Praca na dole kopalni Wujek pomaga Tomaszowi Hankusowi budować wydolność do pokonywania długich dystansów

+7 Zobacz galerię

Galeria
(10 zdjęć)

Koledzy żartują, że pracuje na „kneflu”. Tomasz Hankus jest kombajnistą w kopalni Staszic Ruch Wujek. Nie do końca zgadza się z taką opinią.

– Moja praca nie polega tylko na wciskaniu „knefla” – mówi. – Wymaga dużego fizycznego wysiłku. Nosimy przecież filarówki – sześciometrowe pale drzewne, którymi zabezpieczamy strop. Gdy zakończona jest rozcinka, to ze ściany przenosimy wszystkie maszyny – kombajn, przenośniki, sekcje. Trzeba mieć niezłą krzepę. Sprawność fizyczna przydaje się mu w urzeczywistnianiu pasji, a są nimi długodystansowe biegi z przeszkodami.

Zarażony bieganiem
– Brat z przyjacielem mnie zarazili tym bieganiem. Wcześniej byłem imprezowym chłopakiem, co weekend balowałem. Pierwszy długi dystans pokonałem sześć lat temu w Warszawie. I tak mnie to wciągnęło, że były kolejne. I końca nie widać. Trenuję, jak tylko mam okazję – opowiada Hankus.

Praca w kopalni pomaga mu budować wydolność – wilgotność i wysoka temperatura powietrza pod ziemią są zupełnie inne niż na powierzchni. Nosi też ciężary, ale – jak mówi – jest to zupełnie inna sprawa, która nie zastąpi treningów na siłowni.

– Wydolność nie raz pozwoliła mi przetrwać ciężki bieg w trudnych warunkach, jak np. w Marrakeszu – wspomina. – Mimo że to był mój pierwszy maraton, miałem większą przewagę nad moimi znajomymi, właśnie przez tę zróżnicowaną, trudną aurę, która panuje na dole kopalni.

Dzieli się doświadczeniem, że jak biegnie się na 42 km z przeszkodami, to zmęczenie i zwątpienie przychodzą na 30. kilometrze. Myśli się wtedy: byle do mety, nawet gdyby trzeba było się czołgać.

– Pamiętam, jak w Marrakeszu w Maroku na 38. kilometrze nogi odmówiły mi posłuszeństwa – wspomina. – Skurcze złapały mnie w każdym możliwym miejscu na nogach. Musiałem jakoś dobiec do mety, nogi rozmasowałem, zjadłem kilka winogron i się udało. Ale na drugi dzień nie wychodziłem z łóżka.

Marzył o tym, by pobiec maraton w Atenach, kolebce tej dyscypliny. Chciał też zrobić swój życiowy wynik na trasie w Berlinie, która pretenduje do takich wyczynów – jest płaska, bez przewyższeń. Niestety, te plany pokrzyżowała pandemia COVID-19.

Ostatnio szykował się do przebiegnięcia runmageddonu – 42 km po górach z około 150 przeszkodami – w znanym miłośnikom skoków narciarskich Harrachovie w Czechach. Kontuzja ręki jednak zweryfikowała jego plany.

Lesko i Kocierz
– To byłby już mój trzeci taki bieg. W jednym uczestniczyłem w Lesku, w drugim w Kocierzu. W Bieszczadach zajęło mi to 8,5 godziny, a w Beskidzie Małym 10 godzin. W Kocierzu były o wiele większe przewyższenia – wyjaśnia Tomasz.

Rywalizuje nie tylko w terenie, ale też w programie telewizyjnym „Ninja Warrior”. W tym reality show uczestnicy konkurują, demonstrując swoją ponadprzeciętną sprawność i umiejętności fizyczne.

– Rok temu byłem w tym programie już po raz trzeci. Miesiąc temu uczestniczyłem w kolejnym castingu w Gliwicach – mówi Tomasz Hankus. – W tych eliminacjach próbowałem sił pięć razy. Do programu dostałem się trzy razy i mogę próbować nadal.

