KopalniaSieniawa\": Jedyna taka w kraju
fot: Krystian Krawczyk
- Mamy dowody na to, że technologia produkcji ciepła przy wykorzystaniu węgla brunatnego może koegzystować ze środowiskiem naturalnym, o ile stosuje się nowoczesne technologie - mówi Andrzej Bik
fot: Krystian Krawczyk
Rozmowa z Andrzejem Bikiem, prezesem zarządu, dyrektorem naczelnym Kopalni Węgla Brunatnego „Sieniawa”.
Kopalnia „Sieniawa” jest co najmniej z trzech powodów szczególna. Jest najmniejszym zakładem wydobywczym węgla brunatnego w kraju. Swego czasu w Polsce jedynie tu kopano go metodą głębinową. A po trzecie – jest w „brunatnym” sektorze jedyną kopalnią prywatną i to już prawie od 9 lat. Warto było angażować się w to przedsięwzięcie?
- Im dłużej pracuję z ludźmi z „Sieniawy”, tym bardziej jestem przekonany, że była to dobra decyzja. Chociaż przed dziewięciu laty nie byłem entuzjastą angażowania się w kopalnię. Sporo zadań mieliśmy wtedy w firmie Fasing, którą przejęliśmy w 2000 roku, kupując strategiczny pakiet akcji od Narodowych Funduszy Inwestycyjnych. Brat Zdzisław szefował, i nadal szefuje, w Fasingu, a ja kierowałem wówczas spółką KARBON2, która stała się właścicielem tego pakietu. Jako że działaliśmy w otoczeniu górnictwa i współpracowaliśmy z energetyką, dotarli do nas ludzie z informacją o możliwości reaktywowania kopalni węgla brunatnego. „Sieniawa”, bo o nią chodziło, była likwidowana od 1997 roku. W procesie tym uczestniczyli m.in. ludzie myślący z troską o regionie, chcący dać szansę zakładowi i środowisku z nim związanym. Myślę tu o prof. Marianie Miłku, wówczas wiceministrze Skarbu Państwa, i dr. Stanisławie Iwanie, obecnym senatorze a wówczas wojewodzie. Wtedy brat okazał się większym entuzjastą tego projektu i przekonał mnie do niego.
Co przechyliło szalę decyzji na „tak”?
- Najważniejszym bodźcem byli ludzie, których spotkaliśmy w „Sieniawie”. Zaimponowała nam determinacja pracowników, którzy chcieli ratować firmę. Byli mocno zaangażowani, szczególnie było to widoczne w pierwszych latach, kiedy było bardzo ciężko. Nie było zbytu węgla, wydobycia, park maszynowy był stary i wysłużony. Mając ich wsparcie, łatwiej było jednak realizować trudne zadania. Oczywiście, podjęcie decyzji było poprzedzone analizą finansową, która wskazała, że istnieje perspektywa zwrotu kapitału włożonego w to przedsięwzięcie. Obecnie świętujemy sukcesy. Cała załoga na to ciężko pracowała.
Co było najważniejszym zadaniem, z którym przyszło się zmierzyć, po przejęciu kopalni?
- Po to, aby realizować skutecznie strategię rozwoju „Sieniawy”, trzeba było szukać rynków zbytu węgla. W czasie, gdy trwał proces likwidacji kopalni, gros ówczesnych odbiorców zdecydowało się na wymianę kotłów węglowych na olejowe lub gazowe, korzystając z dotacji. Pozostał jeden niewielki odbiorca węgla. Aby firmę utrzymać, trzeba było więc pozyskać nowych kontrahentów, zapewnić duży zbyt węgla. Bardzo istotnym elementem było też odnowienie parku maszynowego na bardziej wydajny i mniej awaryjny. Dziś dużą grupę stanowią odbiorcy indywidualni, którzy kupili od nas kotły i stosują nasze paliwo z dobrymi efektami ekonomicznymi i ekologicznymi. Są z obszaru położonego od Sieniawy w promieniu ponad stu kilometrów. Inną grupę stanowią odbiorcy przemysłowi i komunalni, którzy potrzebują dużo taniego ciepła. Jednak największe ilości węgla odbiera energetyka zawodowa.
Nie tylko produkujecie i rozprowadzacie węgiel, ale także sprzedajecie urządzenia do jego spalania.
- Weszliśmy w technologię ogrzewania w małych kotłowniach do 3 megawatów. Nawiązaliśmy współpracę z producentami bardzo dobrych kotłów automatycznych z Węgier i z Czech. Wprowadzamy na nasz rynek te produkty a paliwo do nich dostarczamy z naszej kopalni. Byliśmy pionierem w tym zakresie i to z sukcesem. W 2008 roku otrzymaliśmy nagrodę „Zielony Laur” za efekty ekologiczne i ekonomiczne, które osiągnęliśmy w zmodernizowanej przez nas kotłowni osiedlowej w Żarach.
Upowszechniany jest pogląd – nie tylko przez ekologów – że węgiel to brudne paliwo. Nie boi się Pan skutków takich opinii dla firmy?
- Stosując odpowiednią technologię spalania węgla brunatnego, uzyskujemy bardzo dobre parametry. Spełniają one surowe normy emisji gazów do środowiska. Trudno więc zgodzić się z nazywaniem węgla brudnym paliwem. Na przykład kotły, które rozprowadzamy, uzyskały w Instytucie Chemicznej Przeróbki Węgla w Zabrzu „świadectwa na znak bezpieczeństwa ekologicznego”. To znaczy, że spełniają te same surowe normy, które są dla źródeł dużej mocy. Mamy dowody na to, że technologia produkcji ciepła przy wykorzystaniu węgla brunatnego może koegzystować ze środowiskiem naturalnym, o ile stosuje się nowoczesne technologie. Trudno zgodzić się z opiniami, nawołującymi do likwidacji górnictwa w Polsce. Jest podstawą naszego bezpieczeństwa energetycznego. Źle się stanie, gdy polskich źródeł energii – węgla kamiennego i brunatnego – nie będziemy wykorzystywać.