36-letni Sebastian Idziak, były górnik ścianowy w kopalni Wujek 10 lat temu w wypadku pod ziemią stracił nogę. Teraz Sebastiana oklaskuje publiczność walk bokserskich w oktagonie - o sportowej drodze byłego górnika napisała Polska Grupa Górnicza na swojej stronie.
W sobotę 17 stycznia, po roku przygotowań, Sebastian Idziak wystąpi na gali sportów walki DWM 7 w Wieluniu, a transmisję pojedynku z Szymonem Janzem pokaże TV Polsat na sportowych kanałach.
Jak podaje PGG, Sebastian zdążył przepracować w kopalni tylko 4 lata. Po skończeniu szkoły był magazynierem, spedytorem, potem postanowił pójść w ślady taty górnika, który musiał przeczuwać coś złego, bo odradzał synowi zjazdy pod ziemię. Na dole chłopak pracował najpierw w brygadach chodnikowych, a potem na ścianie wydobywczej. Miał 25 lat, kiedy przenośnik pochwycił mu stopę.
– Szukali tej mojej nogi na odstawie, nigdzie jej nie było, a kiedy znaleźli było za późno, żeby przyszyć - wspomina Sebastian.
– Rana goiła się ciężko, wdało się ostre zapalenie, było ryzyko, że obetną nogę wyżej. Kopalnia pomagała w leczeniu, koledzy z oddziału zrzucali się na wsparcie. Wtedy nie zdawałem sobie jeszcze sprawy, co mnie spotkało. Dopiero, gdy wróciłem do domu, dotarło do mnie, że zostałem kaleką - mówi Idziak.
Dorabiając do renty imał się różnych prac: był ochroniarzem na bramce w klubach i dyskotekach, robotnikiem budowlanym w Polsce i w Niemczech. Parę lat temu jeden z przyjaciół podsunął pomysł: a może sporty walki?
– Po wypadku wyostrzyła mi się ironia i poczucie czarnego humoru. Śmiech i walka, żeby rozwijać się mimo wszystko, są dla mnie odskocznią. Ale chłop walczący na jednej nóżce?! - opowiada Sebastian.
Zaczynał od kickboxingu w najbardziej dynamicznej formule K1.
– Mogłem opierać się na tej niedoskonałej nodze z protezą, a przeciwnik miał zakaz kopania w nią. Jednak po czasie ten styl walki okazał się zbyt bolesny. Choć protezy są coraz lepsze, to otarć i urazów kikuta uniknąć się nie da. Do tego doplątało się zwyrodnienie nadmiernie obciążonego kolana. Postanowiłem spróbować boksu w oktagonie: trzy rundy po trzy minuty, od klasycznego boksowania różni się większym ringiem i twardszymi rękawicami. Nie ma kopania, gryzienia, plucia, poniżania ani ciosów poniżej pasa - wylicza Sebastian.
Trenuje pod okiem Adriana Bobera z Olimpus Fight Club w Dąbrowie Górniczej oraz Kamila Młodzińskiego z Powiatowej Akademii Boksu im. Henryka Średnickiego w Będzinie. Współpracuje z agencją Tuco Promotion i częstochowskim producentem odzieży sportowej Doberman's Aggressive.
Gdy w polskim MMA zaczęło być głośniej o "fighterze bez nogi", ludzie proszą o lekcje i Sebastian coraz częściej udziela się jako trener personalny. Z pasją wspiera też młodych ludzi z katowickich Bogucic (gdzie dorastał), czy z Giszowca (gdzie dostał mieszkanie komunalne).
– Organizuję zajęcia dla chłopaków z dzielnicy. Mam kilku podopiecznych, którzy niedawno robili różne złe głupstwa, lubili sobie popić. Byłem taki jak oni. Widząc, jak ćwiczą i zwyciężają, cieszę się ich sukcesami. Nie jestem może wirtuozem rękawic, ale potrafię przekazać, że w sporcie i w życiu nie ma rzeczy niemożliwych. Ograniczenia są tylko w naszych głowach - podkreśla Sebastian Idziak.
Jego idolem w boksie, już od najmłodszych lat, jest Andrzej Gołota oraz Amerykanin Mike Tyson:
– Wytatuowałem sobie Tysona, był wirtuozem boksu. A pod nim zrobiłem podobiznę Conora McGregora. Z zadziornym Irlandczykiem troszkę się utożsamiam - też lubię popyskować, otworzyć jadaczkę, nie bać się mówić, co myślę. Tyson i McGregor to nie są może idealne wzory, bo w życiorysach mają alkohol, narkotyki, poprawczak. Ale w młodzieńczych latach przed wypadkiem w kopalni moje życie też nie biegło idealnie! - mówi Sebastian.
Zapamiętał, że przy poprzednich galach MMA bardzo wielu zawodników odmawiało, że "nie będą się bili z kaleką".
– Może z troski o mnie, a może ze strachu, co będzie, jeśli pobije ich rywal bez nogi? Kiedyś przeżywałem te odmowy, a teraz już mnie śmieszą. Nie potrzebuję łaski, litości, nie lubię, gdy ktoś chce mnie oszczędzać. Staram się wyciągnąć z życia, ile tylko się da! Marzenia? Jedno największe: chciałbym jak najdłużej chodzić samodzielnie na protezie. Żeby nikt nie musiał tracić sił i czasu na targanie mnie na wózku, żebym mógł poruszać się o własnych siłach - wyznaje.
Jeżeli chcesz codziennie otrzymywać informacje o aktualnych publikacjach ukazujących się na portalu netTG.pl Gospodarka i Ludzie, zapisz się do newslettera.