Więc próbuje. Z jednego castingu odcinki kręcą na dwa sezony. Ósmy sezon będzie we wrześniu, kolejny w marcu.

– Jest to niezła przygoda i zarazem bardzo stresujący występ – mówi. – Zanim się wejdzie do studia, to człowiek jest taki mądry, ale jak już cię wywołają, wszystko się blokuje, masz klapki na oczach, nic nie słyszysz. Na widowni do mnie krzyczeli, ale dopiero później, oglądając program w telewizji, to usłyszałem. Jest to bardzo stresujące, ale przygoda fajna. Więc póki mam zdrowie, to będę próbował. Przyznaje, że nie udało mu się zajść za daleko w tych trzech konkursach. Na trzeciej przeszkodzie wpadał do wody. Ale śmieje się, że nie każdemu jest dane kąpać się w „Muszyniance”.

Światła kamer
– Raz mi się noga poślizgnęła, raz ręka i spadłem – tłumaczy. – Próbuję za każdym razem poprawić błędy, które zrobiłem wcześniej, ale to nie zawsze wychodzi. W momencie, jak staję tam w świetle kamer, całe skupienie znika. Świadomość, że tyle ludzi cię ogląda, działa paraliżująco. Tak naprawdę sprawność fizyczna nie jest aż tak ważna.Teraz Tomasz Hankus czeka na odpowiedź, czy dostał się do kolejnego odcinka programu „Ninja Warrior”. To się okaże pod koniec sierpnia bądź w… marcu.

– Jak to się mówi, póki ma się zdrowie i chęci, trzeba próbować – podkreśla.

W domu nie wysiedzi. By dbać o formę, głównie pracuje na siłowni i na torach z przeszkodami, których niestety jest niewiele w jego okolicy, jeździ do Mikołowa. Bieżnia, orbitreki i trening siłowy oraz bieganie – jak najczęściej.

– Oczywiście plus praca, obowiązki domowe i rodzinne – mówi. – Czasami ciężko ze sobą wszystko zgrać. Ma to szczęście, że małżonka to rozumie i mu kibicuje. Nawet czasami z córką jeżdżą z nim na zawody oraz dopingują go w programie z widowni.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Minister infrastruktury rozmawia z szefem MAP o przyszłości Polregio

Minister infrastruktury Dariusz Klimczak powiedział, że rozmawia z szefem MAP Wojciechem Balczunem o koncepcji rozwoju Polregio. Wskazał, że nie chodzi o to, kto ma nadzorować tę spółkę, tylko o plan na jej przyszłość. Zdaniem szefa Polregio ewentualna zmiana nadzoru mogłaby ułatwić zakup taboru.

Grzegorz Wolnik: JSW musi być do uratowania. Taka firma nie może upaść

Przyszłość Jastrzębskiej Spółki Węglowej, wydłużenie pracy bloków Elektrowni Rybnik i powstanie drugiej metropolii na Śląsku. O tym rozmawialiśmy z Grzegorzem Wolnikiem, radnym Sejmiku Województwa Śląskiego (KO). 

Tauron Ciepło zwiększa przepustowość sieci ciepłowniczej z Elektrociepłowni Łagisza

Spółka Tauron Ciepło rozpoczęła zwiększanie przepustowości sieci ciepłowniczej, która umożliwi dodatkową produkcję ciepła z Elektrociepłowni Łagisza. Od sezonu grzewczego 2026/27 z tamtejszego ciepła będą mogli korzystać m.in. mieszkańcy Sosnowca.

1764399499 gadowski

Gadowski: Problemy JSW nie zaczęły się wczoraj

Problemy JSW nie zaczęły się wczoraj - podkreślił podczas posiedzenia Komisji do Spraw Energii, Klimatu i Aktywów Państwowych poseł Krzysztof Gadowski z KO.