Jacek Wicher o Chile: Niezwykła operacja
fot: Kajetan Berezowski
fot: Kajetan Berezowski
Od samego początku przypuszczałem, że sprawa wyprowadzenia chilijskich górników na powierzchnię będzie miała swój finał znacznie wcześniej niż – jak to zapowiadano – w grudniu - komentuje akcję ratunkową w Chile Jacek Wicher, doradca prezesa CSRG w Bytomiu.
Od dawna bowiem istnieją urządzenia, przy pomocy których można wykonać otwór o szerokości 60 centymetrów, z prędkością nawet do 9 metrów na godzinę. Problem tkwił natomiast w głębokości, sięgającej prawie 700 metrów. Tak głębokiego otworu w celach ratowniczych nikt jeszcze na świecie nie drążył. Tymczasem już samo wykonanie odwiertów, dzięki którym do uwięzionych górników dotarł tlen, żywność i leki, należy uznać za ogromny sukces.
Sztuką było również sprowadzenie odpowiedniego urządzenia i dobranie właściwej technologii wiercenia, aby nie odbyło się ono ze szkodą dla przebywających w wyrobisku górników. Najtrudniejszą operacją w takich przypadkach jest wyjęcie z szybu ważącej kilkadziesiąt ton wiertnicy i postawienie w jej miejsce wyciągu umożliwiającego ewakuację. Szyb ratunkowy musi być też prześwietlony kamerą w celu sprawdzenia, jaki jest stan otaczającej go ściany. Miejsca, gdzie stwierdzane są uszkodzenia, zabezpiecza się rurami. W tym konkretnym przypadku dolna część pozostała bez obudowy ze względu na twardy materiał skalny. Konieczne jest także uzyskanie podstawowych informacji o parametrach pracy serca, ciśnieniu i tętnie osób, które wyprowadzane są na powierzchnię, stąd też decyzja o założeniu każdemu z górników zestawu do kardiomonitoringu. W podobnych sytuacjach jako pierwsze na powierzchnię wywozi się osoby będące w najlepszej kondycji psychicznej, aby pozostali mogli przekonać się o bezpieczeństwie ewakuacji za pomocą kapsuły. To działanie doskonale studzi i tak już nabrzmiałe emocje.