Hanysy i Gorole, łączcie się w uśmiechu!
Przyznam się państwu, że targają mną odczucia ambiwalentne, gdy o Walentego idzie, a właściwie o dedykowane mu święto. I to z dwóch powodów. Po pierwsze (o tym, co po drugie, trochę później) dlatego, że jakoś trudno poddaję się tym różnym nowym modom na świętowanie. Ja nie mam nic przeciwko poczciwemu, świątobliwemu braciszkowi z kraju