podało we wtorek ministerstwo ds. sytuacji nadzwyczajnych w Kijowie.
W sztolni, w której doszło do wybuchu, ponad dobę gaszono pożar i utrzymywała się wysoka temperatura. Jak poinformował wicepremier Andrij Klujew dopiero w poniedziałek wieczorem temperatura spadła tam do 55 stopni Celsjusza.
Wybuch metanu w kopalni im. Zasiadki nastąpił w niedzielę po godz. 2.00 czasu polskiego na głębokości 1078 metrów metrów. W tym momencie pod ziemią pracowało ok. 450 górników nocnej zmiany. Większość z nich ewakuowano. 30 osób znajduje się w szpitalach.
Do kopalni ściągnięto większość ratowników z Zagłębia Donieckiego - 65 oddziałów ratowników górniczych i 21 ekip reanimacyjnych. Akcja pod ziemią jest bardzo utrudniona - wciąż płonie taśmociąg, a część chodników jest zawalona.
W związku z katastrofą władze Doniecka od poniedziałku ogłosiły trzydniową żałobę.
Zgodnie z dekretem prezydenta Wiktora Juszczenki, który w poniedziałek odwiedził miejsce tragedii, wtorek jest na Ukrainie dniem żałoby narodowej.
Pogrzeby ofiar rozpoczną się już dzisiaj.
Kopalnia im. Zasiadki cieszy się złą sławą. Rok temu we wrześniu zginęło tam 13 osób. Wcześniej, w 2001 roku, także wskutek wybuchu metanu zginęło tam 55 górników.
Szanse na odnalezienie żywych górników,
zasypanych w sztolni wskutek niedzielnego wybuchu w donieckiej kopalni im. Zasiadki, są minimalne.
- W warunkach, które panują obecnie w kopalni odnalezienie żywych górników jest niemożliwe - oświadczył Mychajło Wołynec, jeden z członków sztabu kryzysowego .
Podobnego zdania jest szef górniczego związku zawodowego w kopalni Zasiadki, który stwierdził, że \"nadzieje na to, że poszukiwani górnicy żyją, są bardzo małe\". Wyjaśnił, że akcję ratowniczą utrudnia pożar, a dostęp do sztolni został zawalony wskutek wybuchu.
Zdaniem górników, którzy przeżyli wybuch metanu w kopalni ich koledzy, których uznaje się za zaginionych, najprawdopodobniej już nie żyje.
- Po eksplozji w kopalni wybuchł pożar, a sztolnia, w której nastąpiła eksplozja, zawaliła się – powiedział jeden z nich w wywiadzie dla dziennika\"Siegodnia\".
Jest to największa katastrofa w ukraińskim górnictwie od czasu uzyskania przez Ukrainę niepodległości
- piszą ukraińskie gazety.
\"Kommiersant-Ukraina\" przypomina, że do największej katastrofy w ukraińskim górnictwie doszło 11 marca 2000 r. w kopalni im. Barakowa w Krasnodonie w obwodzie ługańskim. Eksplozja pyłu węglowego zabiła wówczas 81 osób.
Dziennik „Siegodnia” podkreśla, że górnicy pracujący w kopalni im. Zasiadki otrzymują ok. 400 dolarów wynagrodzenia miesięcznie. Ich zarobki zależą od ilości wydobytego węgla.
Właśnie dlatego \"czujniki mierzące stężenie metanu w powietrzu są umyślnie psute, przykrywane kufajkami bądź umieszczane na ziemi, gdzie stężenie gazów jest najmniejsze\" - powiedział dziennikowi były pracownik kopalni.
Ci, którzy nie zgadzają się na takie praktyki, są przenoszeni do innych, niżej opłacanych prac - mówią cytowani przez \"Siegodnia\" anonimowi górnicy.
Gazeta \"Kommiersant-Ukraina\" zaznacza, że celem wierceń, które doprowadziły w niedzielę do wybuchu metanu w kopalni im. Zasiadki, było utworzenie korytarzy odprowadzających metan.
Sugeruje, że wypadku można było uniknąć, gdyby prace wiertnicze zostały w porę przerwane. \"Na minutę przed eksplozją górnicy informowali dyspozytora o dziwnym zapachu unoszącym się w sztolni\" – czytamy.
Dziennik opisuje także reakcję rodzin górników, pracujących w momencie wybuchu pod ziemią. \"Mój mąż oddał życie za dwa tysiące hrywien (ok. 400 dolarów)\" - krzyczała żona jednego z górników, kiedy usłyszała o jego śmierci.
Ukraińskie kopalnie
ze względu na dużą koncentrację metanu uchodzą za jedne z najniebezpieczniejszych na świecie. Z reguły są niedoinwestowane i oszczędzają na systemach bezpieczeństwa, toteż często dochodzi w nich do wypadków. Każdego roku w ukraińskich kopalniach ginie ponad 300 osób.