Ile jest rynku w rynku węgla?

Tytułowe pytanie jest dość przewrotnie postawionym hasłem ostatniej z czterech sesji obrad konferencji branżowej „Rynek Węgla 2009”, którą organizuje Wydawnictwo Górnicze pod patronatem wicepremiera Waldemara Pawlaka. Z tej okazji redaktor Jacek Srokowski dał mi zadanie domowe, abym zastanowił się nad problemem: ile jest rynku w rynku węgla kamiennego i przekazał Czytelnikom SKIPu moje refleksje. Nie bardzo mogę się wykręcić, ponieważ w swoich artykułach i wypowiedziach często stwierdzałem, że w handlu węglem na rynku krajowym funkcjonuje „pseudorynek” a nie rynek. Spróbuję więc podzielić się swoimi przemyśleniami.

Na początek przytoczę, za podręcznikiem „ABC ekonomii” autorstwa A. Zawojskiej, A. Daniłowskiej i E. Mossakowskiej, kilka definicji.
Rynek jest to całokształt warunków doprowadzających do wymiany dóbr i usług. Rynek jest podstawowym mechanizmem regulacji procesów gospodarczych w gospodarce rynkowej. Gospodarka rynkowa oparta jest na prywatnej własności środków produkcji i dobrowolnej wymianie. Ceny produktów kształtują się na rynku. Głównym celem działalności przedsiębiorców jest osiągnięcie maksymalnego zysku. Struktura produkcji i konsumpcji nie podlega ograniczeniom. Podmioty gospodarcze nie są krępowane (posiadają wolność wyboru) w swojej działalności gospodarczej. Konkurencja nie zachodzi pomiędzy nabywcami i sprzedającymi. Na rynku działają dwie podstawowe grupy podmiotów: kupujący i sprzedający. Chcą oni zawrzeć najkorzystniejsze dla siebie transakcje.
W gospodarce nakazowej środki produkcji są własnością lub znajdują się pod ścisłą kontrolą rządu. Rząd lub jego instytucje ustalają hierarchię potrzeb w gospodarce, rodzaje i ilość produkowanych dóbr, ich ceny oraz sposoby wymiany. Plan układany centralnie wyznacza co, ile i jak się produkuje a także kto będzie wytworzone dobra konsumował i jakie będą rozmiary jego konsumpcji.
Ani gospodarka rynkowa, ani centralnie planowana nie występują w rzeczywistości w czystej formie. Nie ma na świecie kraju, gdzie państwo nie ingerowałoby w żaden sposób w gospodarkę albo gdzie by działał wyłącznie mechanizm rynkowy. W praktyce funkcjonują gospodarki mieszane. Część decyzji podejmowana jest przez poszczególne podmioty gospodarcze ( ...) natomiast rząd w różnym stopniu ingeruje w gospodarkę.
Na razie tyle - skróconych zresztą - cytatów z podręcznika. Spróbujmy się zastanowić, jak w świetle powyższych definicji funkcjonowało w ostatnich latach nasze górnictwo węgla kamiennego.
W wyniku zmian, które nastąpiły w 1989 roku, w Polsce zaczęto proces budowania gospodarki rynkowej. Rynek miał mieć decydującą rolę w kształtowaniu procesów gospodarczych. W praktyce posługiwano się metodą prób i błędów. Trzeba jednak usprawiedliwić decydentów gospodarczych, gdyż nie posiadali oni podstaw teoretycznych, by realizować proces przechodzenia z gospodarki centralnie planowanej do gospodarki rynkowej. Eksperymentowano na żywym organizmie gospodarki narodowej. Trudno ustosunkować się do osiągniętych rezultatów, to mogą zrobić dopiero po latach ekonomiści zajmujący się historią ekonomii. Skupmy się więc tylko na funkcjonowaniu górnictwa węgla kamiennego, nie zapominając o użytkownikach węgla.

