Kopalnie wciąż na cenzurowanym
Polityka energetyczna jest obecnie najważniejszym tematem dyskusji w Unii Europejskiej. Nie posiadamy zbyt dużo gazu, praktycznie w ogóle ropy, mamy za to sporo węgla, m.in. w Polsce.
Tymczasem wmawia się nam, że rządy nie mogą partycypować we wspieraniu zakładów, bo to jest pomoc publiczna, która nie może dotyczyć przemysłu, ponieważ wypacza to ideę konkurencyjności. Lecz wszyscy jakoś swojej gospodarce pomagają. Francuzi budują elektrownie atomowe i nie zastanawiają się, gdzie jest rozdział pomiędzy badaniami subsydiowanymi przez państwo a praktyczną produkcją. Niemcy doszli do porozumienia z Rosjanami w sprawie wieloletnich dostaw gazu, prawdopodobnie po dużo niższych cenach. Tańsza energia okazuje się w tych dwóch przypadkach obejściem zakazu pomocy publicznej.
Unia jednak nie odpuści. Przede wszystkim dlatego, że po prezydencji niemieckiej i po stwierdzeniu pani kanclerz Merkel, że najistotniejszą sprawą jest walka ze zmianami klimatycznymi, o niczym innym się w tym zakresie nie mówi, jak tylko o emisji dwutlenku węgla. Prowadzona jest kampania przeciwko spalaniu węgla dla celów energetyki, gdyż gaz daje dwa razy mniejsze zanieczyszczenie atmosfery. Dlatego kopalnie są wciąż jeszcze na cenzurowanym.
Mówi się o tym, że musimy zrobić wszystko, żeby temperatura na Ziemi nie wzrosła o 2 stopnie do 2050 r. To prawda, że dwutlenek węgla jest najgorszym gazem cieplarnianym, ale bez niego nie byłoby życia na Ziemi. Tak naprawdę głównym powodem efektu jest para wodna.
Od 1990 r. do dzisiaj ograniczyliśmy emisję dwutlenku o 32 proc., podczas, gdy niektóre kraje, nawet wysoko rozwinięte przemysłowo, ograniczyły ją o niecały jeden procent. Teraz nakazuje się nam ograniczać o kolejne 27 proc., umożliwiając tamtym zwiększenie emisji. Nie wiem, czym się to tłumaczy, ale mogę przypuszczać, że inne państwa lepiej udokumentowały potrzebę rozwoju przemysłu niż Polska.
W każdym razie ograniczanie naszych praw do emisji z ponad 280 mln ton rocznie o ponad 80 mln ton bardzo poważnie zaważy na rozwoju naszej gospodarki, tym samym na poziomie życia każdego z nas. I jeśli obecny rząd nie wywalczy praw do większej emisji, to nie będziemy mieć nawet możliwości, żeby dostosowywać naszą energetykę do technologii w okresie przejściowym. Zabraknie nam po prostu środków.