Gimnastyk z gliwickiej kopalni Sośnica w gronie najlepszych zawodników świata

fot: Kajetan Berezowski

Piotr Wodka chętnie prezentuje ciekawskim swoje umiejętności fizyczne. Wystarczy prosta konstrukcja stalowa i już można podziwiać opanowane przez niego techniki gimnastyczne

fot: Kajetan Berezowski

O Piotrze Wodce z gliwickiej kopalni Sośnica mówią, że to kalistenik od urodzenia. Potrafi bowiem wykonywać ćwiczenia graniczące wręcz z możliwościami ludzkiego ciała. Stale też podnosi sobie poprzeczkę i przekonuje, że sport jest najlepszym sposobem przełamywania ludzkich słabości.

Najpierw wykonuje pompkę, następnie unosi ciężar ciała ku górze, podpierając się jedynie na łokciach. To się nazywa sprawność fizyczna! Ale skoro należy się do pierwszej dwudziestki najlepszych zawodników dyscypliny znanej jako street workout, to trudno, żeby było inaczej.

Z pozoru niski i szczupły, ale siły tkwią w nim ogromne. I pomyśleć, że za sport zabrał się całkiem niedawno, bo zaledwie osiem lat temu. Jako piętnastolatek uwielbiał jeździć na deskorolce, ale pech chciał, że podczas wykonywania skomplikowanej figury upadł i uderzył o schody. Trafił do szpitala, gdzie wykonano mu zdjęcie rentgenowskie. Diagnoza brzmiała fatalnie: pęknięte trzy kręgi. 

Ciężka harówa
– Lekarz powiedział mi krótko: żadna aktywność sportowa. To szczęście, że w ogóle się z tego wylizałem i stanąłem na nogi. Jakiś czas po tym zdarzeniu postanowiłem pójść w ślady ojca i przyjąć się do pracy w górnictwie. I tak trafiłem do Sośnicy, do Działu Likwidacyjno-Zbrojeniowego. Ciężka harówa, a na dodatek zaczął mnie boleć kręgosłup. Postanowiłem pogrzebać w internecie w poszukiwaniu rad na moje dolegliwości i przypadkowo natrafiłem na tematykę ćwiczeń kalistenicznych. Okazało się, że znakomicie wpływają na wzmocnienie kręgosłupa lędźwiowego. Na dodatek spotkałem znajomego, który już zdążył zaprzyjaźnić się z tą dyscypliną, no i tak to się wszystko zaczęło – opowiada.

Street Workout pochodzi od kalisteniki, aktywności fizycznej polegającej na treningu siłowym opartym na ćwiczeniach z wykorzystaniem własnej masy ciała, a więc pompki, mostki, brzuszki itp. W starożytnej Grecji i Rzymie w ten sposób ćwiczono przyszłych wojowników. W czasach nam współczesnych kalistenika zdobyła dużą popularność w USA. Czarnoskórzy nastolatkowie z wielkich amerykańskich metropolii popisywali się umiejętnościami gimnastycznymi, wykorzystując w tym celu hale po zlikwidowanych magazynach i zakładach produkcyjnych. Wielu z nich zdobyło sławę międzynarodową, prezentując swoje umiejętności na zawodach sportowych i pokazach.

Dla Piotra Wodki pierwsze miesiące ćwiczeń do łatwych nie należały. Nosił się nawet z myślą porzucenia wyczerpujących treningów. Wykonywanie skomplikowanych układów często wzmagało ból, ale z czasem sytuacja się odwróciła. Bóle minęły, a ciało zdawało się być lekkie i elastyczne, niczym guma.

Miłośnicy kalisteniki chętnie wykorzystują pomieszczenia po byłych magazynach i fabrykach, aby doskonalić tam swoje umiejętności. Piotr Wodka również chętnie to robi. Tym razem nie zapomniał zabrać z sobą na trening górniczego kasku. Fot. ARC

– Spodobała mi się ta dyscyplina. Zdecydowałem się nawet na start w zawodach w Łodzi. Pojechałem i… zająłem trzecie miejsce w kategorii najbardziej wszechstronnego zawodnika sezonu 2015/2016. Samemu było mi trudno w to wszystko uwierzyć. Tym bardziej, że każdy zawodnik musiał zaliczyć cztery rundy ćwiczeń. Oceniane były m.in. maksymalna liczba powtórzeń danego elementu, czas wykonywania ćwiczeń, a także ciężary. Ten sukces skusił mnie do startu w kolejnych zawodach, czyli w No Gravity w Kołobrzegu. Wygrałem je. W kolejnych potyczkach zajmowałem zawsze miejsca na podium. Wygrałem m.in. Bitwę o Miedziową Rudę w Głogowie, Workout Competition na Słowacji oraz Silesian Bar War Racibórz – wymienia Wodka.

