Kto naprawdę zmechanizował kopalnie? Jak polityka napisała na nowo historię śląskiego górnictwa

Nic dzisiaj o bieżącej polityce nie napiszę, bo wzajemne dogryzania mnie zmęczyły i nie posuwają naszych polskich spraw. Gdzieś tam jednak pojawiają się dwa terminy: historia i polityka historyczna. Intuicyjnie to pierwsze słowo znamy, jak się wydaje, dobrze i rozumiemy chyba tak samo. 

fot: Katarzyna Zaremba-Majcher

Jacek Korski

fot: Katarzyna Zaremba-Majcher

Nic dzisiaj o bieżącej polityce nie napiszę, bo wzajemne dogryzania mnie zmęczyły i nie posuwają naszych polskich spraw. Gdzieś tam jednak pojawiają się dwa terminy: historia i polityka historyczna. Intuicyjnie to pierwsze słowo znamy, jak się wydaje, dobrze i rozumiemy chyba tak samo. 

Według Wikipedii historia, kiedyś nazywana dziejoznawstwem, to nauka humanistyczna i społeczna, która zajmuje się badaniem przeszłości, a w znaczeniu ścisłym – badaniem działań i wytworów ludzkich, aż do najstarszych poświadczonych pismem świadectw. Pamiętajmy jednak, że te nasze dzieje są różnie przedstawiane pomimo korzystania z tych samych źródeł. Bo badanie to jedno, a to, co chcemy uzyskać mówiąc o przeszłości, to już polityka historyczna, czyli kształtowanie świadomości historycznej. Mówimy o tym, zwłaszcza w Polsce, dużo w ostatnich czasach. Jednak jak długo istnieje pismo, mamy do czynienia z polityką historyczną. Zabawnie pokazywano to na filmach z Asteriksem, gdzie Cezar dyktował kronikarzowi „prawdziwą” wersję historii. 

Jestem pasjonatem historii górnictwa i techniki górniczej i zbieram książki oraz publikacje z tej dziedziny od lat. Czytam w kilku językach i zauważyłem, że pierwszeństwo zastosowania nowych rozwiązań w zależności od języka tekstu przypisuje się swojemu górnictwu, a przemilcza się rolę innych. Po II wojnie światowej Górnośląskie Zagłębie Węglowe znalazło się w większości w granicach Polski, która była w orbicie wpływów Związku Radzieckiego. Przekładało się to w górnictwie węglowym na akcentowanie osiągnięć radzieckiej techniki górniczej, przemilczanie rozwiązań zza żelaznej kurtyny i znienawidzonych Niemiec. Tyle że polskie zagłębia węglowe (bo działało jeszcze Dolnośląskie Zagłębie Węglowe) przez wiele lat znajdowały się w granicach Niemiec. 

Z racji trudnych, zróżnicowanych warunków górniczo-geologicznych to tu pojawiały się innowacyjne rozwiązania techniczne i technologiczne. Wystarczy wspomnieć o śląskim systemie filarowym, który był stosowany w górnośląskich kopalniach. A skomplikowaną śląską historię obrazuje historia profesora Romana Riegera i jego wynalazku, czyli przenośnika potrząsalnego zwanego rynnami potrząsalnymi. 

Opatentowany w 1907 roku przenośnik został zastosowany w kopalni Ludwik w austriackich wtedy Witkowicach. Grzebiąc w starych źródłach, znalazłem informację, że prototyp został wyprodukowany w fabryce Stephan, Froelich w Szarleju, dziś dzielnicy Piekar, a testowany był w kopalni Hohenzollern (późniejsze Szombierki). Po podziale Górnego Śląska w jego polskiej części właściciele fabryki w Szarleju założyli w 1922 roku spółkę Stephan, Froelich und Kluepfel AG i zbudowali fabrykę maszyn w podkatowickich wtedy Piotrowicach. Tak, to dzisiejszy Famur! Powód zbudowania nowej fabryki był jak najbardziej racjonalny – podział Górnego Śląska sprawił, że w Polsce znalazła się większość kopalń, czyli rynek na maszyny. Granica oznaczała kłopotliwe procedury i cła, więc uruchomienie nowej fabryki miało sens. 

Czytając zupełnie świeżą książkę o historii mechanizacji ścian węglowych, zauważyłem wzmiankę o niemieckim kombajnie węglowym, którego nazwa po polsku brzmi Żelazny Górnik, czyli Eiserner Bergmann, który był skonstruowany tuż przed wojną, urabiał węgiel i ładował go na rynny potrząsalne pomysłu profesora Riegera. Pierwszy pracował w Zagłębiu Ruhry, ale już rok później jego udoskonalona wersja pracowała podobno w zamkniętej niedawno kopalni Bobrek. 

Dziś jesteśmy przyzwyczajeni, że kombajn ścianowy porusza się po trasie ścianowego przenośnika zgrzebłowego. Wygląda na to, że Żelazny Górnik na Bobrku był pierwszym kombajnem, który współpracował z przenośnikiem zgrzebłowym. O samym jednak kombajnie wiemy tylko, że miał dwa wrębniki (żerdziowy i łańcuchowy) i współpracując z rynnami potrząsalnymi, ładował urobek ładowarką zgrzebłową. Napędzany był sprężonym powietrzem. Angielskie źródła przyznają pierwszeństwo kombajnowi Meco Moore, który opracowany podobno przed wojną, zastosowany został już po jej zakończeniu. Znalazłem informację, że pracowały one w kopalniach Brzeszcze i Dymitrow. 

Dla mnie ciekawa jest pomysłowość ludzi, a mniej, pod jakim sztandarem.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Rozmowa netTG.pl - odcinek 66 - Zbigniew Gach | prezes Haldex. Jak wygląda dziś działalność spółki?

Zbigniew Gach, prezes Haldex, był gościem studia nettg.pl na Future Mining Expo. W rozmowie m.in. o przetwarzaniu odpadów towarzyszących produkcji węgla, rekultywacji hałd i terenów poprzemysłowych oraz o tym, jak firma zaplecza górniczego szuka dla siebie miejsca poza samym górnictwem.

Spotkanie o bezpieczeństwie i profilaktyce w kopalni LW Bogdanka

17 września w siedzibie zakładu górniczego Lubelski Węgiel Bogdanka odbyło się spotkanie dyrektora Okręgowego Urzędu Górniczego w Lublinie z kierownictwem kopalni, kierownikami działów górniczych oraz pracownikami służb BHP podmiotów wykonujących w zakresie swojej działalności zawodowej powierzone im czynności w ruchu zakładu górniczego.

Rozmowa o fedrowaniu pod Rudą Śląską i likwidacji kopalni Bielszowice

W siedzibie Urzędu Miasta Ruda Śląska odbyło się 40. posiedzenie zespołu porozumiewawczego ds. okresowej oceny eksploatacji górniczej pod terenami miasta. Rozmawiano tez o likwidacji kopalni Bielszowice.

WUG o nowych zasadach monitorowania emisji metanu

W Krynicy-Zdroju odbyła się 14. Międzynarodowa Konferencja Naukowo-Techniczna GEOPETROL 2026. Jednym z tematów spotkania były nowe kompetencje prezesa Wyższego Urzędu Górniczego związane z monitorowaniem emisji metanu w sektorze energetycznym.