Jastrzębska Spółka Węglowa S.A.

31.52 PLN (+2.01%)

KGHM Polska Miedź S.A.

282.60 PLN (-0.49%)

ORLEN S.A.

128.40 PLN (-0.33%)

PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.

9.48 PLN (+0.89%)

TAURON Polska Energia S.A.

9.22 PLN (+2.22%)

Enea S.A.

21.06 PLN (+2.03%)

Lubelski Węgiel Bogdanka S.A.

24.30 PLN (-0.82%)

Złoto

5 061.70 USD (-0.72%)

Srebro

81.34 USD (-3.62%)

Ropa naftowa

103.14 USD (+1.44%)

Gaz ziemny

3.13 USD (-3.42%)

Miedź

5.76 USD (-1.29%)

Węgiel kamienny

126.65 USD (-1.82%)

Jastrzębska Spółka Węglowa S.A.

31.52 PLN (+2.01%)

KGHM Polska Miedź S.A.

282.60 PLN (-0.49%)

ORLEN S.A.

128.40 PLN (-0.33%)

PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.

9.48 PLN (+0.89%)

TAURON Polska Energia S.A.

9.22 PLN (+2.22%)

Enea S.A.

21.06 PLN (+2.03%)

Lubelski Węgiel Bogdanka S.A.

24.30 PLN (-0.82%)

Złoto

5 061.70 USD (-0.72%)

Srebro

81.34 USD (-3.62%)

Ropa naftowa

103.14 USD (+1.44%)

Gaz ziemny

3.13 USD (-3.42%)

Miedź

5.76 USD (-1.29%)

Węgiel kamienny

126.65 USD (-1.82%)

Jemu też dano drugą szansę i przyjęto do pracy w kopalni

fot: Kajetan Berezowski

Krzysztof Frankowski z zawodu jest ślusarzem. Od ponad dziesięciu lat pracuje w oddziale szybowym ruchu Staszic kopalni Wujek-Staszic

fot: Kajetan Berezowski

O tym, jak wyglądało jego życie za młodych lat, woli nie rozmawiać. Dziś – jak powiada – jest zupełnie innym człowiekiem. Przemiana nastąpiła niemalże z dnia na dzień. Porzucił swoje dotychczasowe „ja”, stając się zupełnie innym człowiekiem.

Chorzów, ulica 3 Maja 31. Dzień jak co dzień. W niewielkim pomieszczeniu trwają porządki. Grupa mężczyzn uwija się przy pracach murarskich. Inni rozładowują niewielki dostawczak. Właśnie dowieziono świeże pieczywo i dorodne pączki, że aż pachnie. Na progu wita mnie wysoki mężczyzna.

– To ja, Krzysztof Frankowski – woła donośnym głosem i zaprasza do środka. Siadamy na ławeczce przy familoku.

– Z zawodu jestem ślusarzem. Od ponad dziesięciu lat pracuję w oddziale szybowym ruchu Staszic kopalni Wujek-Staszic. To znaczy, ja z kopalnią miałem już jeden epizod za dawnych lat, ale niestety, był alkohol, no i źle się to wszystko skończyło. Kopalnia się ze mną rozstała, a ja z nią – opowiada.

– Praktycznie do 34. roku życia prowadziłem, delikatnie mówiąc, dość hulaszczy tryb życia. Wychowałem się na katowickim Giszowcu i wsiąknąłem w nieodpowiednie towarzystwo. Co tu dużo mówić, rozrabiałem i tyle. Było ze mną naprawdę źle, do tego stopnia, że trzykrotnie targnąłem się na życie. Ja przez ten cały czas nie miałem normalnego świata, normalnej rodziny. Jakby mi wtedy ktoś powiedział, że jeszcze będę miał, to bym się mu roześmiał w twarz – przyznaje.

A jednak. Przyszedł dzień, który odmienił Krzysztofa.

