Głodówka pracowników Zakładu Linii Kolejowych w Gliwicach

Ponad dwudziestu pracowników ZLK prowadzi od godz. 8. głodówkę w Gliwicach. Kolejnych 8 o godz. 11. rozpocznie protest w siedzibie spółki w Warszawie. W ten sposób protestują przeciwko planom likwidacji zakładu.

W związku z działaniami restrukturyzacyjnymi zarząd spółki zamierzał początkowo zlikwidować 10 z 27 regionalnych ZLK. Po negocjacjach ze związkami zawodowymi liczbę tę zmniejszono do zaledwie 4. Ku zaskoczeniu kolejarskiej Solidarności w tej grupie znalazł się gliwicki ZLK.

Oburzenia tymi planami nie kryje przewodniczący S w ZLK w Gliwicach Roman Chwała. - Jesteśmy jednym z większych zakładów linii kolejowych w kraju, zatrudniamy blisko 1700 osób, obejmujemy jedną trzecią województwa śląskiego i część opolskiego - wylicza Chwała.

Związkowcy nie wiedzą jeszcze, do jakich struktur trafiliby pracownicy zlikwidowanego zakładu. Prawdopodobnie byłyby to zakłady z Opola i Tarnowskich Gór, być może z Sosnowca.

- Prawie cała załoga wzięła dziś urlop na żądanie - informuje Chwała.

Najbardziej zdesperowani w obronie swoich miejsc pracy zdecydowali się na rozpoczęcie protestu. Od rana ponad dwudziestu pracowników prowadzi głodówkę w Gliwicach. 8 dalszych osób rozpocznie protest w warszawskiej centrali spółki. Zdecydowali się na stolicę, bo jak mówią, chcą pokazać bezpośrednio pracodawcy efekty jego błędnych decyzji.

- Załoga jest zdesperowana, ale na razie nie będziemy wstrzymywać ruchu podciągów i utrudniać podróży pasażerom - mówi Chwała. - Zdajemy sobie sprawę że to drastyczna forma protestu, ale zarząd też postępuje z nami drastycznie i likwidujemy nam zakład.


MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Według prognoz KE, polska gospodarka będzie jedną z najszybciej rozwijających się w UE

Komisja Europejska prognozuje, że polska gospodarka będzie jedną z najszybciej rozwijających się w UE - podkreśliło Ministerstwo Finansów w komentarzu do prognoz KE. Bruksela spodziewa się wzrostu PKB Polski w 2026 r. na poziomie 3,5 proc.

Miliardy z ETS w worku bez dna. Jak rząd Morawieckiego przejadł pieniądze na transformację

Temat unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji (EU ETS) od lat budzi w Polsce ogromne emocje. Przez jednych nazywany „unijnym podatkiem od CO2”, przez innych „klimatyczną kroplówką dla budżetu” – system ten stał się centralnym punktem debaty o polskiej energetyce i kosztach życia. Stał się też tematem protestu związkowego (20 maja w Warszawie) wielu branż, dla których jest kamieniem u szyi. Prezydent Karol Nawrocki proponuje m.in. w jego sprawie przeprowadzić ogólnokrajowe referendum. Problem w tym, że udział w proteście brali też politycy prawicy, którzy za przyjęcie tego systemu odpowiadają, ale próbują to wymazać z publicznej świadomości. Ponad 85-90 proc. z ponad 130 mld zł „rozpłynęło się” w ogólnym worku budżetowym, służąc do finansowania bieżących obietnic politycznych i osłon socjalnych. Na energetykę poszło – 1,3 proc. tej kwoty.

Niższy wzrost PKB i wyższa inflacja wpływają na rynek pracy

Niższy wzrost PKB i wyższa inflacja negatywnie wpływają na rynek pracy - napisali ekonomiści Banku Pekao w komentarzu do danych GUS. Ich zdaniem, ten wpływ będzie także widoczny w roku przyszłym.

Osoby między 18 a 20 rokiem życia zadłużone na niemal 100 mln zł

Niemal 100 mln zł to łączna kwota długów ponad 31 tys. osób między 18 a 20 rokiem życia - wynika z danych BIG InfoMonitor. Niemal połowa tej kwoty to zobowiązania pozakredytowe, np. mandaty za jazdę na gapę, czy nieopłacone rachunki za telefon lub internet.