości. Ściana ASI-2 pracowała w Zautomatyzowanej Doświadczalnej Kopalni Jan (wydzielonej części kopalni Wieczorek), której postaram się poświęcić jeden z kolejnych tekstów.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Dlaczego likwidacja kopalń tyle kosztuje? I co się wydarzyło w kopalni Śląsk?

O czym pisaliśmy 30 lat temu? Przede wszystkim o akcji ratunkowej w kopalni Śląsk i kosztach likwidacji zakładów górniczych. Ale w 32 numerze „Trybuny Górniczej” z 14 sierpnia 1996 r. znalazło się i wiele innych interesujących tematów.

W tej górniczej spółce poniedziałek 17 sierpnia będzie dniem wolnym od pracy

W Spółce Restrukturyzacji Kopalń najbliższy poniedziałek będzie dniem wolnym od pracy.

Górnicy z tej kopalni zepchnięci na margines i rozczarowani. „Czy uda się dotrwać do emerytury?”

LW Bogdanka ma coraz więcej trudności z konkurowaniem z dotowanym śląskim węglem

JSW przegrała walkę o zwrot składki solidarnościowej. Chodzi o 1,6 mld zł

Minister energii wydał decyzję o odmowie zwrotu nadpłaty z tytułu składki solidarnościowej dla Jastrzębskiej Spółki Węglowej. Stwierdził, że wniosek jest niezasadny – podała JSW w komunikacie w piątek, 14 sierpnia 2026 r. Zarząd spółki zamierza skorzystać z przysługującego prawa do wniesienia środków ochrony prawnej.