Jacek Korski: Za chlebem

fot: Katarzyna Zaremba-Majcher

Jacek Korski, ekspert górniczy

fot: Katarzyna Zaremba-Majcher

Teoretycznie bronimy się przed napływem obcokrajowców do Polski. Piszę „teoretycznie”, bo w swoim otoczeniu spotykam ich coraz więcej. Mieszkam w pobliżu strefy ekonomicznej, gdzie firmy ciągle szukają ludzi do pracy. Zaczęło się to gdzieś dekadę temu, może więcej. W niedzielne popołudnie poszedłem na spacer i ku mojemu zdziwieniu na ulicy słyszałem tylko ukraińską mowę. Okazało się, że ludzie ci przyjechali do nas za pracą i lepszą płacą niż w swojej ojczyźnie.

Przypomniało mi się, jak to moi koledzy ze studiów wyjeżdżali do Szwecji zbierać truskawki. Pracowali ciężko, ale dewizowe zarobki rekompensowały niewygody i ciężką pracę. Później, kiedy coraz łatwiej można było wyjechać, ta zarobkowa emigracja stale rosła, zwłaszcza że w dotkniętym kryzysem kraju coraz trudniej było o pracę. Wyjeżdżali też ludzie, którzy szukali łatwego chleba i nie zawsze uczciwe zamiary. Bolało mnie, jak słowo Polak było synonimem cwaniaka czy złodziejaszka. A przecież wielu z tych, którzy wyjechali, chciało tylko poprawić swój i swoich najbliższych los za cenę rozłąki.

Przypomniałem kiedyś Polaków, którzy po I wojnie światowej pojechali za chlebem do Francji, do ciężkiej pracy w kopalniach czy w gospodarstwach rolnych. Nie znali języka, chcieli pracować. Większość planowała wrócić do Polski po zarobieniu pieniędzy na zakup ziemi czy całej gospodarki. Tylko nieliczni zdecydowali się przyjąć francuskie obywatelstwo i związać swoje losy z nową ojczyzną. Piszę o tym dlatego, że kiedy i we Francji zaczął się kryzys zwany wielkim, to tych pierwszych szybciej zwalniano z pracy i pod byle pretekstem wydalano z Francji. Taki los spotkał także Edwarda Gierka, choć tu dołożył się także protest w obronie zwalnianych polskich górników.

To wszystko przypomniało mi ludzi, których podobny los spotykał kilkadziesiąt lat wcześniej i objęło też Ślązaków. Kiedy w Westfalii zaczęło się intensywnie rozwijać górnictwo, nie tylko węglowe, to brakowało nie tylko rąk do pracy, ale i specjalistów, w tym górników. Na Śląsku tacy ludzie byli i wystarczyło zaoferować im tylko lepsze wynagrodzenia i dach nad głową, by się przenieśli. Do całego już Cesarstwa Niemieckiego, które dynamicznie rozwijało się gospodarczo, za chlebem ciągnęli też Polacy z zaborów rosyjskiego czy austriackiego. W Nadrenii czy Westfalii wobec niechęci miejscowej ludności przyjezdni organizowali się w stowarzyszeniach, najpierw obok pracy zaczęli tworzyć polskie stowarzyszenia kościelne, później sportowe, kulturalne czy kościelne. Powstał też związek zawodowy. Słyszałem kiedyś, że założyciele Borussii Dortmund zamierzali nazwać ją pierwotnie Polonią, choć nie wiem, na ile to prawda.

Ze względu na późniejsze losy Ślązacy i Polacy w Zagłębiu Ruhry zyskali miano Westfaloków czy bardziej po polsku Westfalczyków, a po niemiecku Ruhrpolen (Polacy z Zagłębia Ruhry). Zbyt duża liczba obcych budziła niepokój mniej licznych miejscowych (w ciągu kilkudziesięciu lat populacja w Zagłębiu wzrosła wielokrotnie). Nadmiar obcokrajowców budził też zaniepokojenie władz. I podobnie jak później we Francji, każdy pretekst był dobry, aby usuwać „obcych”. Działania te nosiły nazwę rugów pruskich i były przez wiele lat traktowane jako wyraz germanizacyjnej polityki niemieckich władz. Jednak Westfalczycy pozbawieni elit wykształcili je spośród siebie – ktoś musiał kierować licznymi organizacjami czy stowarzyszeniami. To nie mogło podobać się niemieckim władzom i nawet Ślązacy – niemieccy obywatele musieli liczyć się z możliwością wysiedlenia. W takich warunkach ludzie się jeszcze bardziej integrują i dlatego nasi rodacy byli coraz lepiej zorganizowani i, jak wspomniałem, pojawili się wśród nich wybitni działacze. Jednym z nich był Józef Rymer, późniejszy pierwszy wojewoda śląski i poseł na Sejm Rzeczypospolitej.

Było w Zagłębiu Ruhry w Rattingen polskie muzeum, niedawno dotarła wiadomość, że ekspozycja zostanie przeniesiona do Muzeum Zagłębia Ruhry w Essen. Niby upominamy się o prawa polskiej mniejszości w Niemczech, ale zastanawiam się, czy rzeczywiście nam na tym zależy.

A tak na zakończenie, to patrząc na losy polskich emigrantów zarobkowych przez minione sto parędziesiąt lat, zastanawiam się, dlaczego nie potrafimy znaleźć w sobie empatii dla tych, co też za chlebem…

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Ceny gazu w Europie spadają wraz z poprawą ruchu statków w cieśninie Ormuz

Ceny gazu w Europie spadają wraz z poprawą ruchu statków w cieśninie Ormuz - informują maklerzy.

Jak hale pneumatyczne radzą sobie z ekstremalnymi warunkami pogodowymi?

Hale pneumatyczne są coraz częściej wybierane jako zadaszenie kortów tenisowych, boisk piłkarskich i innych obiektów sportowych. Pozwalają ograniczyć wpływ deszczu, śniegu, wiatru oraz niskich temperatur na codzienne użytkowanie obiektu. Dzięki temu sezon sportowy może trwać znacznie dłużej, a w wielu przypadkach obiekt może być wykorzystywany także w okresie jesienno-zimowym.

Enea zabezpiecza dostęp do gazu z terminalu na Bałtyku i wkracza na globalny rynek

Enea uzyskała rezerwację mocy w terminalu gazowym FSRU 2. Oznacza to zabezpieczenie dostępu do infrastruktury, która umożliwi odbiór skroplonego gazu ziemnego (LNG) dostarczanego drogą morską. To kolejny ważny krok w realizacji strategii dywersyfikacji źródeł dostaw gazu oraz wzmacniania bezpieczeństwa energetycznego Grupy Enea. 

Jest porozumienie w górniczej spółce w sprawie pełnej realizacji funduszu płac

Dwunastu centralom związkowym reprezentującym załogę Polskiej Grupy Górniczej i zarządowi spółki udało się zawrzeć porozumienie w sprawie pełnej realizacji niewykonanego funduszu płac przewidzianego na pierwsze półrocze 2026 roku. Górnicy otrzymają swoje pieniądze wraz z pensją za czerwiec.