Proteza własnościowa
Wczytując się w definicje podane na wstępie, napotykamy pierwsze pytanie – czy działalność górnictwa opiera się na prywatnej własności środków produkcji? Odpowiedź brzmi – nie. Poza jedną kopalnią (Siltech) pozostałe są zakładami spółek Skarbu Państwa. Jest to coś w rodzaju namiastki własności prywatnej. Moim zdaniem to tylko proteza, choć teoretycy uważają inaczej. Jeżeli właściciela, czyli państwo reprezentuje tylko minister (przemysłu, przemysłu i handlu, gospodarki, itd.) osobiście lub przez wyznaczonego przez siebie przedstawiciela – mamy wtedy do czynienia z tzw. jednoosobową spółką skarbu państwa – to posiada on ogromną władzę. Sam przecież podejmuje uchwały Walnego Zgromadzenia, obowiązujące wszystkie lub wskazane Spółki Węglowe. Jednak minister nie reprezentuje prywatnego właściciela lecz skarb państwa.
Spółki węglowe czy samodzielne kopalnie nie działają (poza jedną) jako prywatna własność środków produkcji a przecież – jak przeczytaliśmy w podręczniku - na tej własności oparta jest gospodarka rynkowa.
Wydaje mi się, że tak naprawdę górnictwo węglowe działa jako pewnego rodzaju parodia gospodarki nakazowej. Już słyszę oburzone głosy teoretyków a także działaczy gospodarczych, ale to moje zdanie i wcale nie trzeba się z nim zgadzać.
Można łagodniej powiedzieć, że jest to gospodarka mieszana z nierynkową własnością środków produkcji. Te elementy gospodarki mieszanej będą często występować w moich dalszych rozważaniach.
Zatrzymując się jeszcze na chwilę przy decyzjach jednoosobowego Walnego Zgromadzenia, które - zgodnie z Kodeksem Handlowym - podejmowane są w głosowaniach tajnych, chciałbym zadać następujące pytanie: - Jakim sposobem głosowanie można przeprowadzić tajnie, jeżeli głosuje jedna osoba, która jest również komisją liczącą głosy? Przecież komisja przed policzeniem głosu zna już wynik…
Pytanie to zadałem (oczywiście złośliwie) jednemu z poprzednich wiceministrów, który po namyśle odparł, że zawsze muszę komplikować problemy. I nadal nie wiem, co z tajnością głosowań, ale to tylko nieistotna dygresja.
Angielski ekonomista Adam Smith (1723 – 1790) sformułował odpowiedź na pytanie co, jak i dla kogo produkować. Odpowiedzi tej udziela mechanizm rynkowy nazwany przez Adama Smitha „niewidzialną ręką rynku”. Otóż ta właśnie „niewidzialna ręka” miała według byłego ministra przemysłu rozwiązać problem funkcjonowania górnictwa węgla kamiennego. W 1990 roku rozporządzeniem Rady Ministrów powołano 70 samodzielnych kopalń będących przedsiębiorstwami państwowymi. Wyłączono je ze Wspólnoty Węgla Kamiennego. Samodzielne kopalnie zostały wrzucone na głęboką wodę gospodarki, która równocześnie miała przekształcić się w gospodarkę rynkową.
Okazało się rychło, że kopalnie nie były zdolne do efektywnej działalności. Nie były w stanie przestawić się na funkcjonowanie rynkowe w warunkach administracyjnego ustalania cen węgla i regulowania eksportu. Nie były w stanie samodzielnie (jako przedsiębiorstwa państwowe) dostosować zatrudnienia do rzeczywistych potrzeb, czy pozbyć się nieprodukcyjnego majątku. Decyzja z 1990 roku była nieszczęśliwa a stan taki trwał przez kolejne trzy lata. Niewidzialna ręka rynku nie rozwiązała problemów górnictwa z tej prostej przyczyny, że nie było jeszcze warunków, które muszą zostać spełnione, aby gospodarka stała się rzeczywiście gospodarką rynkową.

