Jastrzębska Spółka Węglowa S.A.

27.42 PLN (-0.29%)

KGHM Polska Miedź S.A.

341.65 PLN (+5.92%)

ORLEN S.A.

124.02 PLN (-4.23%)

PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.

10.55 PLN (-1.45%)

TAURON Polska Energia S.A.

10.05 PLN (-1.90%)

Enea S.A.

23.60 PLN (-3.67%)

Lubelski Węgiel Bogdanka S.A.

24.50 PLN (-9.26%)

Złoto

4 879.60 USD (+1.41%)

Srebro

81.84 USD (+4.04%)

Ropa naftowa

90.38 USD (-8.20%)

Gaz ziemny

2.67 USD (+0.26%)

Miedź

6.11 USD (+1.28%)

Węgiel kamienny

102.90 USD (-2.00%)

Jastrzębska Spółka Węglowa S.A.

27.42 PLN (-0.29%)

KGHM Polska Miedź S.A.

341.65 PLN (+5.92%)

ORLEN S.A.

124.02 PLN (-4.23%)

PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.

10.55 PLN (-1.45%)

TAURON Polska Energia S.A.

10.05 PLN (-1.90%)

Enea S.A.

23.60 PLN (-3.67%)

Lubelski Węgiel Bogdanka S.A.

24.50 PLN (-9.26%)

Złoto

4 879.60 USD (+1.41%)

Srebro

81.84 USD (+4.04%)

Ropa naftowa

90.38 USD (-8.20%)

Gaz ziemny

2.67 USD (+0.26%)

Miedź

6.11 USD (+1.28%)

Węgiel kamienny

102.90 USD (-2.00%)

Kopalnia w sercu, pamięci i na negatywach

fot: Katarzyna Zaremba-Majcher

Jan Bebłot dokumentuje fotograficznie wszystko, co związane było z kopalnią oraz z sosnowiecką dzielnicą Kazimierz Górniczy

fot: Katarzyna Zaremba-Majcher

10 lat temu, 29 maja 2015 r., z kopalni Kazimierz-Juliusz w Sosnowcu wyjechał wózek z ostatnią toną węgla. To była też ostatnia działająca kopalnia w Zagłębiu Dąbrowskim. To wydarzenie zostało dobrze udokumentowane, m.in. dzięki pracy sosnowieckiego fotografa Jana Bebłota.

Symboliczny wózek wyjechał na powierzchnię z szybu Kazimierz I o godz. 11.41. Witano go uroczyście – na czele z przedstawicielami zarządu zakładu, miejskimi urzędnikami, biskupem, a przede wszystkim byłymi pracownikami kopalni.

- Pamiętam ten moment doskonale, tak jak ostatnią Barbórkę na hali zbornej w 2014 roku. Zjechałem 29 maja 2015 roku na dół, żeby zrobić zdjęcie wagonikowi, było tam też wówczas wielu dziennikarzy - opowiada Jan Bebłot, który od lat 70. dokumentuje fotograficznie wszystko, co związane było z kopalnią oraz z sosnowiecką dzielnicą Kazimierz Górniczy. - Jeszcze przed tym wydarzeniem kilka razy z inżynierami zjeżdżałem na dół, widziałem, jak są demontowane i transportowane na górę zabytkowe orły. Wrażenie zrobił na mnie jeden z górników, który niósł rzeźbę św. Barbary, potem wsiadł do klatki, żeby wywieźć ją na powierzchnię - wspomina.

Jan Bebłot, z wykształcenia fotograf, po słynnym Technikum w Katowicach-Piotrowicach, gdzie kształceni są fotografowie, też był zatrudniony na kopalni. Przez kilkadziesiąt lat zrobił setki zdjęć – od Barbórek po kopalniane wypadki, pracę górników, koncerty orkiestry górniczej, wizyty delegacji z pierwszych stron gazet, górnicze osiedla, komarki pod kopalnią, na których do pracy dojeżdżali górnicy. Dokumentował wszystko, zachował negatywy, a swoje zbiory powoli digitalizuje. Nic dziwnego, że jak tylko w Sosnowu organizowane są wystawy dotyczące historii miasta, do drzwi fotografa zawsze pukają kuratorzy.

- Jestem czwartym pokoleniem, które pracowało na tej kopalni. Zatrudniony tu był mój ojciec, któremu nawet robiłem zdjęcia na dole. Przed wojną pracował tu dziadek, pradziadkowie. Jeden z nich stracił nogę na kopalni. Babcia z kolei pracowała na sortowni - opowiada Jan Bebłot. - Ja skończyłem wydział fototechniczny w piotrowickim Technikum i dostałem pracę w Mostostalu, zajmowałem się radiografią. Dobrze mi się tam pracowało. Był początek lat 70., gdy zadzwoniono do mnie, żebym przyszedł na kopalnię Kazimierz-Juliusz, bo powstaje tu izba tradycji i trzeba pomóc. Nie chciano mnie puścić z tego Mostostalu, ale w końcu dostałem przeniesienie. Na kopalnię trafiłem w 1972 roku, pracowałem w dziale technicznym, przygotowywaliśmy gazetę zakładową, która miała tytuł „Wspólnymi siłami”, pracowaliśmy przy izbie tradycji. To były czasy, gdy na kopalniach zatrudnieni byli także sportowcy - przypomina.

