fot: Jarosław Galusek
Ostrzegawcze tablice nie zwalniają z postępowania zgodnego z zasadami sztuki górniczej
fot: Jarosław Galusek
Oto do końca sierpnia w górnictwie węgla kamiennego doszło do 1638 wypadków przy pracy, czyli o 41 mniej, niż w analogicznym okresie 2007 r. W tym roku w tej gałęzi przemysłu już zginęło 26 pracowników, w tym 20 w kopalniach węgla kamiennego. Wypadkom ciężkim uległo 16 pracowników, czyli o 5 więcej, niż w analogicznym okresie 2007 r. Do największej liczby tragedii – 10 wypadków śmiertelnych, wobec 2 w tym samym czasie rok temu – doszło w kopalniach Jastrzębskiej Spółki Węglowej. Prezes WUG podkreślił, że jednocześnie nastąpił wyraźny spadek wypadkowości w firmach świadczących usługi na rzecz kopalń.
Zbyt dużo błędów
W aż 63 proc. zaistniałych w tym roku wypadków przyczyny można przypisać tzw. czynnikowi ludzkiemu. W pozostałej części – występującym pod ziemią zagrożeniom naturalnym.
Piotr Buchwald akcentował, że ocena aktualnego stanu bezpieczeństwa w branży wymaga wielopłaszczyznowego spojrzenia na statystyki wypadkowości.
– Porównawcze analizy wskaźników upoważniają do stwierdzenia, że polskie górnictwo pod względem bezpieczeństwa plasuje się na trzecim miejscu w świecie po – zupełnie odmiennym pod względem warunków geologiczno-górniczych – amerykańskim i gasnącym niemieckim – informował.
Dodał, że w krajowych statystykach górnictwo lokuje się w tej gradacji na szóstym miejscu, m.in. po budownictwie, transporcie i rolnictwie.
Jednak – zdaniem Buchwalda – te zestawienia nie mogą być powodem do samozadowolenia.
W kontekście serii nieszczęść, jakie w tym roku zdarzyły się w sektorze, zwracał uwagę na kilka szczególnie niepokojących zjawisk. Po pierwsze, na obniżenie dyscypliny pracy, tolerowanie niebezpiecznych zachowań oraz brak skutecznego nadzoru ze strony średniego i wyższego dozoru. Przywołał dwa szczególnie drastyczne przypadki ignorowania rygorów bezpieczeństwa, w następstwie których zginęli pracownicy: z Bogdanki i Przedsiębiorstwa Poszukiwań Nafty i Gazu.
– Górnik w Bogdance, wychodzący z komory, gdzie odbywał się felezunek, wpada prosto pod rozpędzony pociąg. Ginie na miejscu. Późniejsza autopsja wykazała 2,5 promila alkoholu w jego krwi. Jak to możliwe – szczególnie w atmosferze kopalnianej, gdzie bardzo łatwo wyczuć każdą woń – że przełożony nie wyłapał, iż pracownik jest po prostu nietrzeźwy? Wśród powodów jego śmierci była więc również fałszywa solidarność – komentował Buchwald.
Także pracownik PPNiG, który zginął, spadając z platformy wiertniczej z wysokości 18 m, miał we krwi 2,1 prom. alkoholu. Miał 25-letnie doświadczenie, był tuż przed emeryturą. Na konstrukcję platformy wspinał się codziennie. Buchwald zastrzegał się jednak, że mimo wszystko trzeba te sytuacje traktować jako incydentalne.
Praca na skróty
Drugim zjawiskiem, na jakie zwracał uwagę prezes WUG, jest tzw. praca na skróty i „kompletny brak szacowania ryzyka”.
– Nie wystarcza – zawieszony na ogół w dyrektorskim gabinecie – ozdobny certyfikat, potwierdzający stosowanie systemu zarządzania bezpieczeństwem. Taki system jest martwy, jeśli nie ma ludzi zaangażowanych w bezpieczeństwo i szacowanie ryzyka – mówił Buchwald.
Kolejnym takim zjawiskiem, jakie – w ocenie prezesa WUG – może nieść zagrożenie dla bezpieczeństwa pracy w górnictwie, jest skala wymiany pokoleniowej, zachodzącej w kopalniach. Tylko w tym roku ze spółek węglowych odejdzie na emerytury 8770 osób, w tym 5 tys. specjalistów o najwyższych kwalifikacjach i zawodowym doświadczeniu. W ich miejsce przedsiębiorcy górniczy gotowi są zaangażować 9200 pracowników.
– Obawiam się, że nie każdy z nowo przyjętych będzie miał predyspozycje do pracy w górnictwie. Stąd nasze zalecenie, by przed zawarciem umów o pracę byli oni poddawani kompleksowym badaniom psychotechnicznym i psychologicznym – mówił Buchwald.
Polskie górnictwo domaga się także poważnych inwestycji – tę powszechnie znaną prawdę Buchwald przypomniał na poniedziałkowej konferencji w kontekście bezpieczeństwa. Poinformował, że aż 55 proc. wydobycia węgla pochodzi z oddziałów podpoziomowych. Tak prowadzoną eksploatację nazwał „odwrotnością normalności”. Aby nie pogłębiać owej nienormalności, konieczne są – jego zdaniem – zwłaszcza inwestycje w głębienie szybów i nowe rozcięcia złóż.
Niedostateczna profilaktyka
Odrębnym wątkiem poniedziałkowej konferencji była informacja wiceprezesa Wyższego Urzędu Górniczego, Piotra Litwy, który przewodniczył pracom komisji, badającej okoliczności i przyczyny wypadku, który zdarzył się 13 stycznia 2008 r. w, należącej do Katowickiego Holdingu Węglowego, kopalni Mysłowice-Wesoła
.
Przypomnijmy: do dramatu doszło w niedzielę, kwadrans po dziewiątej rano w rejonie przecinki badawczej ściany 558 w pokładzie 510 na poziomie 665 m. Zginął wówczas 27-letni młodszy górnik i 49-letni starszy inspektor, zaś lekkich obrażeń doznał 47-letni sztygar zmianowy.
Prace komisji trwały 8 miesięcy. Po serii ekspertyz i wizji w rejonie wypadku zespół Litwy stwierdził, że nastąpiło w nim zapalenie i wybuch metanu, a następnie – pyłu węglowego. Przyczyną zapalenia i wybuchu metanu, nagromadzonego w otamowanym odcinku chodnika IX wschodniego i przecince ściany 558 był rozwijający się pożar węgla. Płomień palącego się metanu zainicjował następnie wybuch pyłu węglowego.
Kierowana przez Piotra Litwę komisja obszernie opisała przyczyny tragedii oraz płynące z niej wnioski. W ocenie ekspertów, w Mysłowicach-Wesołej nie była stosowana właściwa profilaktyka w zakresie zwalczania zagrożenia wybuchem pyłu węglowego oraz szwankowało jego monitorowanie. Górników zabił silny podmuch ognia, wysoka temperatura oraz niezdatna do oddychania atmosfera.
Piotr Litwa poinformował, że naruszenia przepisów dopuściło się 11 osób dozoru ruchu kopalni, w tym dyrektor i naczelny inżynier. Skalę ich odpowiedzialności ma zważyć sąd.