Górniczy ratownicy-nurkowie szkolili się w Goleszowie
- To elita wśród ratowników i nurków. Choć wykonują wszystkie zadania zwykłych ratowników górniczych, to mają dodatkowe kwalifikacje, przechodzą specjalistyczne szkolenia nurkowe. A nurkowanie w zalanym podziemnym wyrobisku jest bardzo trudne i niebezpieczne – powiedział PAP dyrektor Okręgowego Urzędu Górniczego w Wodzisławiu Jerzy Krótki.
Elitarna grupa, działająca w ramach Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego w Bytomiu, a stacjonująca przy kopalni „Borynia”, liczy zaledwie 18 osób oraz trzech kierowników akcji podwodnych.
Nurkowie górniczy pracują w bardzo trudnych warunkach – wody kopalniane to z reguły solanki. Ich kontakt ze skórą mógłby być groźny dla zdrowia. „Nurkowanie w kopalni jest bardzo niebezpieczne ze względu na złą widoczność, ograniczoną przestrzeń, wiele przeszkód i elementów, niemożność szybkiego wynurzenia. Jest najbliższe nurkowaniu jaskiniowemu, ale trudniejsze również od niego” – podkreśla dyrektor Krótki.
Dlatego ratownicy mają specjalne skafandry z materiałów bardzo odpornych na uszkodzenia mechaniczne. Do pracy wykorzystują m.in. palnik ultratermiczny, który tnie pod wodą wiązką o temperaturze 6 tys. stopni. Nie oprą mu się nawet beton i metal.
Ratownicy – nurkowie pracowali m.in. przy udostępnieniu specjalnej komisji terenu największej górniczej katastrofy ostatnich lat – w kopalni „Halemba” w Rudzie Śląskiej. W zalanych rejonach instalują lub demontują urządzenia, odpompowują wodę, przeszukują szyby. Akcje, w których ratują ludzi to rzadkość, ale dyrektor Krótki pamięta taką akcję w kopalni „Rozbark” w latach 80.
Nurkowie górniczy muszą obowiązkowo przejść cztery specjalistyczne szkolenia i jeden pięciodniowy obóz kondycyjny w ciągu roku. Muszą też częściej przechodzić badania – po 30. roku życia raz na pół roku. Podczas poniedziałkowego szkolenia w Goleszowie ćwiczyli rozpoznanie zbiornika, ewakuację ludzi, poszukiwanie zatopionych przedmiotów i usuwanie przeszkód.