Firmy chcą tańszego prądu
fot: ARC
W dyskusji nad polityką energetyczną polski parlament od lat drepcze w miejscu - twierdzi publicysta „Pulsu Biznesu”
fot: ARC
Zjawili się przedstawiciele niemal wszystkie polskich hut i Kompanii Węglowej. Branżę chemiczną reprezentowały Zakłady Azotowe w Kędzierzynie, włocławski Anwil oraz PCC Rokita, branżę papierniczą - International Paper w Kwidzynie oraz Polpak Papier. Wszyscy chcieli usłyszeć, co URE zrobi, żeby powstrzymać podwyżki cen prądu dla firm - napisała gazeta.pl.
Przemysł w Polsce zużywa ok. 75 proc. energii elektrycznej. Od stycznia 2008 r. ceny są już całkowicie wolne - URE zatwierdza wyłącznie cenniki dla ludności. W zeszłym roku ceny dla firm wzrosły o 30-40 proc., w tym roku dostawcy prądu proponują podwyżkę aż o 40-50 proc. Firmy są oburzone.
- Przeprowadziliśmy ankietę wśród firm obecnych na spotkaniu. Nie mamy jeszcze pełnych wyników, ale z 29 firm aż połowa chce redukować zatrudnienie - mówi \"Gazecie\" szef URE Mariusz Swora. URE apelowało do dostawców prądu o renegocjację umów dla przemysłu, ale z niewielkim skutkiem. Megawatogodzina dla przemysłu kosztuje ok. 300 zł, dostawcy proponują obniżkę np. o 5 zł.
Firmy energetyczne tłumaczą, że muszą podnosić ceny, bo drożeje węgiel, trzeba płacić za uprawnienia do emisji CO2 i drogą energię odnawialną, a poza tym potrzebne są pieniądze na nowe elektrownie, bez których wkrótce zabraknie nam prądu. Ale przedstawiciele przemysłu mówią, że łatwiej znieśliby podwyżki cen, gdyby wiedzieli, że istnieje prawdziwy rynek prądu. Tymczasem ceny u wszystkich dostawców są podobne, nie opłaca się więc zmieniać dostawcy - podkreśla gazeta.pl.