– Poszedłem do kościoła i zwyczajnie zacząłem się modlić swoimi słowami. Pamiętam, że to brzmiało mniej więcej tak: „Boże, ja już nie mogę dłużej znieść tego wszystkiego. Jeśli jesteś, to wyciągnij mnie z tego bagna. Chcę się przekonać, że Ty rzeczywiście jesteś”. Przed oczami przeleciał mi film. Ujrzałem matkę, którą skrzywdziłem, czułem ogromny ból. Już następnego dnia rzuciłem alkohol i papierosy. Kilka dni później opuściła mnie depresja, poczułem jakąś nieopisaną radość. Ale też zauważyłem wokół siebie ludzi tkwiących w nałogu, biednych, pogubionych. Postanowiłem, że będę im pomagał, jak tylko będę mógł – wspomina Frankowski.

Zdecydował się uporządkować również swoje życie. Planował ślub, ale nie wyszło. Dostał za to ponad trzydziestometrowe mieszkanie w Chorzowie, które z początku dzielił z szukającymi pomocy.

– To były czasy! Po czterech, pięciu na tych trzydziestu kilku metrach. Nie dość, że tłoczno, to jeszcze zaczęły przychodzić nieziemskie rachunki za wodę. Dobrze, że mnie znowu na Staszic przyjęli, bo bym się chyba nie wypłacił. No i wtedy poznałem swoją obecną żonę, z którą mam dwójkę cudownych dzieciaków – zwierza się dalej Krzysztof.

Wtedy właśnie padł pomysł założenia Chrześcijańskiej Fundacji „Wiara Nadzieja Miłość”. Udało się też przekonać władze miejskie do udostępnienia lokalu na działalność. Zaczęli schodzić się pierwsi bezdomni i ludzie potrzebujący pomocy.

– Nam z żoną bardzo zależało na tym, aby przy Chorzowskiej 31 stworzyć taki niby dom zastępczy, w którym nasi podopieczni mogliby znaleźć schronienie i poczuć się jak w rodzinie. Poczuć to ciepło, którego najczęściej nigdy nie zaznali – opisuje początki działalności.

Z całodobowego schronienia mogli korzystać wszyscy, którzy z różnych powodów stracili dach nad głową i jednocześnie zadeklarowali trzeźwość i gotowość do pracy zarobkowej. Grono podopiecznych rosło z miesiąca na miesiąc. Fundacja otrzymała kolejny lokal z zasobów miejskich, a trzy następne udało się załatwić na zasadzie porozumienia z prywatnymi właścicielami. Dzięki temu można było pomóc również matkom wychowującym dzieci, ofiarom przemocy domowej.

W jednej z izb spotykam kobietę uwijającą się przy posiłkach. To pani Zosia.

– Przez 21 lat mieszkaliśmy z mężem we Włoszech. Rodzina ściągnęła nas do Polski, bo podobno było im bez nas źle. Opuściliśmy tamto mieszkanie i przyjechaliśmy na Śląsk. Okazuje się, że to nie za nami było im tęskno, a za naszymi pieniędzmi. W dwa miesiące wylądowaliśmy na bruku. Przygarnął nas Krzysztof. Dziś już mamy gdzie mieszkać, ale wtedy… aż strach pomyśleć – załamuje ręce kobieta.

Teraz w wolnych chwilach pomaga w Fundacji.

Arkadiuszowi stuknęła czterdziestka. Ledwo wyszedł z nałogu. Dzielnie się trzyma, nie chce wracać do tego, co jeszcze nie tak dawno temu było jego udziałem.

– Pracy się nie boję, odłożę trochę pieniędzy i może jakieś mieszkanie dostanę do remontu – snuje plany.

– Póki co, mieszkam tu i sobie chwalę – przeciera twarz chropowatymi dłońmi.

Nie wszystkim podopiecznym udaje się przejść metamorfozę wzorem swego opiekuna. Problem alkoholowy daje się we znaki, powraca.

– Jeśli tak się dzieje, znajdujemy podopiecznemu miejsce w ośrodku leczenia, kupujemy bilet i odprowadzamy na dworzec. W ostatnim czasie nie było takich przypadków, no może jeden – wylicza Krzysztof.

