Inwestycje KGHM: W kraju czy za granicą?
Są tu coraz trudniejsze warunki eksploatacji, coraz więcej jest wszelkich kłopotów, których każde kierownictwo stara się przecież unikać. Natomiast na świecie tego rodzaju złoża leżą na powierzchni, lub w znacznie korzystniejszych warunkach. Ich eksploatacja wymaga znacznie mniej zachodu, a i efekty finansowe przynajmniej teoretycznie winne być odpowiednio większe. Bycie partnerem rządów, prowadzenie pertraktacji w Londynie, Paryżu i Santiago de Chile, to przecież nie to samo, co rozmowy w Iwinach, czy w Bolesławcu z wójtami, starostami i innymi na ogół bardzo upartymi samorządami. Do polityki tej postanowił wrócić prezes KGHM Mirosław Krutin zapowiadając kilka dni temu podjęcie odpowiedniej inicjatywy w tym kierunku. Jako, że pomysł ma już swoją długą historię warto ją przypomnieć, bo zachodzi obawa, że koniec nowej inicjatywy będzie taki sam jak wszystkich poprzednich.
Kongo
W 1966 roku po wzajemnych konsultacjach i wyjazdach oraz analizach została zawarta umowa KGHM z rządem Demokratycznej Republiki Konga na eksploatację jednego z najmniejszych złóż rud miedzi w prowincji Katanga o nazwie „Kimpe”. Złoże to położone na skraju głównego pasa rudonośnego, znajduje się kilkanaście kilometrów od granicy z Zambią. W tym czasie wydobycie rudy i produkcja miedzi w Kongu oraz w słynącym ze swoich bogactw naturalnych zagłębiu Katanga osiągnęła dno. Kopalnie i huty na ogół były nieczynne. Belgijskich i wszelkich innych specjalistów usunięto, a nowa kadra nie bardzo wiedziała, jak to wszystko utrzymać w ruchu. Brakowało części zamiennych, nikt nie konserwował urządzeń, nie mówiąc o jakiejkolwiek ich modernizacji. Umowa jednak przewidywała, że ruda z wydobytego złoża będzie przerabiana w kongijskich hutach. Z wyżej wymienionych powodów tych hut niestety nie udało się uruchomić. Blisko dziesięć lat starań, odkrywkowej eksploatacji, wszystko poszło na marne, przynosząc firmie straty w wysokości ok. 100 milionów dolarów. Miał to być przyczółek do opanowania większych złóż w prowincji Katanga. O tym, że jest to niemożliwe – nie wiadomo – czy nie wiedziano wcześniej, czy tylko to udawano. Nie mniej TV w tym czasie pokazała film o złożach rud miedzi w Katandze, na którym amerykański geolog pokazując horyzont powiedział wszystko to nasze! Fachowa prasa zagraniczna dyskretnie doniosła, że właścicielami tych złóż są byli szefowie amerykańskiego Departamentu Stanu i wywiadu zagranicznego CIA. W tej sytuacji zrozumiałe jest, że nawet największe wysiłki KGHM nic tu zmienić nie mogły. Opisy sytuacji, w których nie wiele brakowało, aby nasi pracownicy utracili życie pominę, gdyż przypominają one znane przygody Jamsa Bonda.
Chile
Na początku wieku bardzo zaawansowane były rozmowy dotyczące wykupienia złóż w Chile. Wiadomo, że jest ich tam bez liku i nie wszystkie są zagospodarowane. Bardzo interesująca była przeróbka odkrywkowo wydobytych rud siarczkowych, gdzie w półpustynnych warunkach złożoną na pryzmę polewano kwasem siarkowym uzyskując jej znaczne wzbogacenie. Proces ten był wielokrotnie tańszy niż w polskich zakładach, gdzie ruda musi być zmielona na proszek, a następnie flotowana. Planowano nawet przenieść polską załogę do Chile. Tyle tylko, że już na etapie wizyty polskiej delegacji poddano ją badaniom lekarskim! Było to konieczne, gdyż złoża znajdują się na wysokości ok. 4 tys. m ponad poziom morza i powietrze jest tak rozrzedzone, że nie każde serce to wytrzymuje. Koniec, końców wiadomo, że gór nie da się obniżyć i zrezygnowano z tej niezwykle atrakcyjnej oferty. Ile setek tysięcy dolarów wydano na wszystkie eskapady nikt nie wie. Podobne oferty, co roku wstrząsają posadami firmy na ogół z tym samym efektem.
\"Konrad\"
Kopalnia o tej nazwie ma swoją jeszcze niemiecką historię jej budowy. Polacy wybudowali ją i uruchomili praktycznie od podstaw. Rozpoczęła ona swoje wydobycie w 1953 roku. Po powstaniu w 1961 roku KGHM weszła ona w skład ówczesnego Kombinatu Górniczo–Hutniczego Miedzi. Dawała ona niewielkie, lecz trwałe zyski i miała dużo korzystniejsze warunki eksploatacji niż na złożach nowo odkrytych. Na początku tego wieku KGHM mając ogromne możliwości inwestycji za granicą postanowił zlikwidować odległą o ok. 30 km od centrali kopalnię, która przysparzała więcej kłopotów niż zysków. Nic to, że pozostawiono tu setki milionów ton rudy udostępnionej i przygotowanej do dalszej eksploatacji. Na nic zdały się protesty kopalnianych związkowców, których ich koledzy pozostawili na przysłowiowym lodzie.
W kraju i na Dolnym Śląsku
Dziś poseł Ryszard Zbrzyzny apeluje, aby inwestować w krajowe złoża miedzi, choć wiadomo, jakie są tu kłopoty tylko z temperaturą ok. 50 stopni Celsjusza na głębokości 1500 m, do którego to poziomu eksploatacja nieuchronnie się zbliża. Z jednej strony mimo wszystkich zastrzeżeń można zrozumieć nawet chaotycznie prowadzone poszukiwania dróg wyjścia poza granicami kraju. Z drugiego punktu widzenia niezrozumiałe jest ignorowanie przez wszystkich zainteresowanych ogromnych bogactw naturalnych zarówno Polski, jaki i w szczególności Dolnego Śląska. Pomijając skazane na zagładę Dolnośląskie Zagłębie Węglowe, trzeba zauważyć, że na Śląsku wbrew wielu mijającym się z prawdą wypowiedziom prezesów KGHM jest tak dużo bogactw naturalnych, jak nigdzie na świecie. Nie na darmo w literaturze zawodowej region ten nazywany jest „Małym Uralem”.
Przykładowo zabrakło skromnego tylko kapitału na modernizację jedynych w kraju kopalń barytu „Boguszów” i „Stanisławów”, zabrakło równie niewielkich pieniędzy na przejęcie jedynej między Berlinem a Opolem cementowni „Podgrodzie” znajdującej się na terenie górniczym KGHM. Dziś już ich nie ma. Sam KGHM położony jest w centrum największego w Polsce złoża węgla brunatnego ”Legnica”, o którego planach eksploatacji mówi się już od 40 lat. Na wszystkie tego rodzaju oferty krajowe KGHM odpowiada, że są one niegodne tak wielkiego potentata. Wydaje się, że nadchodzi czas, kiedy pycha tych, którym się dotąd tak dobrze powodziło może być srodze ukarana. Warto też, aby związkowcy, tak zdecydowanie broniący swoich miejsc pracy trochę szerzej pomyśleli o tym, że KGHM mógłby zamiast za granicą inwestować w krajowe górnictwo z dużo lepszym skutkiem ekonomicznym, społecznym i każdym innym.