Jedna z największych miejskich instalacji fotowoltaicznych powstała w Gliwicach

fot: Krystian Krawczyk

Energia produkowana przez farmy będzie wykorzystywana przez należące do KGHM zakłady

fot: Krystian Krawczyk

Kosztem ponad 400 tys. zł na dachach dwóch siedzib Urzędu Miejskiego w Gliwicach zamontowano 260 paneli fotowoltaicznych. To jedna z największych miejskich instalacji fotowoltaicznych, dzięki której ma poprawić się jakość powietrza, a samorząd zaoszczędzi na kosztach prądu.

Panele pojawiły się zarówno na głównej siedzibie gliwickiego magistratu przy ul. Zwycięstwa 21, jak i na drugim budynku Urzędu przy ul. Jasnej 31A.

- Instalacja fotowoltaiczna na dachu głównej siedziby Urzędu Miejskiego będzie pozyskiwała energię o łącznej mocy 49,6 kW, a przy ul. Jasnej - o mocy 31 kW. Pokryje to część zapotrzebowania budynków urzędu i przełoży się na obniżenie bieżących kosztów zakupu i dystrybucji energii - poinformowała we wtorek szefowa wydziału organizacyjnego Urzędu Miejskiego w Gliwicach Aleksandra Janik-Gajówka.

Gliwiccy urzędnicy przekonują, że fotowoltaika jest ekologiczna i ekonomiczna. Panele wytwarzają darmowy prąd, nie emitują zanieczyszczeń i można je poddać recyklingowi, a pozyskiwanie przez nie energii nie generuje hałasu. Wyliczono, że uruchomienie instalacji powinno ograniczyć emisję pyłowo-gazową do atmosfery o ok. 58 t dwutlenku węgla i ok. 2900 gram pyłu zawieszonego PM10 rocznie.

Na realizację inwestycji miasto pozyskało unijne środki w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Woj. Śląskiego na lata 2014-2020 - pokryją one 85 proc. związanych z tym przedsięwzięciem wydatków, które przekroczyły 400 tys. zł.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Z notatnika sztygara Onderki: Feralny piątek

Nasze kopalnie pustoszeją. Tajemnicą poliszynela jest, że nie ma ludzi do pracy. W ostatnich miesiącach odeszli na świadczenia górnicy z wydobycia i przygotówek, kombajniści z doświadczeniem, elektrycy, strzelniczy, ludzie z dozoru, kierownicy i dyrektorzy. Tymczasem słyszę i czytam ostatnio w mediach, że wracamy do węgla, bo stanowi on nasze zabezpieczenie energetyczne, zwłaszcza teraz, gdy okazuje się, że gazu brak, a jego ceny jeszcze wystrzelą w górę. Ja Wam powiem, że jest to sytuacja wypisz, wymaluj z moich czasów. 

Frekwencyjny sukces Kolei Śląskich, jak z Częstochowy do Krakowa

W ciągu pierwszego roku funkcjonowania bezpośrednich połączeń pomiędzy Częstochową a Krakowem, Koleje Śląskie przewiozły na linii S34 ponad 650 tys. pasażerów. To frekwencyjny sukces i zasługa komfortowego oraz nowoczesnego taboru, a także konkurencyjnego czasu przejazdu, który jest o około pół godziny krótszy niż czas, jaki trzeba poświęcić na podróż samochodem na tym dystansie.

Cisza przed burzą? A w górnictwie historia kołem się toczy

Wrzesień to miesiąc ważnych dat w naszej historii. Mam wrażenie, że, jak kiedyś, o 17 września było dość cicho. A przynajmniej ciszej niż o pierwszym dniu miesiąca. Jednak życie toczy się dalej. Kolejny raz uczestniczyłem w konferencji zorganizowanej przez Politechnikę Śląską w Rybniku i miejscowe koło jej Stowarzyszenia Wychowanków. Lubię tę, organizowaną od dziesięciu lat, konferencję poświęconą technice i przemysłowi, nie tylko wydobywczemu. Można się sporo dowiedzieć, a przerwy i kuluary są miejscem ciekawych dyskusji. W tym roku dyskutowaliśmy w międzynarodowym towarzystwie o kopalń węgla życiu po życiu. W trakcie konferencji nadano imię docenta Szczepana Wyry auli w miejscowym budynku Politechniki Śląskiej. Docent przez wiele lat kierował rybnicką filią uczelni. Ja zapamiętałem go jako wysokiego, przystojnego faceta, a moja żona jako świetnego wykładowcę mechaniki. Dobrze, że uhonorowano go, bo zasłużył się. Bardzo ładnie wspomniał zmarłego mój były podwładny, a dziś burmistrz Łazisk Górnych i chrześniak docenta i wuja.

Jak Rambo wyjeżdżał z szychty i pędził prosto na próbę zespołu Myslovitz

Rozmowa z WOJCIECHEM „LALĄ” KUDERSKIM, perkusistą Myslovitz, który w 1998 roku odszedł z branży górniczej