I Grudzień, i biskup Głódź…
Na zdjęciach Jana Bebłota przewijają się znane twarze ze świata polityki, kultury, Kościoła, którzy przyjeżdżali do Kazimierza Górniczego na kopalnię. Oto premier Józef Oleksy wychodzący z baru „Górnik”, oto Anna Walentynowicz na wiecu w hali zbornej, jest biskup Sławoj Leszek Głódź w górniczym wagoniku kilkaset metrów pod ziemią. Jest i towarzysz Grudzień w wielu wydaniach, bo i często bywał na kopalni. - Jak przyjeżdżał, to wszyscy stali na baczność - wspomina fotograf. - Oficjalne delegacje od razu po zwiedzaniu miały wywoływane zdjęcia. Zanim wyjechali na powierzchnię, umyli się, ja je już obrabiałem w zakładzie. Z Grudniem też tak było, tylko że z nim jechaliśmy w jedno miejsce kolejką ze 20 minut. Ja zrobiłem zdjęcia i chciałem szybko wyjechać na powierzchnię, żeby je wywołać. „Zakosiłem” więc kolejkę, pojechałem pod szyb, wyjechałem na górę i zająłem się zdjęciami. Potem mi mówiono, że zrobiła się straszna afera, bo Grudzień musiał czekać długo na kolejkę - wspomina.

Rzadko się zdarza, by zachowało się tak bogate archiwum po działalności kopalni. Jan Bebłot prowadzi jeszcze zakład fotograficzny, gdzie znajdziemy nie tylko archiwalne zdjęcia, ale i mnóstwo przedmiotów związanych z górnictwem – od lampek górniczych po mundur i bryłę węgla z ostatniego wagonika.

- Czasami odwiedzają mnie emerytowani górnicy. Jeden z nich cieszył się na widok zdjęcia maszyny parowej, bo na niej pracował. Podarowałem mu jej fotografię. Szkoda, że ta maszyna się nie zachowała, była zabytkowa, z 1902 roku. W ogóle jest żal wszystkiego, co zostało na dole i już nigdy nie zostanie wyciągnięte, bo szyby zostały zasypane. Te kopalniane warsztaty, lokomotywy górnicze, wagoniki… Dzisiaj mogłyby pięknie ozdabiać miasto. Na powierzchnię wyjechały miedziowe trakcje - uważa. W swoich zbiorach ma ujęcie, jak woda podchodzi do szybu...

W przypadku Jana Bebłota rodzinna historia pisze ciąg dalszy. - Mój syn Michał pracuje pod ziemią na Budryku, a mieszkał w Anglii, pięć lat pracował w British Museum. Jest elektrotechnikiem i zdecydował, że wraca do Polski. No i wybrał kopalnię - uśmiecha się Jan Bebłot.

Fotograf dodaje, że chyba urodził się po to, aby to wszystko udokumentować. - Spotykałem się nieraz z uwagami na temat mojego zatrudnienia w kopalni. Odpowiadałem wtedy, że to, co robię, przetrwa dłużej niż niestety kopalnia - kończy Jan Bebłot.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Branża czeka na finansowy zastrzyk, w przeciwnym wypadku nie przetrwa tego roku

Miłosz Motyka, minister energii, na 20 kwietnia zaprosił szefów branżowych związków zawodowych na spotkanie w sprawie finansowania sektora górnictwa kamiennego w 2026 r. Odbędzie się w Katowicach, a nie jak pierwotnie planowano w warszawskiej siedzibie resortu. „W spotkaniu uczestniczył będzie Pan Wojciech Balczun, minister aktywów państwowych” – pisze minister Motyka. Wcześniej związki zawodowe działające w Polskiej Grupie Górniczej ogłosiły pogotowie strajkowe. Strona społeczna jest zdesperowana. Czy resorty energii i aktywów państwowych też?

Gdyby nie kopalnie, gdyby nie węgiel, nie byłoby tego wszystkiego, co dzisiaj mamy na Górnym Śląsku

Przez minione dwa lata członkowie Towarzystwa Miłośników Orzegowa brali udział w zajęciach warsztatowych w ramach projektu „Laboratoria czwartej przyrody”. Pod okiem naukowców z Uniwersytetu Śląskiego rozpoznawali lokalne dziedzictwa antropocenu i prowadzili działania proekologiczne, czego zwieńczeniem jest wystawa „Laboratoria czwartej przyrody w sztuce Rudy Śląskiej”. Finał projektu znalazł swoje miejsce 14 marca w Muzeum Miejskim im. Maksymiliana Chroboka w Rudzie Śląskiej.

Wzrost cen gazu może wzmocnić rolę węgla

Wzrost cen gazu ziemnego związany z konfliktem na Bliskim Wschodzie może przyczynić się do dalszego utrzymania ważnej roli węgla w miksie energetycznym części państw azjatyckich - wynika z analizy Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Brawa dla załogi kopalni Budryk! Co zrobili po tym, gdy zawalił się ogromny zbiornik na węgiel?

To było bardzo niebezpieczne zdarzenie zarówno dla zdrowia i życia ludzi, jak i dla dalszego funkcjonowania kopalni. Z 27 na 28 listopada ubiegłego roku w ornontowickiej kopalni Budryk zawalił się ogromny zbiornik na węgiel. Zniszczeniu uległy także transportujące węgiel taśmociągi. Na szczęście nikomu nic się nie stało. Dzięki ogromnemu zaangażowaniu załogi w miesiąc uruchomiono ponownie wydobycie, a w ciągu zaledwie dwóch miesięcy udało się odtworzyć zdolności produkcyjne Budryka, dzięki czemu kopalnia rozpoczęła produkcję i co ważne, uniknęła przede wszystkim wzrostu zagrożenia pożarowego.