Jacek Piekacz: Od technologii CCS nie uciekniemy
fot: Kajetan Berezowski
- Jestem przekonany, że czeka nas kilka lat spowolnienia inwestycji węglowych, ale one prędzej czy później ruszą, wraz z instalacjami CCS - mówi Jacek Piekacz
fot: Kajetan Berezowski
Powierzone Panu stanowisko prezesa Vattenfall Poland jest dowodem na to, że szwedzki właściciel znalazł sobie w Polsce zaufanego człowieka.
- Rzeczywiście jestem pierwszym Polakiem na tym stanowisku. To dla mnie zaszczyt. Przez 12 lat pracowałem w zarządzie Vattenfall Heat Poland, w tym przez 5 lat, gdy firma była już sprywatyzowana. Następnie współpracowałem z biurem Vattenfalla w Brukseli i zajmowałem się regulacjami na europejskim rynku energetycznym. Zebrałem więc spore doświadczenie, które zaowocowało awansem. Pełnienie obecnej funkcji to dla mnie ogromne wyzwanie, ale i nie mniejsza odpowiedzialność.
Strategię spółki poznamy lada tydzień, ale chyba kierunki działań Vattenfalla w Polsce nie ulegną zmianie wraz ze zmianą szefa?
- Oczywiście, że nie. Przygotowujemy budowę bloku węglowego w Siekierkach na 480 MW o wysokiej sprawności 44,7 proc. W trzecim kwartale powinniśmy zadecydować o rozpoczęciu inwestycji. Prowadzimy również projekty dwóch elektrowni: Opalenie i Puławy. Są one przygotowywane wciąż jako elektrownie węglowe, choć, ze względu na spadek cen energii i zapotrzebowania na nią, ich realizacja zostanie przesunięta w czasie. Inwestycja w elektrownie węglowe jest obarczona obecnie wysokim ryzykiem. Spójrzmy np. na ceny energii. Dwa lata temu za megawatogodzinę trzeba było zapłacić nawet 240 zł, a dziś te ceny kształtują się na poziomie 170 – 180 zł. Kontrakty na 2011 r. zawierane są na poziomie poniżej 190 zł. Jestem w posiadaniu wiarygodnej analizy, według której minimalna opłacalna cena energii ze zwykłej elektrowni węglowej na parametry 600 st. C powinna w 2015 r. kształtować się na poziomie ok. 240 zł za megawatogodzinę. Tymczasem istniejące elektrownie są w stanie produkować za niższą cenę i nie ma obecnie ekonomicznego uzasadnienia dla budowy nowych źródeł. Z kolei pracujące źródła są w większości stosunkowo niskosprawne, ale nowe, konkurencyjne, miałyby za drogą energię i nie byłoby szans na sprzedanie jej w takiej ilości, żeby móc pokryć koszty. Nie wiemy też, w jaki sposób podzielone zostaną nieodpłatne uprawnienia do emisji CO2. Wreszcie budowanie nowych źródeł w perspektywie zaostrzonych standardów CO2, gdy nie ma jeszcze sprawdzonej technologii jego wychwytywania i magazynowania, też wiąże się z dużym ryzykiem inwestycyjnym.
Jakie notowania w Brukseli ma obecnie węgiel?
- Dla węgla nie ma dobrego klimatu, chociaż zostanie on jeszcze na długie lata podstawowym paliwem. Istnieje duża niepewność polityczna i regulacyjna dla źródeł węglowych. Została już skierowana pod obrady Parlamentu Europejskiego dyrektywa zaostrzająca normy emisji zanieczyszczeń, takich jak tlenki siarki, tlenki azotu, pył. Dyskusja nad nią będzie okazją dla niektórych posłów i organizacji ekologicznych do ponownej próby wprowadzenia ograniczeń w emisji CO2, szczególnie z nowych źródeł. Niewykluczone, że w niedługim czasie uchwalone zostaną przepisy zakazujące od 2020 r. budowy nowych źródeł energii, których emisja CO2 będzie większa niż 500 kg na megawatogodzinę. Taką normę wprowadziła Wielka Brytania, Holendrzy zamierzają wprowadzić standardy 350 kg. Tyle osiąga dobry blok parowo-gazowy. Na węglu nie ma szans. Jestem przekonany, że czeka nas kilka lat spowolnienia inwestycji węglowych, ale one prędzej czy później ruszą, wraz z instalacjami CCS.
Coraz powszechniej słyszy się głosy o potrzebie zweryfikowania europejskiej polityki klimatycznej.
- Ograniczenie emisji nie wiąże się tylko z węglem. Tu chodzi również o zmniejszenie uzależnienia od importu paliw. Obecnie Europa wydaje na ten cel 500 mld euro rocznie. Nowoczesne technologie mają nam zapewnić bezpieczeństwo energetyczne. Polsce nikt nie zabroni korzystać z naturalnego bogactwa, jakim jest węgiel, ale pod warunkiem zastosowania czystych technologii. Tylko one są w stanie zagwarantować renesans tego surowca. Co do samych cen energii, to owszem, od podwyżek cen nie uciekniemy. W perspektywie kolejnych lat czysta energia jednak potanieje. Sami Amerykanie przewidują, że koszt wychwytywania CO2 zmniejszy się w ciągu 20 lat do około 30 proc. Na razie receptą na mniejsze rachunki będzie oszczędzanie energii.
Czy nie lepiej jednak zastanowić się nad rozwijaniem energetyki nuklearnej niż inwestować w nie do końca sprawdzone technologie?
- Technologia CCS musi być po prostu rozwinięta i skomercjalizowana. To normalny proces w przypadku każdej technologii – nie widzę w tym nic niezwykłego, poza oczywiście skalą przedsięwzięcia. Jednocześnie, gdy zajrzymy do polskiej strategi energetycznej do 2030 r., to jest tam czarno na białym napisane, że udział węgla w produkcji energii elektrycznej zostanie utrzymany na poziomie 60 proc., zaś po 20 proc. zarezerwowano dla atomu i źródeł odnawialnych. Atom potrzebuje czasu, zaś CCS funkcjonować ma nie dłużej niż około 50 lat. Technologia ta stanowi swoiste przejście od tradycyjnych metod produkcji prądu z surowców kopalnych do energetyki opartej na źródłach odnawialnych i atomie.
Na koniec wróćmy jeszcze do polskiego węgla. Czy Vattenfall ma go pod dostatkiem?
- Ponad 80 proc. surowca kupujemy w polskich spółkach. Mimo srogiej zimy nie brakuje go nam. Doskonale układają się zwłaszcza nasze relacje z Katowickim Holdingiem Węglowym. Utrzymywanie dobrych relacji z górnictwem, to jeden z głównych priorytetów naszej firmy.