Cena urzędowa

W gospodarce rynkowej, jak już wspomniano, ceny (w tym także węgla) kształtują rynek. Problem cen jest niezwykle złożonym zagadnieniem. W 1990 roku Ministerstwo Przemysłu zleciło instytutowi PAN, w którym pracuję, opracowanie systemu cen na węgiel. System miał cechować się elementami rynkowymi.
Wybrnęliśmy z tego zadania w taki sposób, że dla formuły sprzedażnej określiliśmy dwa człony: strukturę cen i poziom cen. Struktura cen związana była z parametrami jakościowymi węgla (wartość opałowa, zawartość popiołu, siarki i wilgoci) i oddawała wartość użytkową każdego oferowanego do sprzedaży węgla. Poziom cen był elementem rynkowym, gdyż uzgadniało się go w trakcie negocjacji pomiędzy producentami i użytkownikami. Oba te człony miały zapewnić spełnienie warunku, że cena węgla będzie pieniężnym wyrażeniem wartości towaru.
Pierwszy poziom cen został narzucony przez Ministerstwo Finansów, a następne miały być ustalane w sposób rynkowy. Tak się jednak nie stało a poziom cen nadal był narzucany urzędowo. Trzeba tu dodać, że pierwszy poziom cen satysfakcjonował kopalnie, gdyż pokrywał koszty produkcji węgla. Potem na skutek inflacji i uczynienia z cen węgla tzw. kotwicy inflacyjnej sytuacja ekonomiczna kopalń stawała się coraz gorsza.
Jedną z funkcji cen jest tzw. funkcja dochodowa. W cytowanym podręczniku napisano: Producent sprzedaje swoje wyroby na rynku. Jego przychód zależy od wysokości ceny i wielkości sprzedaży. Oczekuje on, że cena zwróci poniesione nakłady na wyprodukowanie jednostki dobra i przyniesie pewną nadwyżkę – zysk, który pozwoli na rozwój wielkości produkcji. Oczywiście nie zawsze tak jest. Czasami cena jest niższa od kosztów jednostkowych i wówczas producent ponosi straty. Gdy dzieje się tak przez dłuższy czas, może on zbankrutować.
O tej funkcji cen decydenci gospodarczy zapomnieli lub w imię różnych partykularnych interesów nie chcieli pamiętać. Taka cenowa polityka wobec górnictwa węgla kamiennego przyniosła katastrofalne rezultaty. Jeśli się nie przestrzega zasad rynkowych (w tym przypadku zasad stanowienia cen), to skutki nie mogą być inne.

Fikcyjne uwolnienie
Kopalnie na skutek błędnej polityki cenowej państwa przestawały być rentowne. Dopiero w lipcu 1992 roku Zarządzenie nr 44 Ministerstwa Finansów uwolniło ceny węgla. To uwolnienie było jednak fikcyjne, gdyż każdorazowa próba podniesienia cen węgla do poziomu kosztów jednostkowych była blokowana przez Izby Skarbowe. Co prawda mogły one wstrzymać podwyżki cen tylko na trzy miesiące, ale skutki i tak były katastrofalne dla górnictwa. Zresztą nigdy (z wyjątkiem ostatnich lat) nie udało się zrównać cen i kosztów, nie wspominając już o zysku, który można by przeznaczyć na rozwój.
Po tzw. uwolnieniu cen wydawało się, że powoli zacznie działać rynek węgla, ale były to próżne nadzieje.
Ceny węgla, zwłaszcza dla energetyki, były przedmiotem ustaleń różnych gremiów. Niestety górnicy mieli w nich małą siłę przebicia. Tu wrzucę swoje trzy grosze: relacjami cenowymi między górnictwem a energetyką zajmuję się od początku lat dziewięćdziesiątych. Działałem w wielu zespołach powoływanych przez ministerstwo, niektórym nawet przewodniczyłem. Tak się jednak dziwnie składało, że gdy tylko zespół przedstawiał propozycję rozwiązania problemu cen, był rozwiązywany albo więcej się już nie zbierał. I tak minęło chyba dziesięć lat.
Uważny czytelnik zastanowi się, dlaczego przez przeszło dziesięć lat zajmowaliśmy się w zasadzie tym samym problemem, tzn. jakie powinny być ceny węgla sprzedawanego do energetyki? Każdy odpowie, że ceny powinny być rynkowe. Wszak w 1990 roku przeszliśmy z gospodarki centralnie planowanej do gospodarki rynkowej. Czy prace zespołów nie były zbędnym zajęciem? Łatwo przecież zauważyć, że skoro kolejne zespoły powoływało Ministerstwo Przemysłu i Handlu, to nie mógł być spełniony jeden z podstawowych warunków funkcjonowania rynku.

Coś drgnęło
Sytuacja związana ze stanowieniem cen zmieniła się dopiero w ostatnich latach, gdy na międzynarodowych rynkach węgla jego ceny dynamicznie wzrosły. Górnicy mogli wreszcie bardziej swobodnie negocjować poziom cen. Tu dodam też, że przez wiele lat zarządzający krajowym górnictwem prawie zawsze milczeli, gdy prowadzono rozmowy o cenach węgla. Dopiero obecny prezes Kompanii Węglowej dr inż. Mirosław Kugiel ostro postawił sprawę cen węgla. W wystąpieniach publicznych stwierdził, że ceny węgla muszą być rynkowe a elektroenergetyka powinna wreszcie przestać walczyć z górnictwem i zacząć się zastanawiać na tym, jak kreować cenę produktu końcowego.
Mam nadzieję, że po 18 latach od początku transformacji gospodarki zacznie funkcjonować ten podstawowy element gospodarki rynkowej. Dotąd główny cel działania przedsiębiorców – maksymalizacja zysku – nie był realizowany. O przyczynach napisałem powyżej.