Wówczas startował już w nieco bardziej zaawansowanej odmianie street workoutu, w której liczą się przede wszystkim układy własnego autorstwa. Sędziowie oceniają ćwiczenia statyczne, dynamiczne oraz tzw. combo – ćwiczenia łączące wszystkie te elementy. 

Rywalizacja u stóp piramid
Z takim bagażem doświadczeń górnik z Sośnicy ruszył w ub.r. na podbój Kairu, gdzie odbył się ostatni Puchar Świata w Kalistenice & Street Workout federacji WSWCG. To dopiero była przygoda! U stóp piramid spotkało się 32 zawodników street workoutu przybyłych do Egiptu ze wszystkich kontynentów. Poziom mistrzostw – jak przyznaje polski reprezentant – rzucał na kolana. Ale też wiek zawodników sięgał 20 lat.

– Ja byłem najstarszy z tego grona i zdołałem uplasować się w TOP 20, zajmując dwudziestą pozycję. Uważam to za jedno z moich największych osiągnięć – opowiada gimnastyk z Sośnicy.

Do innych jego sukcesów z pewnością zaliczyć można półfinałowy występ w telewizyjnym programie „Mam Talent”, w którym zaprezentował się wraz z grupą kolegów tworzących formację Dynasty Workout.

Mimo swoich 32 lat Piotr Wodka wciąż trenuje, przyswajając sobie coraz trudniejsze elementy. Najpierw pompka, a następnie po napięciu mięśni klatki i korpusu, uniesieniu nóg i całego tułowia nad ziemię, utrzymuje się jedynie na wyprostowanych ramionach – to tzw. planche, z francuskiego „deska”. O jego poprawnym wykonaniu marzy wielu śmiałków trenujących street workout.

Z kolei black lever to ćwiczenie, którego niejeden kalistenik uczył się miesiącami. Trzymając się drążka trzeba zmienić pozycję tułowia do poziomej, twarzą w dół. Albo maltase, czyli figura statyczna wymagająca – jak opisują to eksperci – nadludzkiej siły. Jej wykonanie przeczy prawom fizyki. Polega na utrzymaniu pozycji takiej jak planche, z jedną podstawową różnicą. Otóż ręce są rozstawione bardzo szeroko. Ciało znajduje się zaledwie kilka centymetrów od ziemi. Niesamowita jest również flaga, uniesienie na drążku w pozycji poziomej.

– Dużo by mówić jeszcze o samych ćwiczeniach, zachęcam do ich podejmowania. Można zacząć od stania na rękach. Kręcicie głową? O nie, trzeba chcieć przełamywać własne słabości. A chcieć to móc. Wiem coś na ten temat – zachęca Piotr Wodka.

Jego marzeniem jest start w zawodach „Siła i wytrzymałość” w Rosji. Wybiera się tam w przyszłym roku.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

„Szychta wolności” w Jastrzębiu-Zdroju. Wystawa o odwadze górników i przełomowych wydarzeniach

26 sierpnia 2026 roku w Muzeum Miejskim w Jastrzębiu-Zdroju odbędzie się otwarcie wystawy „Szychta wolności – Jastrzębie-Zdrój 1980–1988”. Ekspozycja opowiada o odwadze, determinacji i walce o godność, a także przypomina wydarzenia, które wpłynęły na losy całej Polski.

Kryminał na weekend: „Zbrodnia w raju”. Historia porwania dziecka na Lazurowym Wybrzeżu

Popularny francuski pisarz Guillaume Musso tym razem zabiera czytelników w podróż po Lazurowym Wybrzeżu w latach 20. ubiegłego wieku. Narrację w kryminale prowadzi tak, jak robiła to Agatha Christie. Główny bohater skrupulatnie przesłuchuje podejrzanych i kieruje nas do zaskakującego finału.

Jubileuszowy Festiwal Orkiestr Dętych. I znów pięknie nam zagrały!

W sobotę 22 sierpnia w parku im. Augustyna Kozioła w Rudzie Śląskiej odbył się 25. już Festiwal Orkiestr Dętych. Jak zwykle miłośnicy orkiestr mogli liczyć na świetną zabawę, wysłuchali, oprócz tradycyjnych śląskich melodii, światowe przeboje muzyki rozrywkowej. 

Uczcili rocznicę strajku w Fazosie i opiekuna Solidarności

Z okazji 36. rocznicy strajku w Fabryce Zmechanizowanych Obudów Ścianowych Fazos w Tarnowskich Górach  w kościele pw. Piotra i Pawła odbyła się uroczysta msza święta. Pod tablicami poświęconymi strajkującym i Solidarności złożono kwiaty. W zbiegu ulic Opolskiej, Cebuli i Królika odsłonięto tablicę z nazwą skweru. Od teraz nosi on oficjalnie imię ks. Zygmunta Trochy, proboszcza parafii Piotra i Pawła w latach 1976-2006, który duszpasterską opieką objął „Solidarność”.