Komisja PE zapyta polski rząd o plan budowy kopalni na Dolnym Śląsku
fot: Jarosław Galusek
Po wstrząsie w kopalni „Bełchatów” pod koniec stycznia po odszkodowania zgłosiło się już 2 tysiące mieszkańców okolicznych wiosek i miejscowości
fot: Jarosław Galusek
Komisja petycji Parlamentu Europejskiego zapyta polski rząd o plany budowy kopalni odkrywkowej węgla brunatnego na Dolnym Śląsku. Inwestycję oprotestowali mieszkańcy, władze i posłowie regionu. Europosłowie zajęli się sprawą po petycji podpisanej przez 6 tys. osób.
Samorządowcy i mieszkańcy terenów koło Legnicy, zrzeszeni w Społecznym Komitecie "STOP Odkrywce", są przeciwni zmianom w prawie geologicznym, które zmusza samorządy do ochrony złóż. Ich niepokój budzi rządowy dokument "Polityka energetyczna Polski do 2030 roku" chroniący złoża koło Legnicy przed dalszą zabudową - w perspektywie ewentualnego wydobycia tam węgla.
- Każdego dnia obywatele pytają, czy mogą być spokojni o swoje domy, rodziny i środowisko - mówiła we wtorek w Brukseli europosłom w imieniu autorów petycji Irena Rogowska, wójt gminy Lubin. Samorządowcy podkreślali, że eksploatacja złóż doprowadzi do degradacji ich sześciu gmin w powiatach lubińskim i legnickim. Oprócz domów zniszczeniu ulegnie cała, wysokorozwinięta na tym terenie infrastruktura techniczna, którą gminy budowały i remontowały od wielu lat. Ponadto ochrona złóż sprawi, że nie będzie można prowadzić nowych inwestycji.
Prof. Ludwik Tomiałojć z Uniwersytetu Wrocławskiego przedstawił wyniki badań, według których kopalnia - nawet 140 km2 - zagraża okolicznym obszarom chronionym przez Naturę 2000. Zgodnie z nimi kopalnia zniszczy miejsca lęgowe 10 tys. par ptaków oraz siedliska ptaków wodnych i błotnych, bo znikną jeziora, stawy i wilgotne łąki.
Mieszkańcy gmin, na terenie których miałaby powstać kopalnia odkrywkowa (między Legnicą, Lubinem a Ścinawą), opowiedzieli się w referendach we wrześniu 2009 r. przeciw eksploatacji złóż węgla brunatnego. Należą one do najbogatszych w Polsce, szacuje się je na 15 mld ton, z czego do wydobycia - ok. 3 mld ton. Ewentualna kopalnia byłaby największa w Polsce.
- Sprawa dotyczy tysięcy ludzi. Zwracamy się o podjęcie nadzwyczajnych działań () by skłonić polski rząd do dialogu z własnymi obywatelami - apelowała Rogowska.
Alicja Kozłowska z Komisji Europejskiej uspokajała, że z informacji od polskiego rządu wynika, że żadna decyzja o eksploatacji złóż nie została podjęta, ani nie wydano jakichkolwiek zezwoleń. - Złoża w okolicach Legnicy nie będą eksploatowane w horyzoncie czasowym do 2030 r. Zgodnie z wyjaśnieniami od władz polskich nie jest możliwe, żeby przyjęto jakieś dokumenty na poziomie regionalnym, które by zezwalały na eksploatację tego złoża - powiedziała.
Te wyjaśnienia nie uspokoiły jednak polskich eurodeputowanych, protestujących przeciw lekceważeniu woli obywateli regionu. - Czy można sobie wyobrazić lepsze konsultacje społeczne niż referendum? Ludzie w 95 proc. powiedzieli, że nie chcą odkrywki - mówiła Lidia Geringer de Oedenberg (SLD).
Zaś Piotr Borys (PO) przestrzegał, że "zaplanowana inwestycja może mieć poważne skutki zarówno społeczne jak i ekologiczne. W wyniku realizacji projektu, aż 40 tysięcy osób będzie zmuszonych do przesiedlenia się. Zakłócony zostanie też ekosystem gospodarki wodnej regionu". - Powinniśmy szukać bardziej innowacyjnych metod gazyfikacji węgla, bez konieczności odkrywki, niewiążących się z tak dużą emisją CO2 - apelował.
Przewodnicząca komisji petycji Erminia Mazzoni zapowiedziała, że zwróci się do polskiego rządu z pytaniami o przeprowadzone konsultacje społeczne w sprawie ochrony i ewentualnej eksploatacji złóż oraz o dalsze informacje na temat strategii energetycznej do roku 2030. - Jest jednomyślna wola dalszego analizowania problematyki, którą przedstawili składający petycję - podsumowała debatę.
Komisja petycji PE może wywierać nacisk polityczny na władze, żądając wyjaśnień, kierując listy, przygotowując raporty, albo poprzez wizyty eurodeputowanych na miejscu. Nie ma jednak prawnych możliwości zablokowania inwestycji.