Po obiedzie przychodzi czas na, jak to określa, papierologię. Pomaga mu w tym żona. Listonosz właśnie doręczył rachunki. Woda, gaz, prąd…

– Lepiej na to nie patrzeć. Kupa forsy. Jak tylu chłopa się myje każdego dnia, to co się dziwić. Fundacja utrzymuje się z dobrowolnych datków. Owszem, są firmy, które dostarczają nam żywność. Z Piekar wozimy pieczywo, z Siemianowic inne produkty, środki czystości, ale najczęściej trzeba to wszystko wozić na własny rachunek. Kilka razy już się nieźle zadłużyliśmy z żoną. Na szczęście większość naszych podopiecznych podejmuje pracę, nawet etatową. Wówczas pokrywają część kosztów życia na tyle, na ile mogą. Niektórzy mają długi. Staramy się w ich imieniu negocjować egzekucje komornicze. Nawet się udaje. A ja się boję zimy. Wszystko makabrycznie drożeje – ucina, łapiąc się za głowę.

Na godzinę 18.00 wszyscy podopieczni ściągają do głównej sali na wspólne spotkanie. Przychodzą też ludzie niekorzystający z pomocy Fundacji. To efekt wyjątkowej atmosfery, jaką udało się stworzyć jej członkom.

– Ani złodzieje, ani chciwi, ani pijacy, ani oszczercy, ani zdziercy nie odziedziczą Królestwa Bożego. A takimi byli niektórzy z was. Lecz zostaliście obmyci, uświęceni i usprawiedliwieni w imię Pana naszego Jezusa Chrystusa i przez Ducha Boga naszego – brzmią słowa 1 Listu do Koryntian, które odczytuje Krzysztof.

Rozpoczyna się dyskusja.

– Jakiś czas temu odwiedził nas ksiądz i zaproponował, żeby któryś z nas poprowadził w technikum lekcję, taką przestrogę dla młodych, żeby nie popadli w konflikty z prawem czy w alkoholizm. Pojechałem z kolegą. Podobała im się nasza opowieść, bo kto lepiej niż my zna gorzki smak bezdomności – szepce mi na ucho jeden z podopiecznych.

– Już późno, kochani, pora na kolację i spać – dyscyplinuje swoich podopiecznych Krzysztof.

– Dobrze, że mamy gdzie – rzucił ktoś z sali…

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Śląski hotel z prestiżowym wyróżnieniem kulinarnym

Ważne wyróżnienie kulinarne dla hotelu Złoty Groń z Istebnej. Zajął drugie miejsce w regionie i czwarte na południu kraju.

Któż z nas nie miał w rodzinie górnika? Sosnowiecka szkoła ratuje pamięć o kopalni Niwka-Modrzejów

W Niwce, górniczej dzielnicy Sosnowca, grupa pasjonatów lokalnej historii zgromadzona jest wokół SP nr 15. Od lat dba także o górnicze dziedzictwo. O tym, jak ważna jest historia, pamięć o górnikach – mieszkańcach dzielnicy Niwka, w Szkole Podstawowej nr 15 im. Stefana Żeromskiego w Sosnowcu nie trzeba nikogo przekonywać. Przed szkołą stoi wagonik z kopalni Wujek wraz z

A gandolfi

Fotograf National Geographic w kopalniach Wujek i Murcki-Staszic. „Ślązacy zrobili na mnie wrażenie”

Dla National Geographic i najważniejszych magazynów Europy, które publikują jego zdjęcia, fotografował w Sierra Leone, Delhi, Szanghaju, Libii, Gujanie Francuskiej, Krzemowej Dolinie – zjeździł pół świata, by przywieźć niezwykłe fotoreportaże. Poprosił Polską Grupę Górniczą o możliwość zrobienia zdjęć do najnowszego tematu – o przemysłowej transformacji Górnego

Odkryj tajemnice katowickich ratuszy

W marcu w ramach cyklu HERITON. SPOTKANIA Z DZIEDZICTWEM Instytut im. Wojciecha Korfantego zaprasza na opowieść o dawnych ratuszach i siedzibach urzędów gmin na terenie Katowic, którą przedstawi historyk Michał Bulsa. Siedziby urzędów miast i gmin należały do najbardziej reprezentacyjnych budynków użyteczności publicznej. Na terenie Katowic zachowane są budynki będące dawnymi