Mniejsze wydobycie, wyższy koszt

W założeniach gospodarki rynkowej zapisano, że produkcja nie podlega ograniczeniom. Także i to założenie nie było realizowane przez wiele lat. W spadku po poprzednim systemie odziedziczyliśmy zbyt dużo kopalń (decyzje o ich budowie zapadały w RWPG), które produkowały nadmiar węgla, jak na potrzeby rynku wewnętrznego. Równocześnie, zgodnie z programami restrukturyzacyjnymi, ograniczano eksport węgla. Podejmowano decyzje o zmniejszaniu wydobycia w kopalniach, jak też o likwidacji kopalń. Problem nadmiaru węgla można rozwiązać albo przez ograniczenie produkcji (zamykanie kopalń), albo przez zwiększenie eksportu. Niestety nie wybrano tego drugiego rozwiązania. Zmniejszenie wydobycia w istniejących kopalniach skutkuje wzrostem jednostkowych kosztów pozyskania węgla. Koszty stałe (wysokie w górnictwie) rozkładają się na coraz mniejszą ilość sprzedawanego produktu. Ten wzrost kosztów jednostkowych z równoczesnym blokowaniem wzrostu cen wywracał do góry nogami funkcję dochodową cen, a mianowicie, że cena zwrócić ma poniesione nakłady. I znowu widać wyraźnie, że kolejne elementy rynkowe nie były przestrzegane.
Interesujące jest to, że przepisy karne kodeksu handlowego wyraźnie mówiły, że kto będąc członkiem zarządu działa na szkodę spółki podlega karze pozbawienia wolności do lat 5 (przejściowo do lat 3) i grzywnie. Stawiałem wielokrotnie pytania, czy zgoda na ceny węgla poniżej kosztów jego pozyskania nie jest przypadkiem działaniem na szkodę spółki? Kodeks mówi także, że kto nakłania do działania na szkodę spółki, podlega takiej samej karze. Ciekawie więc byłoby sprawdzić, czy decydenci narzycający ceny węgla, mogą zostać pociągnięci do odpowiedzialności za wyrządzone kopalniom i spółkom straty. Ale nie jest to moim zadaniem.
Na początku lat dziewięćdziesiątych obowiązywała ustawa o cenach. Pozwalała ona na stosowanie cen poniżej kosztów jednostkowych, ale równocześnie wskazywała, że decydent musi wskazać źródło pokrycia powstających strat. Państwo ustalając zaniżone ceny musiało dotować górnictwo z budżetu państwa. Potem ustawę uchylono i problemem, jak pokryć straty przy zaniżonych cenach (zaniżonych praktycznie urzędowo), pozostawiono kopalniom i spółkom. To był wyjątkowo fatalny sposób pozbycia się przez państwo problemu strat w górnictwie węgla kamiennego.

