Jurek Owsiak zjechał do przodka w kopalniKnurów\"
fot: Stefan Rusinowski
Jurek Owsiak w towarzystwie Michała Paca z Siedlec, który wygrał licytację WOSP, zjechał w niedzielę do kopalni "Knurów-Szczygłowice" i w przodku drążył kombajnem skały wyrobiska
fot: Stefan Rusinowski
- Węgiel drożeje. Ale teraz przynajmniej rozumiem dlaczego... - westchnął Jerzy Owsiak na nadszybiu kopalni "Knurów-Szczygłowice", gdy winda wywiozła go z poziomu 850 m, gdzie z bliska przyglądał się pracy górników.
Lider Wielkiej Orkiesty Świątecznej Pomocy gościł w niedzielę w Knurowie razem z Michałem Pacem z Siedlec - darczyńcą, który wylicytował na aukcji WOSP zaproszenia do zwiedzenia kopalni, zjechał na dół i na własne oczy zobaczył kopalnianą ścianę wydobywczą.
- To nie będzie przyjemna turystyczna wycieczka. Postanowiliśmy pokazać gościom warunki zbliżone do tych, jakie górnicy mają codziennie podczas szychty - zapowiedzieli organizatorzy.
Kopalnię (obecnie Ruch "Knurów" w połączonym zakładzie "Knurów-Szczygłowice" - przyp. red.) i swoje miasto wypromował w finałach Orkiestry knurowianin Bogdan Leśniowski, który od wielu lat współpracuje ze sztabem WOSP. W styczniu tego roku z Knurowa na warszawski finał WOŚP jak co roku przybiegł do Warszawy ze sztafetą biegową. Kilkunastu maratończyków, wśród których nie brakuje górników dwóch miejscowych kopalń - biegających też z Knurowa na letnie Przystanki Woodstock - dotarło do stolicy z atrakcjami do zlicytowania na rzecz WOŚP: medalem ze słynnego maratonu w Bostonie i dwuosobowym zaproszeniem do zwiedzenia kopalni "Knurów".
Najwyższą cenę za zjazd pod ziemię dla dwóch osób zapłacił Michał Pac, 57-letni właściciel apteki z Siedlec: - Chciałem pokazać kopalnię synowi, który ma 12 lat, ale kilka dni temu okazało się, że jest jeszcze za mały, żeby zjechać na dół. Syna miała zastąpić żona, jednak stchórzyła w ostatnim momencie - śmieje się pan Michał.
Goście przeszli szkolenie ucieczkowe przed zjazdem. Dyrektor ds. pracy Roman Noga opowiedział o zatrudnieniu, płacy i zmianach w podejściu do zawodu górnika. Na dole towarzyszyli im Grzegorz Michalik - dyrektor techniczny, Tomasz Śledź - główny inżynier kopalni i Jarosław Twardokęs - kierownik robót. - Zakład był w ruchu, pracował przenośnik i inne urządzenia, dlatego dbaliśmy, żeby nikt się nie odłączył, nie zbłądził w wyrobiskach - mówi Tomasz Śledź.
Sygnaliści zapamiętali, że Pac i Owsiak przy wejściu do szoli byli bardzo skoncentrowani. Zaniemówili słysząc, że winda spuści ich z prędkością 10,5 m na sekundę w dół. Pokonali pod ziemią niecały kilometr na własnych nogach, jechali też kolejką osobową.
Siedlczanin, którego podziemna trasa trwała kilka godzin, dotarł aż do ściany wydobywczej nr 15 na poziomie 650 m.
- Nie mam żadnych związków z górnictwem - powiedział nettg.pl Michał Pac. - Dawno temu, jako nastolatek, widziałem kopalnię na szkolnej wycieczce. Kiedyś może przychodziła mi myśl, żeby zostać górnikiem. Ale po dzisiejszym zjeździe bardzo się cieszę, że jednak nie wybrałem tego zawodu... - żartował.
Owsiak natomiast na przodku pochylni II zapragnął sprawdzić się roli kombajnisty, ujął drążki i przez chwilę sterował maszyną urabiając skałę: - Niesamowite wrażenie! Porównywalne z... lotem F16! - dzielił się na gorąco wrażeniami z nettg.pl. - Zjeżdżałem już do kopalni złota w Afryce, ale w takiej prawdziwej, węglowej jestem pierwszy raz. Upał, temperatura, huk, drgania. To nie to samo, co "Wieliczka"! - mówił spocony i umorusany wchodząć po wyjeździe pod prysznic w górniczej łaźni.
Dla Jerzego Owsiaka i Wielkiej Orkiesty Świątecznej Pomocy niedzielny zjazd do wyrobisk górniczych w Knurowie miał symboliczne znaczenie. Przypomnijmy, że w styczniu tego roku ogólnopolski Wielki Finał WOSP miał się rozpocząć właśnie na Śląsku, w katowickiej kopalni. Ku powszechnemu zdziwieniu pomysł nie spodobał się władzom Katowic, które uznały, że nie chcą być kojarzone z węglem i górnictwem, ale z zielenią miejską i jako "Stolica Kultury".
- Jurek był wtedy zawiedziony. Tłumaczył, że obecność Orkiestry pod ziemią w kopalni miała być hołdem dla ciężkiej i niebezpiecznej pracy górników - wspominają współpracownicy Owsiaka ze sztabu WOSP. - Obiecał wówczas, że i tak pojawi się na Śląsku.
Okazuje się, że knurowski zjazd może też mieć praktyczne znaczenie dla WOSP. W niedzielę w Knurowie w Izbie Tradycji gości pasowano na gwarków. Padł pomysł, żeby właśnie w knurowskiej kopalni - zamiast katowickiej - rozpoczynał się kolejny finał WOSP. Potem przy roladzie z kluskami i modrą kapustą w klubie NOT Owsiak i Leśniowski żywo naradzali się nad szczegółami, odległością od lotniska i czasem dojazdu na nie autostradą. - Kilka lat temu Jurek nie dowierzał, że w środku zimy dobiegniemy w sztafecie kilkaset kilometrów, ale teraz już wie, że może nam ufać, że tu się nie rzuca słów na wiatr - wspomina Bogdan Leśniowski. Zaznacza, że do nowego pomysłu potrzeba jeszcze przychylności władz miasta i zgody Kompanii Węglowej.
- Zrobimy wszystko, żeby finał Orkiestry odbył się z kopalni! - obiecał w Knurowie Jerzy Owsiak.
Czytaj też:
Górnicze akcenty Wielkiej Orkiesty Świątecznej Pomocy
WOSP: Katowice nie chcą skojarzeń z górnictwem
W galerii: Wizyta Jerzego Owsiaka i Michała Paca w kopalni "Knurów-Szczygłowice" w Knurowie, niedziela 23 maja 2010r. (zdjęcia Stefan Rusinowski - nettg.pl)