Gazprom obniży ceny gazu, odczujemy to w kwietniu
fot: ARC
fot: ARC
Obniżki to skutek taniejącej ropy. Od początku lipca cena czarnego złota na giełdzie nowojorskiej spadła o blisko 60 proc. W podobnej proporcji powinien tanieć gaz. - Kontrakty europejskich operatorów gazowych, podobnie jak Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa, uzależniają ceny gazu ziemnego od ropy - wyjaśnia Andrzej Szczęśniak, ekspert rynku paliw. Ceny dla większości krajów europejskich zmieniają się w cyklu sześciomiesięcznym. Jeśli ropa zaczęła tanieć, w lipcu ceny gazu powinny zacząć spadać w pierwszym kwartale 2009 roku - podal portal bankier.pl
Trochę inaczej jest w przypadku PGNiG. Tu kontrakt przewiduje, że notowania ropy naftowej przekładają się na ceny gazu z dziewięciomiesięcznym opóźnieniem. Oznacza to, że PGNiG będzie kupować tańszy gaz od rosyjskiego dostawcy dopiero w drugim kwartale przyszłego roku. Nasze rachunki niekoniecznie będą jednak niższe. PGNiG prawdopodobnie nie zdecyduje się na obniżenie cen gazu dla końcowych odbiorców. W tym roku już dwukrotnie podnosił ceny i za każdym razem próbował przeforsować podwyżkę większą niż ta na jaką zgadzał się ostatecznie Urząd Regulacji Energetyki. Przedstawiciele PGNiG twierdzą, że swoim klientom gaz sprzedają taniej, niż kupują go od Gazpromu. Obniżka ceny dokonana przez Rosjan, będzie okazją by poprawić wyniki spółki.
W rzeczywistości jednak polski monopolista nie musi dopłacać do interesu, bo od klientów pobiera nie tylko opłatę za gaz ale także za jego przesył. Niekiedy ta druga opłata przewyższa pierwszą. Ponadto jedna trzecia gazu sprzedawanego przez polskiego operatora pochodzi z wydobycia krajowego. Ten surowiec jest tańszy niż dostarczany z Azji, bo nie trzeba go transportować na ogromne odległości.
Mimo krajowego wydobycia, Polska wciąż jest uzależniona od dostaw z Rosji. To sprawia, że za gaz płacimy więcej niż np. Francuzi, mimo że droga przesyłu surowca do Francji jest dłuższa. Jednak Francja nie jest uzależniona od Rosji w takim stopniu jak nasz kraj. Francuzi zaledwie 20 proc. swoich potrzeb uzupełnia rosyjskim gazem. Część błękitnego paliwa kupuje od Wielkiej Brytanii. Resztę, dzięki rozwiniętej sieci gazoportów, sprowadza z północnej Afryki, głównie z Algierii. Taka dywersyfikacja dostaw to dobra karta przetargowa w negocjacji cen.
Polska też planuje budowę gazoportu w Świnoujściu. Jednak najbardziej prawdopodobny termin oddania go do użytku to połowa przyszłej dekady. A i tak nie wiadomo, czy wystarczy nam skroplonego gazu ziemnego (taki dostarcza się statkami). Obecnie wiele krajów na świecie buduje terminale odbioru gazu ziemnego. A kontrakty podpisuje się z wieloletnim wyprzedzeniem. Takie inwestycje prowadzą m.in. Stany Zjednoczone, Francja, Niemcy. Planowana jest również budowa dużego terminalu do odbioru skroplonego gazu w Chorwacji. W tym przypadku paliwo miałoby być przesyłane rurociągami na północ Europy.
Spadające ceny gazu nie zachwieją kondycją finansową Gazpromu. Rosyjski monopolista będzie najprawdopodobniej starał się zrekompensować sobie skutki obniżenia cen klientom unijnym, podwyższając je odbiorcom z państw byłego ZSRR. - Cena za importowany przez Ukrainę gaz może wynieść w przyszłym roku 230-250 dol. za tysiąc metrów sześciennych - stwierdził niedawno Petr Proszenko, szef rady nadzorczej ukraińskiego banku centralnego. W tej chwili Ukraina płaci za tę samą ilość błękitnego paliwa 179,5 dol.