Eksportowa huśtawka
Z ubiegłych lat warto przytoczyć jeszcze jeden przykład nierynkowego funkcjonowania górnictwa. W pewnym okresie ceny węgla na rynku międzynarodowym były niskie. Kopalnie eksportujące węgiel uzyskiwały niższe dochody w porównaniu z kopalniami sprzedającymi na rynku wewnętrznym. Problem w tym, że kopalnia nie miała możliwości wyboru, gdzie kierowany będzie jej węgiel. Jak więc tu mówić o niekrępowaniu działalności gospodarczej i maksymalizacji zysku? Jest to kolejny przykład, że rynek węgla praktycznie nie istniał.
Obecnie mamy sytuację odwrotną. Ceny węgla w eksporcie są wyższe niż ceny uzyskiwane na rynku wewnętrznym. Zgodnie z zasadą maksymalizacji zysku węgiel w tej sytuacji powinien być zdejmowany z krajowego rynku i sprzedawany za granicę. Tak by się działo, gdybyśmy mieli prawdziwy rynek węgla kamiennego. Sprzedając na kraj a nie na eksport zarządy spółek w rzeczywistości ograniczają zyski.
W gospodarce rynkowej poziom cen krajowych zrównałby się z poziomem cen eksportowych. To normalne prawo popytu i podaży. O tym też się zapomina. Interesujące byłoby stanowisko przedstawicieli właściciela, gdyby zwiększono eksport kosztem zabezpieczenia węgla np. dla energetyki krajowej. Reakcja, jak przypuszczam, byłaby całkowicie niezgodna z prawami rynku, a zarządy spółek prawdopodobnie zostałyby odwołane.
Kolejne pytanie: - Czy istnieje konkurencja na rynku pomiędzy wytwórcami węgla? W ubiegłych latach wielokrotnie słyszałem skargi na nieuczciwą konkurencję. Odbywała się ona poprzez obniżanie cen. Byłoby to dobre zjawisko, gdyby ceny były wyższe niż koszty jednostkowe - producenci zmniejszaliby swoją marżę. To byłoby zachowanie rynkowe.
Niestety obniżano ceny będące już na poziomie niższym, niż koszty jednostkowe. Taka konkurencja skutkowała powiększaniem strat i tu wówczas kłaniał się kodeks handlowy. Ponieważ jednak w programach restrukturyzacyjnych zapisywano, że ceny mogą być niższe, niż koszty jednostkowe, to w sensie prawnym (jak można się obawiać) nikt nie odpowiada za zwiększenie strat. To kolejny przykład, że nie było u nasz prawdziwego rynku węgla kamiennego.
W obecnej sytuacji, gdy brakuje węgla na rynku wewnętrznym i trzeba się ratować importem, konkurencja praktycznie nie będzie występować.
Na marginesie można dywagować, czy aby dopuszczalna jest konkurencja pomiędzy przedsiębiorstwami należącymi do tego samego właściciela. A przecież spółki węglowe, a więc i kopalnie, są własnością Skarbu Państwa. Konkurencja w tym przypadku zmniejsza wpływy jednostek Skarbu Państwa, a zatem działa na jego szkodę. Ten problem powinni chyba wyjaśnić prawnicy-interpretatorzy kodeksu handlowego. Na razie nie ma problemu, bo węgiel jest rozchwytywany, więc nie ma sensu żadna działalność konkurencyjna. Ale to się może zmienić.
Rozważania na temat rynku węgla kamiennego można by ciągnąć dalej, jednak wydaje się, że omówiliśmy najważniejsze problemy związane z tym tematem.
Podsumujmy - jak należy odpowiedzieć na tytułowe pytanie: - Ile jest rynku w rynku węgla kamiennego?”
Moim zdaniem jeszcze niewiele. Ale sytuacja w górnictwie węglowym dnia dzisiejszego pozwala przypuszczać, że być może branża zacznie działać zgodnie z zasadami rynku.

Wiesław Blaschke
Autor jest pracownikiem naukowym Instytut Gospodarki Surowcami Mineralnymi i Energią Polskiej Akademii Nauk w Krakowie.


MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Orlen podniósł hurtowe ceny paliw

Orlen podniósł w piątek hurtowe ceny benzyny Eurosuper 95 o 66 zł, benzyny Super Plus 98 o 42 zł, a oleju napędowego Ekodiesel o 44 zł na metr sześc. - wynika z danych opublikowanych przez koncern. Poprzednio, w czwartek, w hurcie Orlenu benzyna staniała, a olej napędowy zdrożał.

Kąpielisko Fala w Tauron Parku Śląskim rozpoczyna sezon

Zapowiada się bardzo gorący weekend, a uczniowie rozpoczynają wakacje – to najwyższy czas, by rozpocząć sezon na Fali w Tauron Parku Śląskim. Kąpielisko czynne jest od dziś (26 czerwca 2026 r.), w godzinach 9.00 – 19.00.

Jastrzębskie Carbonarium się rozwija. Wkrótce otwarcie nowej części wystawy

Wystawa Carbonarium w Instytucie Dziedzictwa i Dialogu Łaźnia Moszczenica w Jastrzębiu-Zdroju rozrasta się. Na 5 lipca 2026 r. zaplanowano otwarcie nowej części ekspozycji, która skupia się przede wszystkim na ukazaniu zmian przestrzennych i demograficznych, które zaszły w mieście w okresie powojennym.

Na tegoroczne wakacje wydamy średnio niemal 300 zł więcej na osobę niż rok temu

Średnio 2042 zł wyda statystyczny Polak na tegoroczne wakacje; to o niemal 300 zł więcej niż rok wcześniej - wynika z badania "Wakacyjny Portfel Polaków 2026". Przeciętne gospodarstwo domowe na letni wypoczynek przeznaczy ok. 5,1 tys. zł, czyli ponad 700 zł więcej niż w 2025 r.