Gazowy projekt Taurona
fot: Jarosław Galusek/ARC
Jeśli nie przemodelujemy technologii produkcji energetyki z paliw stałych, to praca elektrowni na węgiel kamienny będzie w 2030 r. znikoma - podkreśla wiceprezes Stanisław Tokarski
fot: Jarosław Galusek/ARC
Przekształcanie dwutlenku węgla, powstającego w instalacjach przemysłowych, na gaz syntezowy ma pomóc przetrwać energetyce węglowej i zarazem zagwarantować znaczne zmniejszenie emisji CO2 do atmosfery. Projekt badawczo-wdrożeniowy realizowany jest przez konsorcjum, któremu przewodzi spółka Tauron Wytwarzanie.
Pół wieku temu naukowcy zastanawiali się w jaki produkt akceptowalny społecznie można by zamienić siarkę. W wyniku szeregu prac badawczych udało się uzyskać gips. Teraz problem dotyczy dwutlenku węgla, który wytrącony w instalacjach CCS, miał być pierwotnie zatłaczany w formacje skalne. Pomysł ten jednak jest trudny do wykonania ze względu na protesty społeczne. Dlatego Komisja Europejska sugeruje wdrażanie technologii CCU, czyli przekształcania dwutlenku węgla w produkty akceptowalne społecznie. Podkreśla przy tym łatwość wykorzystania wychwyconego CO2 bez jego wysokiego sprężania, transportu rurociągiem czy składowania pod ziemią, a także zmniejszenie zależności od gazu ziemnego importowanego spoza Europy.
- Nowy projekt zakłada przekształcenie dwutlenku węgla z elektrowni węglowych, zakładów chemicznych, metalurgicznych czy cementowni, na gaz syntezowy. Będzie on powstawał w wyniku reakcji CO2 z wodorem pochodzącym z procesu elektrolizy. Proces ten ma być zasilany nadwyżką energii elektrycznej pochodzącej ze źródeł odnawialnych - wyjaśnia dr Stanisław Tokarski, wiceprezes zarządu ds. strategii i rozwoju w Tauron Polska Energia.
Przypomnijmy, że Tauron zainstalował już w swoich elektrowniach w Łaziskach i Łagiszy dwie mobilne instalacje pilotażowe do wychwytu dwutlenku węgla. W pierwszym przypadku jest to instalacja aminowa, w drugim zmiennociśnieniowa. Pierwsze doświadczenia badawcze już więc zebrano. Teraz pora na kolejne. W projekcie, oprócz spółki Taron Wytwarzanie, uczestniczą też polskie instytucje naukowo-badawcze. Akademia Górniczo-Hutnicza z Krakowa odpowiada za analizę reakcji metanizacji na różnych katalizatorach. Instytut Chemicznej Przeróbki Węgla z Zabrza za testowanie pilotażowego układu CO2-SNG w rzeczywistym środowisku przemysłowym. Taki układ o wydajności 20 m sześc./h powstanie w Elektrowni Łaziska, przy tamtejszej instalacji wychwytu CO2. Dokumentację konieczną do produkcji i zakupu urządzeń oraz ich integracji z całością instalacji przygotuje firma West Technology & Trading zajmująca się projektowaniem i budową nowoczesnych instalacji z branży chemicznej i ekologicznej. Z kolei firma Rafako z Raciborza odpowiada za nadzór nad dokumentacją urządzeń pomocniczych do budowy całej instalacji oraz sprzedaży przyszłych produktów. W projekcie bierze też udział spółka Exergon z Gliwic, która opracowała na bazie modelu matematycznego komplet założeń wejściowych i wyjściowych realizowanego procesu zamiany dwutlenku węgla i wodoru w gaz syntezowy.
Proces produkcji gazu syntezowego ma następować w modułowych, strukturalnych reaktorach metanizacji CO2. Pracują nad nimi francuscy partnerzy projektu. Organizacja badawczo-rozwojowa CEA zaprojektowała pierwszy reaktor testowy o wydajności 3-4 m sześc. CO2/h na wlocie, natomiast firma Atmostat jest firmą wykonawczą tych reaktorów.
- Sądzę, że stoimy przed wielką szansą zważywszy na fakt, że w ub.r. premier Ewa Kopacz zobowiązała się do zmniejszenia o 40 proc. w 2030 r. emisji dwutlenku węgla do atmosfery. To jest ogromne wyzwanie dla górnictwa i energetyki. Teraz z wiatru pochodzi ok. 4 tys. MW w skali roku. W świetle podpisanych zobowiązań za 5 lat ta ilość zostanie podwojona. Do tego dochodzi fotowoltaika . A zatem w 2020 r. z odnawialnych źródeł energii pochodzić będzie około 12 tys. MW. Jeśli nie przemodelujemy technologii produkcji energetyki z paliw stałych, to praca elektrowni na węgiel kamienny będzie w 2030 r. znikoma - zaznacza Tokarski.
Presja UE na redukcję emisji CO2 nie ustaje. Projekt CCS nie powiódł się do końca. Jego następca CCU będzie musiał ten błąd naprawić.