Górnicy złożyli hołd Prezydentowi RP
fot: PAP
Górnicy w galowych mundurach, hutnicy,kolejarze, samochodówka, służba zdrowia, ciepłownicy i energetycy składali w środę hołd Ofiarom katastrofy
fot: PAP
W środę od rana do późnej nocy górnicy składali przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie swój hołd nieżyjącemu Prezydentowi RP, jego małżonce i wszystkim ofiarom katastrofy pod Smoleńskiem.
Pierwsi ruszyli górnicy z Jastrzębia - tuż po północy. Niektórzy zaraz po szychcie, inni z domu, pożegnani znakiem krzyża przez żony. Im bliżej Katowic, tym wyjazdy były późniejsze. Bladym świtem na trasie warszawskiej było już ponad 30 autokarów wiozących na honorową wartę przy prezydencie Lechu Kaczyńskim ponad tysiąc pracowników z województwa śląskiego - relacjonuje "Dziennik Zachodni".
- Górnicy w galowych mundurach, hutnicy, kolejarze, samochodówka, służba zdrowia, ciepłownicy i energetycy - wylicza Sławomir Ciebiera, wiceprzewodniczący zarządu regionu śląsko-dąbrowskiej "Solidarności".
W autokarach panowała martwa cisza. Tylko tam, gdzie ludziom towarzyszyli duszpasterze, trwały nieustające modlitwy za dusze poległych w katastrofie. - Zwykle jadąc do Warszawy zatrzymywaliśmy się przy drodze, żeby coś zjeść, napić się piwa. Teraz nikt nawet o tym nie pomyślał. Cisza w samochodzie, u człowieka natłok myśli… - zwierza się "Dziennikowi Zachodniemu" Kazimierz Grajcarek, przewodniczący Sekretariatu Górnictwa i Energetyki NSZZ "Solidarność".
Stłoczeni przed Pałacem Prezydenckim warszawiacy przywitali górników brawami. Ich godność, mundury, sztandary kopalń - to zawsze w stolicy robiło wrażenie. - Poczty sztandarowe złożyły hołd prezydenckiej parze i pozostały w pałacu. Będą tam aż do momentu, gdy trumny z ciałami Marii i Lecha Kaczyńskich opuszczą Salę Kolumnową - mówi wzruszony Ciebiera.
Komisja Krajowa podzieliła czas honorowej warty między członków swego prezydium, szefów regionów, przewodniczących sekretariatów. Każdy chciał stanąć choćby przez chwilę, choćby na tych kilka skrupulatnie wydzielonych minut - pisze reporterka "DZ" Beata Sypuła.
Piotr Duda, szef śląsko-dąbrowskiej "S", stanął w parze z Bogdanem Bisiem, wiceszefem regionu, w samo południe. - Przyszedłem pożegnać się z panem prezydentem, dobrym człowiekiem, który dbał o zwykłych ludzi. Stałem przy trumnie i dziękowałem mu za to - wyznaje łamiącym się głosem przewodniczący Duda. - Znaliśmy się kilkanaście lat. Był dla mnie kimś więcej niż głową państwa. Czułem taką pustkę, żal i obawę, co będzie dalej.
Po godzinie jeszcze raz przy trumnach stanęli śląscy związkowcy: przewodniczący górniczej "Solidarności" Dominik Kolorz oraz wiceprzewodniczący Jarosław Grzesik. Nieopodal, w szóstce kolegów - kolejni związkowcy. - W środku, mimo przewijających się tłumów, panuje niesamowita cisza. Ktoś przyklęknie, przeżegna się, uroni łzę - mówi Bogdan Biś.
- W takiej chwili można się tylko modlić. Ja się modliłem - wyjawia Kazimierz Grajcarek.
W pamięci innych honorowych wartowników utkwiły słowa kapelana śląsko-dąbrowskiej "Solidarności", ks. Stanisława Puchały, który towarzyszy związkowcom w posłudze u prezydenta: że to nie nadaremna śmierć, że razem z nią w naród padło ziarno odnowy - w prawdzie, miłości, miłosierdziu.
- Ludzie wciąż pytają o sens tej śmierci. Ksiądz Puchała żarliwie nas zapewnia, że to wszystko ma sens. Naród po tej lekcji będzie miał świadomość konieczności czynienia dobra, jak czyniła prezydencka para - mówi wiceprzewodniczący Ciebiera.
"Solidarność" ma szczególnie wiele powodów do wdzięczności Lechowi Kaczyńskiemu - przypomina "Dziennik Zachodni". Związkowcy podkreślają, że troszczył się o pomyślność swej pracowniczej rodziny i stał na straży jej praw. Nie przepuścił ustawy, która mogłaby je naruszać. Dlatego był opoką "Solidarności", a związek - głównym filarem jego kadencji. Działacze wciąż pamiętają, że w 1990 r. został pierwszym wiceprzewodniczącym Komisji Krajowej NSZZ "Solidarność" i praktycznie kierował związkiem w czasie kampanii prezydenckiej Lecha Wałęsy oraz po jego wyborze na stanowisko prezydenta RP. Dlatego związkowcy uważają, że są mu winni tę wartę, zresztą - nie ostatnią.
Wczoraj konwent "Solidarności" debatował, jak godnie uhonorować prezydencką parę w Krakowie. Dziś można się spodziewać szczegółowego planu wyjazdu pod Wawel. Związkowcy śląscy, z racji swej liczebności i bliskości Krakowa, mieliby do odegrania pierwszoplanową rolę.