Górnicze mogiły: Każda śmierć boli...
fot: Kajetan Berezowski
Zbigniew Płócienniczak, wiceprzewodniczący zakładowej „Solidarności” w kopalni „Pokój” stawia znicz przy kaplicy wzniesionej w rudzkiej dzielnicy Nowy Bytom ku czci poległych górników.
fot: Kajetan Berezowski
Ilu ich było? To pytanie musi pozostać bez odpowiedzi. Nikt bowiem nie jest w stanie policzyć ofiar górniczego trudu. Stąd też fundatorzy tablicy pamiątkowej zawieszonej we wnętrzu niewielkiej kapliczki w Nowym Bytomiu zrezygnowali z umieszczania na niej jakichkolwiek nazwisk.
– Pamiętamy o ludziach, którzy pracowali w naszej kopalni. Obojętnie, kiedy polegli i skąd pochodzili. Dlatego największe związki zawodowe, działające w zakładzie, postanowiły ufundować kaplicę. Pomysł poparł ks. prof. Jan Górecki, ówczesny proboszcz parafii pod wezwaniem Św. Pawła w Nowym Bytomiu. To wszystko, co możemy dla naszych poległych braci górników zrobić - wyjaśnia Jacek Nocko, dyrektor ds. pracy w kopalni „Pokój”.
Poświęcenie kaplicy przed czterema laty dało początek zupełnie nowej tradycji związanej z kultywowaniem pamięci po zmarłych. – Co roku, przed dniem Wszystkich Świętych, delegacja złożona ze związkowców odwiedza groby górników, którzy odeszli na zawsze. Przez trzy kolejne lata przybywamy na miejsce wiecznego spoczynku naszych kolegów ze zniczami i wieńcem z szarfą ozdobioną napisem: „Pamiętamy”. I nieistotne, czy jest to Gdańsk, Rzeszów, czy Opole. Ubrani w galowe mundury przyjeżdżamy bez uprzedzenia. Chcemy, żeby rodziny wiedziały, że pamiętamy... – urywa Tadeusz Minicki, przewodniczący zakładowej organizacji Związku Zawodowego Górników w kopalni „Pokój”.
– Częstochowa, Blachownia, Czerwionka-Leszczny, województwa opolskie i wrocławskie – to nasza tegoroczna trasa – wylicza Janusz Kulpa, szef „Solidarności” w KWK „Pokój”. Grobów jest sporo. Wieńce i znicze ledwo mieszczą się w obszernej bagażówce.
– Bogu dzięki, świeżych mogił w tym roku nie przybyło, ale minione trzy lata przyniosły ich sześć – wspomina dyrektor Nocko.
– Nazwiska tych ludzi mógłbym bezbłędnie wymieniać z pamięci o każdej porze dnia i nocy. Wciąż nie potrafię zapomnieć tragedii z lipca, sprzed dwóch lat. Zginął wówczas młody pracownik. Osierocił dwoje małych dzieci. Chłopczyk w maju był u Pierwszej Komunii. Spotkawszy mnie, zapytał przez łzy: „Czy to prawda, że jak tatę wywiozą z dołu, to będzie normalny pogrzeb? Bo skoro już nie żyje, to chciałbym z siostrzyczką odwiedzać jego grób i palić znicze” – Nocko przywołuje w pamięci tamte chwile. Widać, że przychodzi mu to z trudem. Nerwowo sięga po kolejnego papierosa.
Nie ma wątpliwości, 2006 rok nie był szczęśliwy dla naszego górnictwa. Same tylko rudzkie kopalnie pochłonęły trzydzieści ludzkich istnień. Dwudziestu trzech górników poległo w „Halembie”, czterech w kopalni „Pokój”, po jednym w „Bielszowicach”, „Nowym Wirku” i „Śląsku”.
Nie ma kopalni, w której załoga nie pamiętałaby o swych poległych kolegach. Nie wolno jednak zapominać także o rodzinach ofiar górniczych tragedii. Należy otaczać je szczególną troską. Z tego też względu załoga kopalni „Pokój” zorganizowała w październiku zbiórkę środków na potrzeby wdów i sierot. Zasilą one fundusze stypendialne i pomocowe.
– Wraz z władzami miasta chcemy, aby ta pomoc trafiła do wszystkich rodzin, które ucierpiały w wyniku straty ojca. Nie jest ważne, czy była to katastrofa, czy pojedynczy wypadek – podkreśla dyrektor Jacek Nocko. – Każda śmierć boli tak samo...